Tysiące ton chemii i miliardy do wydania. Czy plan za 73 mln uratuje Bydgoszcz?
- Zachem kiedyś był kluczowym zakładem produkującym barwniki, środki wybuchowe, żywice, a także inne toksyczne substancje;
- Przez dziesięciolecia powstały setki tysięcy ton odpadów, które dziś są źródłem niekontrolowanego skażenia środowiska;
- Bydgoszcz odwiedziła ministra klimatu i środowiska, która poinformowała, że miasto otrzyma 73 mln złotych z Krajowego Planu Odbudowy oraz środków krajowych na opracowanie planu likwidacji zanieczyszczeń;
- Wojewoda kujawsko-pomorski dodał, że to dopiero początek działań;
- Na wsparcie najbardziej liczy prezydent Bydgoszczy.
Na obrzeżach Bydgoszczy, w dzielnicy Łęgnowo-Wieś, znajduje się jedno z najbardziej skażonych miejsc w Polsce. To pozostałość po dawnych Zakładach Chemicznych Zachem - kompleksie przemysłowym, który przez dekady był dumą lokalnej gospodarki, a dziś stanowi tykającą bombę ekologiczną zagrażającą zdrowiu tysięcy mieszkańców oraz rzece Wiśle.
Historia tego miejsca sięga 1948 roku, kiedy to na bazie niemieckiej fabryki DAG-Fabrik Bromberg powstał Zachem - kluczowy zakład produkujący barwniki, środki wybuchowe, żywice, a także inne toksyczne substancje. Trujące odpady wylewano do nieuszczelnionych stawów, składowano w ziemi lub wylewano bezpośrednio do gleby.
Przez dziesięciolecia powstały setki tysięcy ton odpadów, które dziś są źródłem niekontrolowanego skażenia środowiska. By je usunąć, potrzeba nawet kilku miliardów złotych. To kwota, której samorząd nie jest w stanie udźwignąć.
73 mln złotych na opracowanie planu
Po upadku Zachemu w 2012 roku teren zakładów przeszedł w ręce różnych podmiotów prywatnych, a część urządzeń służących ochronie środowiska - takich jak bariera hydrauliczna - została wyłączona z eksploatacji lub po prostu zdemontowana.
W 2023 roku uchwalono ustawę o terenach zdegradowanych, która daje samorządom możliwość prowadzenia rekultywacji na wielką skalę, ale w praktyce przerzuca na nie odpowiedzialność. Bydgoszcz od lat walczy o środki zewnętrzne, bez których nie ma żadnych szans na ostateczne rozprawienie się z problemem.
Światełko w tunelu pojawiło się na początku lipca. Bydgoszcz odwiedziła ministra klimatu i środowiska, która poinformowała, że miasto otrzyma 73 mln złotych z Krajowego Planu Odbudowy oraz środków krajowych na opracowanie planu likwidacji zanieczyszczeń.
- To są pieniądze niezbędne, aby zaangażować wszystkich najlepszych ekspertów, naukowców, którzy na uczelniach, w podmiotach prywatnych czy na zlecenie miasta i województwa od lata zajmowali się tym tematem, posadzić ich wspólnie i opracować w końcu plan, jak wyeliminować te zanieczyszczenia, które są bombą ekologiczną zagrażającą środowisku oraz życiu i zdrowiu mieszkańców - poinformowała ministra Paulina Henning-Kloska.
Szukajmy pieniędzy unijnych
Szczególnie niebezpieczne są dwa obszary: tzw. składowisko Zielona oraz staw sedymentacyjny SOE. To właśnie tam znajdują się największe nagromadzenia substancji toksycznych - od fenolu, przez arsen i rtęć, po związki rakotwórcze, takie jak epichlorohydryna. Zanieczyszczenia te powoli przemieszczają się w kierunku osiedli mieszkaniowych i rzeki Wisły, a eksperci alarmują, że jeśli nie zostaną podjęte szybkie działania, w ciągu kilku lat przedostaną się do wód powierzchniowych. To może mieć katastrofalne skutki nie tylko dla Bydgoszczy, ale również dla regionów położonych wzdłuż biegu Wisły.
Potrzebne są pilne działania. - Jest to ogromne wyzwanie dla miasta oraz budżetu państwa, dlatego mamy plan sięgnąć na ten cel po środki europejskie - zapowiedziała Henning-Kloska.
- Za chwilę będziemy negocjować kolejną perspektywę unijną, również w obszarze środków dedykowanych na klimat i środowisko. Żeby móc wystąpić o konkretną kwotę na ten cel, musimy mieć konkrety na stole: co chcemy zrobić. Musimy policzyć kompleksowo koszty takiego zadania, utworzyć harmonogram i wtedy wpisać to w ramach środków europejskich jako zadanie celowe, nad którym będziemy wszyscy się skupiać - wyjaśniała ministra.
'Po planie musi być realizacja'
Wojewoda kujawsko-pomorski dodał, że to dopiero początek działań. - W dalszej części też będzie wymagana współpraca wszystkich stron, bo miasta nie można zostawiać samego - podkreślał Michał Sztybel. - Na początku mojej kadencji powołałem specjalny zespół, który ma wspierać Bydgoszcz. Chodziło o to, by jednostki administracji rządowej były pomocnicze dla miasta - przypomniał.
Na wsparcie najbardziej liczy prezydent Bydgoszczy. - To jest pierwszy etap, kiedy dobrze to zdiagnozujemy i będziemy mieć plan działania, ale już dzisiaj - i to jest ta odpowiedzialność - rozmawialiśmy o tym, że po planie musi być realizacja - podkreślał Rafał Bruski.
Pełne usunięcie zagrożenia i przywrócenie terenu do bezpiecznego stanu może kosztować nawet 2,6 miliarda złotych.