Po "dronowej nocy" mieli wprowadzić dyżury kryzysowe. "Nie mam na to sił ani środków"
Po 10 września, kiedy w polską przestrzeń wleciało ponad 20 dronów, wojewoda lubelski zapowiadał 24-godzinne dyżury urzędników we wszystkich powiatach i gminach. I owszem, dyżury były, ale - jak ustaliło TOK FM - krótko, bo w samorządach zabrakło ludzi, by je obstawić.
- Dyżury miały służyć m.in. temu, by szybciej informować mieszkańców o ewentualnym zagrożeniu;
- Starosta włodawski proponuje, by dyżury przekazać straży pożarnej, w której nieustanny nasłuch i tak już jest;
- "Nawet jakbym chciał, to nie mam kim tych dyżurów obstawić" - słyszymy od urzędników;
- Szef Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lublinie zapewnia, że urzędnicy - nawet jeśli stacjonarnie nie są w pracy, pozostają w gotowości.
Dyżury miały służyć m.in. temu, by szybciej informować mieszkańców o ewentualnym zagrożeniu. Starosta włodawski Mariusz Zańko przyznaje, że takie działania wprowadził, ale tylko na dwa tygodnie, na czas białoruskich manewrów "Zapad". - Do tej pory w starostwie miałem tylko jedną osobę - pełnomocnika do spraw ochrony ludności i obrony cywilnej. To nie jest realne, by on obsadził 24-godzinny dyżur, siedem dni w tygodniu. Analizowaliśmy to i wyszło, że musielibyśmy mieć jeszcze dodatkowo cztery takie osoby. Nie mam na to sił ani środków. Owszem, zatrudniłem drugiego pracownika, który zajmuje się tym tematem, ale to wciąż za mało - rozkłada ręce Zańko.
W rozmowie z TOK FM wyjaśnia, że ma plan, jak to inaczej rozwiązać - chce przekazać uprawnienia związane z 24-godzinnymi dyżurami w zarządzaniu kryzysowym do miejscowej straży pożarnej. - Rozmawiamy o tym z panem komendantem. Strażacy i tak pełnią swoje dyżury 24 godziny na dobę, reagując na wypadki, pożary czy inne zdarzenia. Nowelizacja Ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej pozwoli mi na przekazanie zadań z Centrum Zarządzania Kryzysowego do Powiatowej Straży Pożarnej, tam jest ciągły nasłuch - informuje nasz rozmówca.
I dodaje, że sam pieniądze musi przeznaczyć na coś innego, mianowicie - uratowanie szpitala powiatowego. Potrzeba na to, jak wylicza, 7-8 mln złotych. - I ja te pieniądze znajdę, bo nie wyobrażam sobie powiatu bez szpitala - stwierdza.
"Nie mam kim tych dyżurów obstawić"
Całodobowych dyżurów nie ma też w innych starostwach i gminach. - Nawet jakbym chciał, to nie mam kim tych dyżurów obstawić. Zdaję sobie sprawę z zagrożenia. Wiem, że jesteśmy blisko granicy, ale co mam zrobić? Mógłbym zatrudnić dodatkowe osoby, ale za co? - mówi inny ze starostów (prosi o anonimowość).
24-godzinny dyżur był też przez chwilę w Wyrykach, czyli w miejscowości, w której 10 września na jeden z domów spadł niezidentyfikowany obiekt latający (prawdopodobnie rakieta). Tam też - jak słyszymy - nie było szans, by takie dyżury wydłużyć. - Mamy ograniczony zasób kadry, a jednocześnie bardzo dużo zadań i spraw, którymi musimy się zajmować w godzinach pracy urzędu. Oczywiście raz na jakiś czas dyżur 24-godzinny jest możliwy, ale nie na dłuższą metę. Bo się wyczerpiemy całkiem z sił. I to też trzeba brać pod uwagę - mówi wójt Wyryk Bernard Błaszczuk.
Co na to urzędnicy wojewody?
Grzegorz Wiński - szef Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lublinie - przyznaje, że sytuacja się zmieniła. - W tym momencie w większości Powiatowych Centrów Zarządzania Kryzysowego nie ma stałych dyżurów, natomiast są dyżury telefoniczne. Wiemy od kilku starostw, że one są utrzymywane, pracownicy pozostają w gotowości - informuje nas Wiński.
I podkreśla, że każdy starosta decyduje indywidualnie o formie dyżuru - czy jest on telefoniczny, czy pełniony na miejscu. - Wojewoda zostawił wybór włodarzom lokalnym. Natomiast to, że fizycznie pracownicy nie przebywają w budynku starostwa, nie oznacza, że nie są w 24-godzinnej gotowości - mówi szef Centrum Zarządzania Kryzysowego.
Jak słyszymy, nie ma przepisów prawa, które umożliwiłyby wojewodzie wydanie dyspozycji związanych z pełnieniem dyżurów w formie stacjonarnej. - Wojewoda, powodowany troską o bezpieczeństwo i życie mieszkańców, może wystosować odpowiednie rekomendacje co do systemu alarmowania i ostrzegania ludności. Natomiast zapisy ustawy wskazują jednoznacznie, że starosta nie ma obowiązku, aby Powiatowe Centra Zarządzania Kryzysowego funkcjonowały 24 godziny na dobę. Co oczywiście nie znaczy, że pracownicy starostwa nie powinni być w gotowości, jeśli chodzi o zdarzenia kryzysowe - podsumowuje Wiński.
Z samym wojewodą nie udało nam się porozmawiać.
Quiz: Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w kończącym się tygodniu! Quiz nie tylko o polityce
Źródło: TOK FM