,
Obserwuj
Lubelskie

Rodzina z Wyryk z pomocą państwa. Szczegóły odbudowy domu na ostatniej prostej

4 min. czytania
27.11.2025 15:42

Państwo Wesołowscy z Wyryk uzgadniają z władzami szczegóły odbudowy domu, który został zniszczony podczas wrześniowego wtargnięcia dronów w polską przestrzeń powietrzną. Wsparcia, m.in. psychologicznego, udzieliło im ostatnio wojsko.  

Wyryki - miejscowość, w której w dom uderzyła rakieta
Wyryki - miejscowość, w której w dom uderzyła rakieta
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak obecnie wygląda sytuacja państwa Wesołowskich?
  • Kiedy ruszą prace przy odbudowie ich domu?
  • Z jaką pomocą przyszło wojsko?

Coraz więcej wiemy o tym, co czeka rodzinę z Wyryk na Lubelszczyźnie, na której dom spadła rakieta. Doszło do tego 10 września, w momencie wtargnięcia w polską przestrzeń powietrzną ponad 20 dronów. Początkowo wydawało się, że dom państwa Wesołowskich zniszczył dron.  Dziś wiemy - choć wciąż nieoficjalnie - że była to jednak rakieta, wystrzelona prawdopodobnie z holenderskiego myśliwca F-35. Śledztwo trwa - w sprawie mają się m.in. wypowiedzieć biegli. 

Rodzina jest już po serii spotkań z przedstawicielami Ministerstwa Obrony Narodowej, wojewody lubelskiego i urzędu gminy. Wiadomo, że dom będzie odbudowywany, prawdopodobnie na wiosnę. Na razie państwo Wesołowscy żyją w udostępnionym przez gminę mieszkaniu.

Dużo hejtu i zawiści 

Ja ustaliliśmy, oszacowano już wartość domu, który nadaje się do rozbiórki, wiadomo też, ile może kosztować budowa nowego, według projektu wybranego przez małżeństwo. Urzędnicy nie ujawniają jednak dokładnych kwot ze względu na dobro rodziny, która już i tak doświadczyła ogromnego hejtu i zawiści. Wiele osób, w tym sąsiadów, wypominało im, że próbują się na tej sytuacji dorobić. 

- Różne osoby pokazują nam artykuły z mediów o tym, ile pieniędzy rzekomo już dostaliśmy. A my praktycznie nic na razie nie otrzymaliśmy. Oczywiście, mamy obiecaną odbudowę domu, ale to na razie tylko słowa, papierologia trwa - mówiła nam dwa miesiące po incydencie pani Alicja. - Ludzie nawet się nie zastanawiają, jak bardzo takie słowa ranią. Nie spodziewałam się takich reakcji, w tym ze strony części naszych sąsiadów. To boli, bardzo boli - dodawała smutno.

- Niektórzy tej rodzinie zazdroszczą, a tu naprawdę nie ma czego zazdrościć. Ci ludzie budowali ten dom od 20, może 30 lat. Mają trojkę dzieci, dużo pieniędzy włożyli w ich wykształcenie, więc ta budowała trwała i trwała. Dziś zostali z niczym. Czego im zazdrościć? Przecież to oni są ofiarami całej tej sytuacji - mówił nam szef Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, Tadeusz Rudko. 

Do całej sytuacji odniósł się też na Lubelszczyźnie wicepremier, szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz. - Przepraszam za tych, którzy próbują siać hejt na rodzinę. Dla mnie jest to niedopuszczalne - mówił. 

- Rzeczywiście, miała już miejsce seria spotkań i zapadły konkretne ustalenia. Szykowana jest - po części nawet już gotowa - dokumentacja dotycząca odbudowy domu. Jeżeli zostanie ona uzgodniona pomiędzy przedstawicielami Ministerstwa Obrony Narodowej a osobami poszkodowanymi, przyjdzie czas na konkrety i informacje dotyczące harmonogramu i finansowania tego zadania - mówi TOK FM Janusz Iwanicki, dyrektor Wydziału Spraw Społecznych w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie. Jak dodaje, rozmowy są zaawansowane - w przyszłym tygodniu powinno się odbyć jeszcze jedno spotkanie w tej sprawie. Dom ma być odbudowywany z pieniędzy państwa. 

Wszystko idzie w dobrym kierunku

Tomasz Wesołowski, współwłaściciel domu na który spadła rakieta, przyznaje, że po ostatnich rozmowach dostrzega światełko w tunelu. - Widzę, że coś się rzeczywiście zaczyna klarować. Na razie nie wiemy, kiedy miałoby dojść do rozbiórki, ale coraz więcej kwestii jest uzgadnianych - przyznaje. Jak mówi, zaangażowało się też wojsko - rodzina dostała ofertę wsparcia ze strony Wojsk Obrony Terytorialnej. Chodzi m.in. o pomoc w wynoszeniu z domu dużych gabarytowych przedmiotów, uprzątnięcie całości posesji, ale też - pomoc psychologiczną. - Wojskowy psycholog rzeczywiście się pojawił - przyznaje nasz rozmówca. Dodaje, że emocjonalnie cały czas są z żoną w trudnej sytuacji, tym bardziej, że mają pogrzeb w bliskiej rodzinie. Zmarła osoba w podobnym do nich wieku. - I to na pewno wpływa też na nas trochę destrukcyjnie, bo to trudna dla nas sytuacja - mówi pan Tomasz. 

To, że jest bliżej porozumienia i podpisania ostatecznych uzgodnień z poszkodowaną rodziną, potwierdził nam też rzecznik MON, Janusz Sejmej.

Wiemy też, że wójt gminy Wyryki, Bernard Błaszczuk, przesłał do MON swoje podpowiedzi i obserwacje mówiące o tym, co powinno się zmienić w procedurach, gdyby do podobnych zdarzeń doszło w przyszłości. Chodzi m.in. o przyspieszenie procedur i  zdjęcie z poszkodowanych wszystkich formalności. 

- Nie ulega wątpliwości, że sytuacja rodziny z Wyryk jest niezwykle trudna. Nikt z nas nie chciałby znaleźć się na ich miejscu, niezależnie od tego, w jakim wymiarze pomoc zostanie im udzielona. Wiemy, że jest to sytuacja skomplikowana - i mieszkaniowo, i majątkowo, i proceduralnie, i emocjonalnie. Bo są to potężne emocje. I ważne, by również one były zaopiekowane. Mam przekonanie, że również w tym zakresie niezbędne wsparcie jest udzielane - dodaje dyrektor Janusz Iwanicki z Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie.