,
Obserwuj
Lubelskie

Afera o syreny w Lubartowie. To nie był fałszywy alarm? Nowe informacje z wojska

5 min. czytania
17.12.2025 13:19

Syreny alarmowe, które zawyły w powiecie lubartowskim na Lubelszczyźnie w sobotę 6 grudnia nad ranem, nie były bezzasadne - informuje oficjalnie starosta. To zupełnie inny komunikat niż wcześniejszy wojewody lubelskiego i jego służb, które twierdziły, że doszło do błędu i syreny nie powinny być włączone. 

Syreny alarmowe na terenie powiatu lubartowskiego zawyły 6 grudnia
Syreny alarmowe na terenie powiatu lubartowskiego zawyły 6 grudnia
fot. Marysia Zawada/REPORTER

W sobotę 6 grudnia, przed godziną 6, na terenie dziewięciu gmin w powiecie lubartowskim na Lubelszczyźnie zawyły syreny alarmowe. Urzędnicy podawali, że uruchomiono je, ponieważ Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lubartowie - drogą tzw. streamingu - miało otrzymać komunikat o zagrożeniu natychmiastowym atakiem z powietrza. O sprawie pisaliśmy na tokfm.pl.

Po tych wydarzeniach wojewoda lubelski Krzysztof Komorski zwołał konferencję prasową, na której przekonywał, że uruchomienie syren było błędem. Poinformował, że jego służby wyjaśniają sprawę. - Dlaczego decyzja została podjęta na podstawie komunikatu, którego w nasłuchu Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego nie było? Nawet jeśli został przez kogoś popełniony błąd, powinien on służyć wyciągnięciu wniosków - mówił. Szkolenie z używania syren alarmowych rzeczywiście kilka dni temu się odbyło (już po raz kolejny). Tylko czy w tej konkretnej sprawie na pewno doszło do błędu? 

Syreny w Lubartowie. Gdzie leży problem?

Jak słyszymy od pracowników kilku starostw powiatowych w Lubelskiem, główny problem tkwi w obecnym systemie ostrzegania ludności, który nie działa tak, jak powinien. Kłopotów jest kilka - nie o wszystkich można informować ze względów bezpieczeństwa. Aspekt, na który warto jednak zwrócić uwagę, dotyczy radiostacji kf, za pomocą których nadawane są ostrzeżenia. Nie są to tradycyjne krótkofalówki, ale zupełnie inne fale nadawania (jest to sprzęt, na którym słychać ostrzeżenie, ale nie można odpowiedzieć w drugą stronę). Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że większość samorządów takich radiostacji nie ma albo ma, ale od wielu lat nieużywane, niesprawne, bez odpowiednich anten. W efekcie urzędnicy słuchają komunikatów nie na radiu kf, ale na tzw. streamingu w sieci. I właśnie na streamingu kilka osób w sobotę 6 grudnia miało usłyszeć ostrzeżenie wojska o natychmiastowym zagrożeniu z powietrza. Dlatego zdecydowano o uruchomieniu syren.

Co na to wojewoda? Jego rzecznik Marcin Bubicz w przesłanej TOK FM odpowiedzi przekonywał, że nie było podstaw do użycia syren na terenie powiatu lubartowskiego. Powoływał się przy tym na dostępną publicznie procedurę SPO-13, która dotyczy ostrzegania wojsk i ludności cywilnej o zagrożeniu uderzeniami z powietrza

"Opisane są tam wytyczne działania w sytuacji zagrożenia z powietrza, w tym wskazane są podmioty uprawnione do przekazywania stosownych komunikatów. (...) Należy wyraźnie zaznaczyć, że w przypadku incydentu, który miał miejsce w dniu 6 grudnia 2025 roku nie wydano jednak komunikatu, który zobowiązywałby PCZK w Lubartowie (lub innym powiecie województwa lubelskiego) do uruchomienia syren alarmowych" - napisał nam rzecznik wojewody lubelskiego. 

Syreny zawyły niezasadnie? Jasny komunikat wojska

Postanowiliśmy więc zapytać bezpośrednio u źródła, czyli w wojsku, czy 6 grudnia nad ranem był nadany komunikat o zagrożeniu atakiem z góry. "W związku z sytuacją zagrożenia w polskiej przestrzeni powietrznej w rejonie powiatu lubartowskiego został nadany komunikat o ostrzeżeniu o zagrożeniu z powietrza, który odwołano po ok. 20 minutach w związku z ustaniem zagrożenia" - przyznał w udzielonej nam odpowiedzi podpułkownik Jacek Goryszewski, rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych.

