,
Obserwuj
Lubelskie

Fala odejść w IPN za Nawrockiego. Ujawniamy liczby. "Porażające"

5 min. czytania
13.03.2025 15:13
Ponad 300 osób odeszło z pracy w centrali Instytutu Pamięci Narodowej w czasie prezesury Karola Nawrockiego - ustaliła dziennikarka TOK FM Anna Gmiterek-Zabłocka. - Odeszłam, bo nie dało się wytrzymać. Czułam, że w IPN panowała atmosfera zastraszania, podejrzliwości, niewychylania się - opowiada anonimowo jedna z byłych pracownic IPN.
|
|
fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl
  • Karol Nawrocki, obecny kandydat na prezydenta popierany przez PiS, od 2021 roku jest też szefem Instytutu Pamięci Narodowej;
  • Udało nam się ustalić, ile osób odeszło z pracy w centrali IPN, właśnie wtedy, kiedy rządził nią Nawrocki;
  • "Poza tym atmosfera była fatalna. Z tego, co wiem, nadal jest. Jest bardzo wielu młodych pracowników, m.in. ze środowisk skrajnie narodowych. Do tego te różne zarządzenia i regulaminy, zamykanie nam ust" - mówią byli pracownicy.

Poprosiliśmy IPN o dane, ile osób pożegnało się z pracą w Instytucie Pamięci Narodowej - z różnych przyczyn - za prezesury Karola Nawrockiego. Z odpowiedzi, którą uzyskaliśmy na drodze dostępu do informacji publicznej wynika, że z samej tylko centrali IPN w Warszawie od 21 lipca 2021 roku, czyli od objęcia przez Karola Nawrockiego stanowisko prezesa - z pracy odeszły aż 302 osoby. "Wśród osób, które odeszły z pracy w latach 2021-2024, nie było zwolnionych dyscyplinarnie. W 8 przypadkach zakończono współpracę przez oświadczenie jednej ze stron z zachowaniem okresu wypowiedzenia (wypowiedzenie pracodawcy). Liczba osób, które odeszły na mocy porozumienia stron wynosi 294, w tym: w związku z przejściem na emeryturę - 32 osoby" - przekazało nam Biuro Prawne IPN. Wskazało również, że centrala nie ma informacji o tym, ile osób odeszło z pracy - na przestrzeni ostatnich lat - w poszczególnych oddziałach terenowych.

Te 302 osoby z centrali to dużo, bo - jak napisał TOK FM dr Rafał Leśkiewicz, rzecznik IPN - według stanu na dzisiaj w centrali IPN pracuje 969 pracowników. Oznacza to, że na przestrzeni ostatnich lat doszło do wymiany prawie jednej trzeciej załogi. W samej tylko centrali tej instytucji. - Ta liczba jest dla mnie bardzo zaskakująca i porażająca. Nie spodziewałem się takiej skali - mówi w TOK FM dr Sławomir Poleszak.

Historyk musiał po 20 latach odejść z pracy w Instytucie Pamięci Narodowej. Wyrzucono go z pracy za prezesury Karola Nawrockiego. Jego historię opisywaliśmy na naszym portalu - zarzucono mu m.in. to, że opublikował tekst, z którego tezami IPN się nie zgadzał i że bez zgody prezesa IPN współtworzył portal ohistorie.eu. Historyk poszedł do sądu pracy i wygrał.

Trzysta odejść za Karola Nawrockiego

Nie ma wątpliwości, że przyczyny wielu odejść były jednoznaczne - inne spojrzenie na historię, chęć prowadzenia niezależnych badań, a nie uprawianie polityki historycznej. - To jest oczywiste, że IPN tłumaczy się tym, że wszystko było za porozumieniem stron. Tyle, że w większości przypadków ludzie - przyparci do muru - zabierają swoje rzeczy i odchodzą. Nie idą do sądu pracy, nie chcą tego ciągnąć, tracić nerwów. Tylko chcą jak najszybciej zakończyć etap pracy w IPN-ie. Jest wiele takich osób - mówi dr Poleszak.

Jedną z nich (choć przed prezesurą Nawrockiego) był dr Adam Puławski (dziś już dr hab). Odszedł, bo IPN nie pochwalał jego badań nad Zagładą, nie zgadzał się z ich wynikami. Puławski przepracował w instytucie ponad 18 lat - z dnia na dzień odsunięto go od badań naukowych. W zamian zaproponowano mu pracę w Komisji do Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu - wiedział, że będzie to praca typowo urzędnicza. Nie chciał się tym zajmować, w 2018 roku odszedł z IPN.

Inny przypadek to niedawna historia ze Szczecina, gdzie zwolniono z pracy historyka, który wydał książkę poza IPN - książkę o Marianie Jurczyku. Publikacja została wydana przez Europejskie Centrum Solidarności. Doktor Michał Siedziako pierwotnie dostał od IPN zgodę na wydanie w ECS swojej książki o Marianie Jurczyku. Zaczął prace, ale w międzyczasie zgoda została cofnięta. Nie podporządkował się nowemu zakazowi, książkę opublikował i wyrzucono go z pracy.

Są także inni. - Odeszłam, bo nie dało się wytrzymać. Czułam, że w IPN panowała atmosfera zastraszania, podejrzliwości, niewychylania się. Ludzie bali się między sobą rozmawiać, bo może ktoś usłyszeć i donieść komu trzeba. Nawet w mailach uważaliśmy, co piszemy - opowiada nam jedna z byłych pracownic. Odeszła za Karola Nawrockiego, po wielu latach pracy. Jak mówi, do takiego IPN jak jest dziś - nigdy nie wróci.

- Wiele osób miało depresję, to była praca w ciągłym napięciu, niejednokrotnie na lekach. Powiedziałem sobie, że to nie ma sensu. Nie będę się podporządkowywał i pracował naukowo pod tezę. Nigdy. Poza tym atmosfera była fatalna. Z tego, co wiem, nadal jest. Jest bardzo wielu młodych pracowników, m.in. ze środowisk skrajnie narodowych. Do tego te różne zarządzenia i regulaminy, zamykanie nam ust. To nie dla mnie. Odszedłem. Być może jestem w tej grupie 300, że niby odszedłem z własnej woli. Poniekąd tak, tyle, że ja uważam, że to było pozbycie się mnie "w białych rękawiczkach". Nie chciałem iść do sądu, bo wiem, ile to może trwać i ile może kosztować. Uznałem, że dla mojego zdrowia psychicznego - po prostu nie warto - opowiada nam inny z byłych pracowników.

"Chyba się ucieszyli, że odszedłem"

Sławomir Poleszak w ubiegłą środę stawił się do pracy w IPN. Opowiada, że dostał biurko, ale nie wskazano mu dokładnie, czym ma się zajmować. Siedział i praktycznie nic nie robił. - Dano mi do przeanalizowania i podpisania szereg dokumentów, w tym regulaminy pracy czy skierowanie na szkolenie BHP. Pani naczelnik wyjaśniła mi, jakie są obecnie zasady pracy w IPN. Zapaliła mi się czerwona lampka, gdy usłyszałem, że jako historyk nie będę się mógł wypowiadać, nawet po godzinach pracy, bez zgody przełożonych. Albo, że gdybym pisał jakiś artykuł czy książkę, to - jakoś to było tak sformułowane - że prawa do nich przeniosę na instytut. Zaskakujące zasady, nie podpisałem tego - opowiada w rozmowie z TOK FM.

Naukowiec - od razu po przyjściu - złożył do dyrektora wnioski m.in. o zgodę na pracę również w innych instytucjach. Jako, że do wtorku nie otrzymał, złożył wypowiedzenie z winy pracodawcy. - Chyba się ucieszyli, że taką decyzję podjąłem, bo niemal natychmiast wypłacili mi wynagrodzenie za tych kilka dni pracy i za jeden miesiąc, zgodnie z wyrokiem sądu. Dostałem też podpisane przez dyrektora zgody na pracę w innych miejscach, tyle, że już po złożeniu przeze mnie wypowiedzenia, choć zgody są z datą poniedziałkową. Wydaje mi się, że sprawa jest zakończona, nie jestem już pracownikiem IPN - mówi nam Poleszak. Podkreśla, że swoje osiągnął - pokazał, że zwolniono go bezprawnie, bez jakichkolwiek zasad.