,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Autobusy mogłyby jeździć częściej, ale prezydent nie chce iść na zwarcie z kierowcami

2 min. czytania
26.11.2024 19:36
Pasażerowie komunikacji miejskiej w Bydgoszczy skarżą się, że autobusy i tramwaje jeżdżą za rzadko. W budżecie są pieniądze na dodatkowe kursy, ale prezydent nie chce ich kupić od prywatnych przewoźników, by nie drażnić kierowców MZK. - Nie chcę robić wrogich ruchów, bo byłaby gorąca atmosfera - uważa Rafał Bruski.
|
|
fot. Roman Bosiacki / Agencja Wyborcza.pl

Komunikacja miejska to od wielu lat bolączka władz Bydgoszczy. Pasażerowie skarżą się na zbyt małą liczbę połączeń autobusowych, ciągłe remonty i przepełnione pojazdy. 75 procent linii autobusowych w mieście obsługują Miejskie Zakłady Komunikacyjne Bydgoszczy, a na pozostałych jeździ przewoźnik prywatny - firma Mobilis.

MZK z kłopotami

Miejska spółka ma jednak kłopoty finansowe, a także z pozyskaniem nowych kierowców. Płace są mało atrakcyjne, więc brakuje chętnych do pracy. Dziurawy grafik łatany jest nadgodzinami, ale i te się przecież kiedyś skończą. - Albo nie wykonamy pracy przewozowej i poniesiemy karę, albo poniesiemy koszty nadgodzin - tłumaczy prezes zarządu MZK Piotr Bojar.

Miasto ma w budżecie środki na zakup dodatkowych kursów autobusów i tramwajów, ale - według prezydenta - MZK nie jest w stanie tego udźwignąć.

- Tramwaje i autobusy mogą jeździć częściej, tyle że nasza spółka musi być do tego zdolna i wydolna - podkreśla nieco poirytowany Rafał Bruski. - Mogę powiedzieć "szanowna spółko, już na was nie czekam, ogłaszam przetarg na - nie wiem - pięć, dziesięć procent". Pewnie znalazłby się przewoźnik prywatny, który by to zrealizował, tylko ja czekam, żeby nie wykonywać wrogich ruchów, bo byłaby gorąca atmosfera - uważa prezydent.

Kontrowersyjna inwestycja w Bydgoszczy. 'Czekam z odwagą'

Rzeczywiście, pracownicy MZK już nie raz strajkowali - ostatni raz latem 2022 roku - przez co pasażerowie nie mieli jak dojechać do pracy czy szkoły. Bruski nie chce być zatem posądzony o chaos w komunikacji czy dobijanie miejskiej spółki, która i tak już ma kłopoty. - Co z tego, że na papierze mamy kursy, skoro w rzeczywistości się nie odbywają? Do tego drugi raz już nie dopuszczę - zapewnia samorządowiec.

Sprawdzą, jak działa komunikacja miejska

Bruski liczy, że w poprawieniu sytuacji pomogą kompleksowe badania komunikacji miejskiej, które odbędą się w przyszłym roku. - Z audytu będą wynikały cele, które będą ewentualnie do spełnienia przez nas, jak na przykład zwiększenie częstotliwości na konkretnych liniach - wyjaśnia dyrektor Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej Wojciech Nalazek. Miasto przeznaczy na badania przez firmę zewnętrzną 450 tysięcy złotych.

Zgodnie z umową, MZK podpisało z miastem umowę o 16,6 procent wyższą, niż drugi, prywatny przewoźnik, ale w przyszłym roku będzie ona pomniejszona o 5 procent. - Ja mogę dokapitalizować spółkę MZK na przykład na inwestycje, ale nie mogę im dać, żeby wypłacali pensje. To jest niezgodne z prawem- tłumaczy Bruski.

Wyzwaniem na przyszły rok dla miejskiej spółki będzie też kolejny wzrost minimalnego wynagrodzenia. Na ten cel MZK będą musiały znaleźć ponad 5 mln zł.