Oni do tej nocy szykują się dużo wcześniej. "Kanapki, termosy z kawą, życzenia w karetce"
- Ratownicy w sylwestrową noc będą wyjeżdżać nawet dwa-trzy razy częściej niż zwykle.
- Prawdziwą zmorą jest nieostrożne obchodzenie się z fajerwerkami, kończące się zazwyczaj poważnymi obrażeniami dłoni, twarzy i klatki piersiowej. Do niebezpiecznych zdarzeń dochodzi najczęściej po alkoholu.
- - Apeluję do rodziców, żeby pod żadnym pozorem nie dawali petard dzieciom, nawet jeśli bardzo nas o to proszą - mówi Krzysztof Wiśniewski, ratownik z Bydgoszczy.
- W czasie sylwestrowej nocy częściej zdarzają się też napaści na personel medyczny.
W Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy dyżur w sylwestrową noc zaczyna się o godzinie 19. - Przygotowujemy się do tego mentalnie już dużo wcześniej - przyznaje ratownik medyczny i specjalista pielęgniarstwa ratunkowego Krzysztof Wiśniewski. - Szykujemy sobie kanapki, termosy z kawą, bo to jest dyżur w ambulansie, czyli dosłownie wyjazd za wyjazdem. Nie mamy czasu wejść do stacji. Z kolegami z innych załóg składamy sobie życzenia na podjazdach dla karetek przy szpitalnych oddziałach ratunkowych - opowiada.
"Refleksja przychodzi później, gdy budzimy się w szpitalu"
Wyjazdów do pacjentów jest dwa-trzy razy więcej niż w zwykłą noc. Jak co roku, prawdziwą zmorą jest nieostrożne obchodzenie się z fajerwerkami, kończące się zazwyczaj poważnymi obrażeniami dłoni, twarzy i klatki piersiowej. Choć - jak zauważa nasz rozmówca - z roku na rok takich wypadków jest coraz mniej. - Może wynika to z ograniczenia sprzedaży? - zastanawia się Wiśniewski. - Jeszcze kilkanaście lat temu fajerwerki można było kupić bez kontroli. I rzeczywiście wtedy takich wypadków było bardzo dużo - dodaje.
Wyjazdy do poparzonych pacjentów nadal się jednak zdarzają. - Złe obchodzenie się z fajerwerkami w połączeniu z alkoholem i środkami psychoaktywnymi daje piorunującą mieszankę. Refleksja przychodzi później, gdy budzimy się w szpitalu, mamy urwane palce, obrażenia twarzy, oczu i jesteśmy kalekami na całe życie - rozkłada ręce Wiśniewski. - Apeluję do rodziców, żeby pod żadnym pozorem nie dawali petard dzieciom, nawet jeśli bardzo nas o to proszą. Pamiętajmy, że widzimy fajerwerki przez chwilę, a czasami te parę sekund może odebrać nam sprawność - przypomina.
Sylwester w sanatorium. Co tam się dzieje? 'Kiedyś to było nie do pomyślenia'
Nasz rozmówca dodaje, że wypadki z fajerwerkami najczęściej są po spożyciu alkoholu, gdy wydaje się nam, że możemy więcej, że jesteśmy superbohaterami. - Świadkowie mówią wtedy, że szwagier czy kolega powiedział: "Potrzymaj mi piwo, a ja pokażę ci, jak to się robi". No i pokazuje - opowiada Wiśniewski. - Albo do końca trzyma petardę w ręku, albo robi coś irracjonalnego, czego jako osoba trzeźwa by nie zrobił. My niestety widzimy sylwestra od tej innej, tragicznej strony - dodaje.
Awantury rodzinne, bójki i agresja wobec ratowników
31 grudnia jest też dużo wyjazdów do bójek i awantur pod wpływem alkoholu oraz narkotyków. - Niestety mamy sporo awantur rodzinnych, na dyskotekach, także na imprezach w restauracjach czy hotelach. Na pewno spodziewamy się obrażeń spowodowanych pobiciami, bójkami między imprezowiczami - wymienia.
Z ratownikami zawsze współpracują też policjanci, bo niestety zdarzają się napaści na personel medyczny. - Cieszę się, że o tym wspominamy, bo to jest przykry element naszej pracy. Na co dzień walczymy z agresją, hejtem, a dzisiejszej nocy na pewno będzie tego więcej - przewiduje ratownik. - Proszę pamiętać, że każdy taki przypadek jest zgłaszany jako wniosek o ściganie sprawcy agresji. Wyroki pozbawienia czy ograniczenia wolności zapadają, więc nikt nie może czuć się bezkarny - podkreśla nasz rozmówca.
Krzysztof Wiśniewski oraz jego koleżanki i koledzy z 19 zespołów Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy będą dyżurować 12 godzin - do godziny 7 w Nowy Rok. - Apelujemy o spokój i szacunek dla lekarzy, pielęgniarek i ratowników, którzy w tę wyjątkową sylwestrową noc mają dużo ciężkiej pracy dla państwa bezpieczeństwa - podsumowuje.