Burza o pieniądze dla powodzian. "Mamy swoje problemy"
- Żeby pieniądze trafiły na konta miast, Bydgoszcz musiała ponownie przyjąć uchwałę w tej sprawie;
- W międzyczasie do poszkodowanych miejscowości trafiła pomoc uruchomiona przez rząd, pieniądze wypłaciły też firmy ubezpieczeniowe;
- Dlatego część radnych uważała, że to sztuka dla sztuki, a środki powinny zostać w Bydgoszczy.
Po zeszłorocznej powodzi na południu Polski samorządy z całego kraju masowo deklarowały pomoc gminom dotkniętym kataklizmem. We wrześniu 2024 roku Rada Miasta Bydgoszczy przyjęła uchwałę intencyjną dotyczącą przekazania pół miliona złotych trzem gminom - Bystrzycy Kłodzkiej, Lewinowi Brzeskiemu oraz Kamieniec Ząbkowicki.
Pół roku czekania na pieniądze
Władze Bydgoszczy deklarowały wówczas, że środki zostaną przekazane możliwie jak najszybciej, by realnie pomóc w odbudowie i ochronie przed dalszymi stratami. Minęło jednak siedem miesięcy, a pieniądze nadal nie są na kontach poszkodowanych gmin.
By tak się stało, rada miasta musiała w kwietniu ponownie przyjąć uchwałę (już nie intencyjną) w tej sprawie. - W zeszłym roku żadna z gmin nie chciała takiej dotacji przyjąć, bo fizycznie nie byłaby w stanie jej skonsumować i rozliczyć - tłumaczył radnym zastępca prezydenta Bydgoszczy Łukasz Krupa. - Umowy dotacyjne podlegają bardzo skrupulatnym rozliczeniom i nie ma mowy, żebyśmy nie dostali - pod rygorem zwrotu środków - szczegółowego rozliczenia jeśli chodzi o ich wykorzystanie - podkreślał.
Radni prawicy przeciwni finansowemu wsparciu
Bystrzyca Kłodzka oraz Lewin Brzeski mają otrzymać odpowiednio 170 i 160 tysięcy złotych. We wrześniu 2024 roku radny Nowej Nadziei Sławomira Mentzena Paweł Sieg wstrzymał się od głosu, a tym razem był już przeciwny. - Nie jestem przeciwnikiem solidarności między samorządami, ale Bydgoszcz nie ma ustawowego obowiązku udzielania takiej pomocy - mówił podczas sesji. - Powinniśmy koncentrować się na naszych potrzebach. Mamy swoje problemy, które są nierozwiązywalne. Poza tym nie ma żadnej gwarancji efektywnego wykorzystania tych środków - dodawał.
- Czas realizacji intencyjnej uchwały był wyjątkowo długi. Rozumiałem, że w odruchu serca taką intencję wyraziliśmy. Potem jednak, gdy został powołany rządowy zespół ds. odbudowy, kiedy minister Kierwiński mówił o miliardach które tam płyną, o środkach europejskich które tam płyną, to mam wrażenie, że to bardziej sztuka dla sztuki, działanie pod publiczkę niż realna pomoc - dodawał Paweł Bokiej, przewodniczący klubu radnych Bydgoskiej Prawicy. - Są programy bydgoskie, które od lat ani drgną. Nie możemy znaleźć 10, 50, 100 tysięcy złotych na zabytki, granty oświatowe. Na nasze wnioski nigdy nie ma pieniędzy - mówił rozżalony.
Pomoc symboliczna, ale potrzebna
Na zarzuty radnych odpowiadał wiceprezydent. - Te gminy mają ogromne straty w infrastrukturze szkolnej, przedszkolnej, drogowej i na tego typu rzeczy potrzebują środki. Oczywiście ruszyły programy rządowe, ubezpieczalnie, ale one w pełni nie pokrywają wszystkich strat - tłumaczył Krupa. - Dopiero teraz zaczęły się prace naprawcze. Miejmy świadomość, że 500 tysięcy złotych to jest symboliczna pomoc wobec milionowych strat. Uważam, że powinniśmy taką pomoc - zgodnie z deklaracją z ubiegłego roku - udzielić - dodawał. Ostatecznie radni przegłosowali dotację, troje było przeciw.
Bystrzyca Kłodzka przeznaczy pieniądze na odbudowę zniszczonej infrastruktury drogowo-mostowej, a Lewin Brzeski na remont terenu kąpieliska miejskiego, wykonanie dokumentacji technicznej przebudowy jednej szkoły podstawowej czy projektu aranżacji wnętrz przedszkola.
Wsparcie w wysokości 170 tysięcy złotych ma otrzymać jeszcze Kamieniec Ząbkowicki, co daje łączną kwotę rzędu pół miliona złotych z bydgoskiego budżetu. Uchwała dotycząca tej gminy zostanie przedstawiona prawdopodobnie na następnej sesji Rady Miasta Bydgoszczy.