Podobną odpowiedź od wojska dostał też starosta lubartowski. "Wobec kwestionowania zasadności zachowania Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego, Starosta Lubartowski wystąpił do Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych w Warszawie, które potwierdziło przekazanie w dniu 6 grudnia 2025 r. w godzinach porannych sygnału wskazującego na realne i natychmiastowe zagrożenie uderzeniami z powietrza na terenie Powiatu Lubartowskiego" - napisano w komunikacie. Informacje przekazano też już służbom wojewody, które podważały zasadność użycia syren. 

- System ostrzegania ludności nie jest na razie właściwie przygotowany - mówią nam anonimowo pracownicy kilku starostw z Lubelszczyzny. - Po pierwsze, za nasłuch w nocy odpowiadają ludzie, którzy w dzień normalnie pracują w starostwach. Oznacza to, że pracujemy jakby na dwóch etatach. To nierealne, by być na bieżąco całymi nocami na tym nasłuchu. Po drugie, jako urzędnicy i pracownicy centrów zarządzania ściśle ze sobą współpracujemy i jak ktoś coś usłyszy, dzwoni do innej osoby, często z innego powiatu, by wzajemnie się wspierać. Nie widzę w tym niczego złego. Po trzecie, mam poczucie, że technicznie - u wojewody w zarządzaniu kryzysowym - nie wszyscy ogarniają temat nadawania na różnych falach radiowych. I stąd nieporozumienia i niepotrzebne emocje - mówi nam jeden z pracowników w starostwie.

- Na dziś system ostrzegania nie działa tak, jak powinien i trzeba to przyjąć do wiadomości, a nie próbować robić z ludzi kozły ofiarne, bo włączono syreny w dobrej wierze, by ostrzec ludność - dodaje inny z pracowników. 

Afera o syreny. "To niczemu dobremu nie służy"

Nasi rozmówcy podkreślają, że współpracy i wzajemnemu wspieraniu nie sprzyja to, że postępowanie sprawdzające w sprawie wydarzeń w Lubartowie wszczęła prokuratura, o czym jako pierwsi pisaliśmy na naszym portalu. - Nikt nie chce mieć policji czy prokuratora nad głową. Syreny - w sytuacji zagrożenia - muszą być włączone błyskawicznie. A po takim śledztwie, nawet jak je umorzą, o czym jestem przekonany, część osób będzie się bała wcisnąć guzik, by im nie zarzucono, że zrobili to bezprawnie. System dopiero budujemy, uczymy się go, dlatego takie wszczynanie postępowań niczemu dobremu nie służy - mówi jeden z naszych informatorów. 

Redakcja poleca

Zapytaliśmy rzecznika wojewody lubelskiego o stan systemu ostrzegania w regionie, w tym o radia kf i inne związane z tym kwestie. "W zakresie szczegółowych pytań dotyczących zasobów województwa w obszarze łączności informuję, że (...) dane zawarte w Centralnej Ewidencji Zasobów i w Wojewódzkich Ewidencjach Zasobów nie stanowią informacji publicznej (...). Zgodnie z przekazanymi rekomendacjami ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej udostępnianie informacji dotyczącej infrastruktury krytycznej, łącznościowej lub dot. obrony cywilnej w obszarze zarządzania kryzysowego może spowodować zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Państwa. Jest to szczególnie istotne w kontekście działań hybrydowych podejmowanych przez Federację Rosyjską, a wymierzonych w państwa NATO i Unii Europejskiej" - napisał nam Marcin Bubicz.

"Zapewniam jednak, że działania administracji rządowej koncentrujące się na realizacji postanowień Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na lata 2025 - 2026 szczególne znaczenie kierują w obszar łączności państwowej i zmierzają do utworzenia Systemu Bezpiecznej Łączności Państwowej (SBŁP). Dodatkowo, niezależnie od powyższego w 2025 roku Wojewoda Lubelski uruchomił zapasową - cyfrową i w pełni szyfrowaną - łączność pomiędzy WCZK, a wszystkimi Powiatowymi Centrami Zarządzania Kryzysowego w województwie lubelskim" - dodał rzecznik wojewody.

- Wszystko pięknie, ale prawda jest też taka, że w wielu gminach syreny włącza się ręcznie. Pracownik powiatu musi zadzwonić do gminy, że jest np. zagrożenie atakiem, musi obudzić pracownika, bo w gminach nie ma dyżurów całodobowych, ten przekazuje informację do Ochotniczej Straży Pożarnej i ktoś ze strażaków musi fizycznie pójść i włączyć system. Tego na dziś nie przeskoczymy. Lepszy system dopiero się buduje, oby jak najszybciej - mówią nasi rozmówcy ze starostw. 

Po otrzymaniu informacji od wojska i po oficjalnym komunikacie Starostwa Lubartowskiego, ponownie wysłaliśmy pytania do wojewody, czy wycofa się ze słów o tym, że w Lubartowie doszło do błędu. Czekamy na odpowiedź.  

Źródło: TOK FM