,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Tykająca bomba ekologiczna w Bydgoszczy. Jej rozbrojenie pochłonie mililardy

2 min. czytania
24.09.2025 15:49

W Bydgoszczy ruszają badania terenów zanieczyszczonych przez Zakłady Chemiczne Zachem. To bomba ekologiczna z ogromnym zasięgiem skażenia oraz realnym zagrożeniem dla zdrowia i życia okolicznych mieszkańców. - Nie wiemy, jakie tam są substancje i jak sobie z nimi w ogóle radzić - mówi prezes Miejskich Wodociągów i Kanalizacji, które będą koordynować badania.

Rozbiórka instalacji EPI w zakładach Zachem
Rozbiórka instalacji EPI w zakładach Zachem
fot. Tomasz Czachorowski/Polska Press/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Ile pieniędzy miasto otrzymało na wykonanie badań?
  • Ile potrzeba na usunięcie zanieczyszczeń?
  • Czy Bydgoszcz stać na taki wydatek?

Tereny po dawnych Zakładach Chemicznych „Zachem” od lat uznawane są za jedne z najbardziej zdegradowanych obszarów w Polsce. W wyniku wieloletniej działalności przemysłowej pozostały tam ogromne ilości substancji niebezpiecznych - od fenoli, przez dioksyny, po metale ciężkie. Toksyczne odpady wylewano do nieuszczelnionych stawów, bezpośrednio do gleby bądź składowano w ziemi. Przez dziesięciolecia powstały setki tysięcy ton odpadów.

Zanieczyszczenia przenikają do gleby i wód podziemnych, zagrażając zdrowiu okolicznych mieszkańców. Istnieje też niestety szansa, że za kilka lat przedostaną się do Wisły.

Zbadają 200 związków chemicznych

Na badania oraz opracowanie strategii działania na dwóch podobszarach „Zielona” oraz „SOE”, gdzie przede wszystkim składowane były odpady niebezpieczne - miasto otrzymało 73 miliony złotych z KPO. Prace mają potrwać do końca lutego 2026 roku, a koordynować je będą Miejskie Wodociągi i Kanalizacja w Bydgoszczy (MWiK).

Naukowcy zbadają 200 związków chemicznych, które do tej pory mogły w ogóle nie być sprawdzane. - Nie znamy stanu zanieczyszczeń środowiska. Nie wiemy, jakie tam są substancje, jak sobie z nimi w ogóle radzić, jak je neutralizować - nie ukrywał podczas wrześniowej sesji Rady Miasta Bydgoszczy prezes MWiK Stanisław Drzewiecki. - Dopiero po badaniach będziemy ustalać metodologię. Wykonawca ma zobowiązanie do przedstawienia różnych metod, które mają doprowadzić do redukcji zanieczyszczeń, utylizacji odpadów czy oczyszczenia wód gruntowych - dodaje.

Naukowcy będą sprawdzać, które metody są skuteczne. - Dopiero po weryfikacji z udziałem ekspertów będziemy w stanie powiedzieć na zakończenie tego projektu, że te zanieczyszczenia utylizujemy tą metodą, inne kolejną, wody gruntowe w taki sposób czy taką technologią. To wszystko przed nami - tłumaczy Drzewiecki.

2,5 miliarda złotych na usunięcie zagrożenia

Do końca lipca przyszłego roku ma powstać plan konkretnych działań usuwających zanieczyszczenia a także zmniejszających ryzyko przedostania się chemikaliów do Wisły. Szacowany koszt remediacji terenów to nawet 2,5 - 3 miliarda złotych, których Bydgoszcz nigdy nie będzie miała w swoim budżecie. Ogromne wyzwanie finansowe i organizacyjne wymaga zatem współpracy rządu, samorządu oraz instytucji naukowych.

- Ministerstwo Klimatu i Środowiska ma świadomość, że nie można poprzestać na tym pierwszym kroku. Na pewno będzie dyskutować i zabezpieczać środki unijne czy inne na kolejny etap, czyli remediację i rekultywację terenu - zapewniał radnych prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski. - Bez tego, po jakimś czasie wyniki badań które tu uzyskamy by się zdezaktualizowały, bo związki chemiczne się zmieniają a zanieczyszczenie się przemieszcza. Chodzi o to, że aktualność tego typu opracowań ma jakiś skończony czas - wyjaśniał prezydent.

Z podobnymi problemami zmagają się też inne samorządy, na terenie których działały zakłady chemiczne, jak Jaworzno, Tarnowskie Góry, Zgierz oraz Tomaszów Mazowiecki,