,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Znane stowarzyszenie zamknęło działalność. "Proszę mnie nie pytać, jak się czuję"

3 min. czytania
18.12.2024 17:36
- Proszę mnie nie pytać, jak się dziś czuję, bo będę płakać - nie ukrywa działaczka bydgoskiego Stowarzyszenia "Dzięki Wam", które oficjalnie zamknęło działalność. Wolontariusze nie będą już prowadzić punktu pomocowego dla Polaków i uchodźców z Ukrainy oraz przeprowadzać charytatywnych remontów, bo mają dość hejtu i biurokracji.
|
|
fot. Agnieszka Wynarska TOK FM

Stowarzyszenie "Dzięki Wam" było znane w Bydgoszczy ze swoich wielu działań charytatywnych. Wszystko zaczęło się w 2017 roku - po niszczycielskiej nawałnicy, która przeszła przez Sośno. Adam Jaworski - wspólnie ze znajomymi i współpracownikami - ruszył z pomocą mieszkańcom zniszczonych terenów. Razem z uczniami Zespołu Szkół Budowlanych w Bydgoszczy pomagał odbudować zniszczone domy, zbierał ubrania, meble, sprzęt AGD i żywność.

Potem były kolejne remonty i akcje mikołajkowe. A później przyszła wojna w Ukrainie. - Myślałem, że pomożemy ludziom, którzy ucierpieli przy nawałnicach w 2017 roku i będzie koniec. Tymczasem remontujemy 36. mieszkanie. Nigdy też nie myślałem, że przez nasz punkt przejdzie tylu ludzi, ale kto z nas przed kilku laty myślał, że będzie covid, nawałnica, powódź i wybuchnie wojna? - pyta retorycznie Jaworski. - Cieszę się, że otrzymaliśmy tak wielkie zaufanie od darczyńców, wolontariuszy, mediów. Od wszystkich, którzy nas wspierali. Nigdy nie marzyłem o takim zaufaniu - dodaje wyraźnie poruszony.

"Jest troszeczkę żal"

Na oficjalne zakończenie działalności stowarzyszenia - w Bydgoskim Centrum Organizacji Pozarządowych i Wolontariatu przy ul. Gdańskiej 5 - przyszły tłumy wolontariuszy, darczyńców, a także mieszkańców, do których kiedyś Adam Jaworski i jego współpracownicy wyciągnęli pomocną dłoń.

- Oczywiście, że jest troszeczkę żal i pewnie dziś będą nawet łzy - mówi tokfm.pl Sebastian Szymanowski, który regularnie przywoził do stowarzyszenia owoce ze swojego sadu. - Adam zrobił wspaniałą sprawę dla Bydgoszczy i całego regionu. To jest rzadka umiejętność, by przyciągnąć tak dużo ludzi, którzy wspierali go w różnych działaniach - dodaje.

'Starsi, samotni stoją po pomoc od rana'. Coraz więcej osób potrzebuje wsparcia. 'W wielu domach jest bieda'

Decyzja o tym, żeby zamknąć stowarzyszenie, zapadła pół roku temu. - Do dalszej działalności zniechęciła nas biurokracja oraz bardzo mocny hejt, który wylał się na nas w maju po jednym z pozytywnych artykułów w lokalnej prasie za pomoc Ukrainie - wspomina Jaworski.

- Wtedy usłyszeliśmy, kim to nie jesteśmy, komu powinniśmy pomagać, itd. Były pretensje, że nie pomagamy domom dziecka - a pomagaliśmy; że nie pomagamy zwierzętom, Palestynie, itp... Jeśli ktoś chce pomagać - niech pomaga. My robiliśmy to, co uważamy za stosowne i jakoś to nam w miarę wychodziło - dodaje nasz rozmówca.

Co dalej z wolontariuszami?

Wolontariusze, którzy od kilku lat pomagają w magazynie przy ulicy Grunwaldzkiej, bardzo się ze sobą zżyli. - Proszę mnie nie pytać, jak się dziś czuję, bo chyba będę płakać - mówi Sylwia Woźniak, która przyjeżdżała do stowarzyszenia kilka razy w tygodniu, także ze swoją kilkuletnią córką. - Bardzo to przeżywamy. Mieliśmy już takie małe zamknięcie u nas, w magazynie na Grunwaldzkiej. Jest nam smutno, aczkolwiek mamy też świadomość, że nadal będziemy pomagać, bo mamy siły i chęci - zapewnia.

W siedzibie stowarzyszenia - w połowie stycznia - powstanie sklep charytatywny, ale już pod skrzydłami Bazyliki oraz proboszcza Sławomira Baara, z którym wolontariusze współpracowali i bardzo się zaprzyjaźnili. - Zaczniemy nowy rozdział w naszym życiu wolontariuszy. Dalej będziemy działać i pomagać, jak tylko możemy - przekonuje nasza rozmówczyni.

Osoby potrzebujące wsparcia będą musiały szukać pomocy gdzie indziej. - Mam nadzieję, że wielu tych hejterów poprowadzi działalność charytatywną i będą teraz jeszcze bardziej pomagali - ironizuje Jaworski. - A już poważnie mówiąc, to jest Caritas, Czerwony Krzyż, Bazylika, Irek Nitkiewicz ze swoją Jadłodzielnią i fundacją, a więc jest trochę tych punktów. Zresztą mamy świadomość, że osoby, które do nas przychodzą, bywają też w innych punktach i jakoś sobie poradzą - tłumaczy.