,
Obserwuj
Lubelskie

Nowy system opłat za śmieci przyniósł zaskakujący efekt. "Wzrost aż o 200 procent"

3 min. czytania
25.03.2026 15:03

Lublin zmienił sposób naliczania opłat za śmieci i dzięki temu "odnalazł" tzw. martwe dusze, czyli mieszkańców do tej pory nieujętych w systemie. - Nie mówię, że celowo nie zgłaszali, może zapominali - mówi urzędniczka. W okolicach Miasteczka Akademickiego, czyli blisko uczelni, są bloki, w których wzrost wpływów z tytułu wywozu odpadów to aż 200 procent. A to nie koniec zmian. Miasto ma zamiar karać te wspólnoty i spółdzielnie, które z segregacją są na bakier.

Nowy system opłat za śmieci w Lublinie
Nowy system opłat za śmieci w Lublinie
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego liczba zadeklarowanych mieszkańców różniła się od faktycznych danych?
  • Jak miasto Lublin egzekwuje i monitoruje segregację śmieci?
  • Jakie kroki edukacyjne podejmuje miasto w zakresie prawidłowej segregacji?

W kwietniu 2025 roku lubelscy radni podjęli uchwałę, na mocy której opłaty za wywożenie odpadów uzależniono od ilości używanej w poszczególnych mieszkaniach wody. Chodziło o to, że liczba mieszkańców, którzy powinni płacić za śmieci, nie zgadzała się z liczbą składanych deklaracji w sprawie wywozu odpadów. Zmiana wywołała w mieście duże emocje, sprawę nawet skierowano do sądu, ale ostatecznie - w wakacje - nowe zasady weszły w życie. Dziś już widać, że było warto. 

40 tysięcy "martwych dusz"

Jak mówi w rozmowie z TOK FM Katarzyna Madoń-Kremeś, wicedyrektor Wydziału Ochrony Środowisk Urzędu Miasta Lublin, po zmianie zasad naliczania opłat za śmieci "odnalazło się" blisko 40 tysięcy "martwych dusz". - To jest mniej więcej wzrost około 15 procent mieszkańców, czyli tak, jak przewidywaliśmy, że tyle nam brakowało. Bo wiemy, że w Urzędzie Statystycznym mieliśmy 328 tysięcy mieszkańców, a jednocześnie dysponowaliśmy liczbą 291 tysięcy zgłoszonych deklaracji, czyli różnica wynosiła właśnie te 30-40 tys. mieszkańców - mówi nam pani dyrektor. 

Efekt? - Widzimy, że wpływy są większe. W szczególności widać to w niektórych wspólnotach czy spółdzielniach blisko Miasteczka Akademickiego. Chodzi o bloki, gdzie jest więcej studentów. Tam też nie zawsze było odpowiednio zgłaszane, że np. dochodzi do rotacji w mieszkaniach - dodaje gościni TOK FM. 

W okolicach Miasteczka Akademickiego, czyli blisko uczelni wyższych, są bloki m.in. w dzielnicy LSM, w których wzrost wpływów z tytułu wywozu odpadów to aż 200 procent. - Po zużyciu wody widzimy, jak to wygląda w praktyce. Nie mówię, że mieszkańcy celowo nie zgłaszali, ale jak była duża rotacja studentów, to może zapominali, może nie widzieli sensu składania deklaracji, a teraz to się zmieniło - dodaje Katarzyna Madoń-Kremeś. 

Jak wygląda segregacja śmieci w Lublinie?

Są wspólnoty mieszkaniowe, które przykładają dużą wagę do tego, by segregacja była na wysokim poziomie. I śmieci lądują tam, gdzie powinny - m.in. papier w niebieskich pojemnikach, a plastiki - w żółtych. Miasto prawie dwa lata temu wprowadziło system tzw. czerwonych kartek, o którym pisaliśmy na naszym portalu. Jeśli firma odbierająca odpady zauważy duży problem z segregacją, wiesza na drzwiach altany śmietnikowej czerwoną kartkę z ostrzeżeniem, że jeśli problem będzie się nasilał albo się powtórzy, możliwe będą kary finansowe. Do tej pory jednak miasto z nich nie korzystało - aż do teraz. 

- Warto przypomnieć, że zgodnie z uchwałą radnych, w Lublinie za brak właściwej segregacji odpadów można nałożyć podwyższoną karę w wysokości dwukrotności opłaty za dany miesiąc bądź miesiące, w którym byłyby stwierdzone problemy z segregacją. Firmy, które odbierają odpady komunalne w Lublinie, przekazują nam takie informacje - mówi dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska.

- Jesteśmy też w kontakcie z innymi miastami i wiemy, że one też szykują się do tego, by mobilizować mieszkańców do selektywnej zbiórki, również biorąc pod uwagę kary finansowe - mówi nasza rozmówczyni.

Jak nałożyć taką karę?

Procedura nie jest szybka i łatwa, bo trzeba wszcząć postępowanie administracyjne, zebrać dowody i dopiero wtedy w grę wchodzi kara. Dyrektor Madoń-Kremeś podkreśla, że miastu nie zależy na karaniu kogokolwiek, ale śmieci muszą być segregowane, bo takie są m.in. wymogi unijne. - My stawiamy przede wszystkim na edukację, dlatego na wiatach śmietnikowych pojawiają się nowe plakaty i informacje, co i gdzie powinniśmy wrzucać: do jakiej frakcji. Mamy też dużo zajęć, konkursów w szkołach. Ale czasami to nie wystarcza - dodaje pani dyrektor. 

Jak tłumaczy, miasto jest zobowiązane do określonego poziomu recyclingu, który jest coraz wyższy. - Chociażby za ten rok mamy uzyskać 55 procent poziomu recyklingu, chociaż jako gminy liczymy na 50 procent, bo już jest zgoda Komisji Europejskiej. Ale to 50 procent to i tak jest dla nas bardzo dużo i bez prawidłowej segregacji nie osiągniemy tych poziomów. A wtedy, niestety, będziemy płacić kary, czyli mieszkaniec i tak de facto zapłaci - jeżeli nie w stawce za odbiór odpadów, to w innej postaci, bo będzie mniej pieniędzy chociażby na jakieś miejskie inwestycje - dodaje pani dyrektor. 

Źródło: TOK FM