,
Obserwuj
Lubelskie

Wyrzucili go z IPN za PiS. Teraz wygrał w sądzie. "Doszło do śmiesznej sytuacji"

Anna Sapieha, TOK FM
5 min. czytania
17.02.2025 10:11
Dr Sławomir Poleszak został zwolniony z Instytutu Pamięci Narodowej w czasach "dobrej zmiany" PiS. Podpadł, bo napisał krytyczny artykuł o jednym z Żołnierzy Wyklętych. Po trzech latach batalii w sądzie wygrał i może wrócić do pracy. - Przez ten ostatni czas poukładałem swoje życie zawodowe na nowo - przyznaje gość TOK FM.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Sąd Okręgowy w Lublinie utrzymał w mocy wyrok sądu I instancji przywracający historyka Sławomira Poleszaka do pracy w Instytucie Pamięci Narodowej;
  • Został on zwolniony m.in. za krytyczny artykuł dotyczący partyzanta podziemia niepodległościowego Józefa Franczaka;
  • IPN zapowiada, że będzie respektował wyrok sądu;
  • "Przez ten ostatni czas poukładałem swoje życie zawodowe na nowo" - przyznaje historyk, ale dodaje, że do pracy w IPN powróci.

 

Dr Sławomir Poleszak w lubelskim Instytucie Pamięci Naukowej pracował ponad 20 lat. Był edukatorem, prowadził badania naukowe. Od początku tzw. "dobrej zmiany" miał przekonanie, że będą szukać na niego haków, bo otwarcie mówił o wolności badań naukowych i o tym, że historia jako nauka nie może być polityką historyczną, do czego dążyło Prawo i Sprawiedliwość. - Gdy prezesem IPN został Karol Nawrocki, wiedzieliśmy - zarówno ja, jak i niektórzy moi koledzy - że będą robić wszystko, by się nas pozbyć - mówi w rozmowie z TOK FM dr Poleszak. W jego przypadku wystarczył pretekst. Najpierw zarzucono mu, że prowadzi portal ohistorie.eu, na co nie miał zgody prezesa. Tyle, że robił to całkowicie społecznie. Portal powstał za rządów Zjednoczonej Prawicy, a jego twórcy mówili wprost: "Nie będziemy obojętni na to, że politycy umoralniają historię na rzecz takiej a nie innej pedagogiki narodowej". Chcieli pisać rzetelnie, niezależnie, bez nacisków władzy. Nie chcieli, by historia była przedmiotem instrumentalizacji i manipulacji, stąd pomysł na portal. Dr Poleszak dostał za to upomnienie od pracodawcy.

Ale IPN miał do Sławomira Poleszaka jeszcze jeden zarzut - wprost związany z wolnością badań naukowych. Naukowiec przez lata badał i opisywał postać Józefa Franczaka pseudonim "Laluś", jednego z Żołnierzy Wyklętych. Franczak po zakończeniu II wojny światowej był najdłużej ukrywającym się żołnierzem podziemia niepodległościowego. Historyk pokazywał jego dokonania i sukcesy, jednak po latach badań odkrył też czarną kartę w jego historii - chodziło o strzelaninę, w której zginęło dwóch Żydów. To nie spodobało się władzom IPN, bo - nagle - na "kryształowo" czystej postaci pojawiły się rysy. I stracił pracę.

 

Historyk wygrał w sądzie

 

Historyk poszedł do sądu i po trzech latach wygrał. Ma wrócić do pracy w IPN. - Jestem zmęczony tym sądowym postępowaniem, które trwało trzy lata. Kosztowało mnie to dużo zdrowia i nerwów. Oczywiście, wyrok cieszy, bo jest wyrokiem symbolicznym. Sąd najpierw w pierwszej, a teraz w drugiej instancji wskazał, jak ważna jest wolność badań naukowych. Potwierdził to, o czym mówiłem od początku - że w nauce najważniejsze jest dążenie do prawdy. Jakie są we mnie dzisiaj emocje? Na pewno nie są one pozytywne - mówi dr Sławomir Poleszak w rozmowie z TOK FM. - Świadomość, że mam wrócić do instytucji, w której tak, a nie inaczej mnie potraktowano, powoduje, że znów odezwały się te "IPN-owskie upiory" - mówi Poleszak. Podkreśla jednak, że stawi się do pracy, bo wyroki trzeba wykonywać. A ten wyrok jest już prawomocny.

Na razie nie wie, kiedy do tego dojdzie. W poprzednim tygodniu dyrektor IPN w Lublinie odezwał się do pełnomocnika pana doktora, mecenasa Rafała Choroszyńskiego. - Doszło do trochę śmiesznej sytuacji, gdyż dyrektor IPN napisał do mnie, żeby mój klient zgłosił się w piątek na godz. 8. Nie napisał do mojego mocodawcy, tylko do mnie. Ubrałem się w garnitur i chciałem pójść, ale wiedzy historycznej, naukowej w tym zakresie jednak mi brakuje - mówi z przekąsem mecenas Choroszyński.

 

Członek kolegium IPN krytycznie o Nawrockim. 'Nawet kot nie zamiauczy bez pozwolenia prezesa'

 

Adwokat dodaje, że uzasadnienie sądu w sprawie dr Poleszaka było mocne i stanowcze. - Najpierw sąd I instancji, a teraz - również II, był bardzo pryncypialny i powiedział, że w sytuacji, gdy dochodzi do tak głębokiego naruszenia praw pracowniczych, nie może być innego rozstrzygnięcia niż przywrócenie do pracy na dotychczasowych warunkach. Bo nie ma zgody na to, by za rzetelne wykonywanie obowiązków badacza - historyka pracownik był zwalniany dlatego, że wyniki jego badań historycznych nie pasują pracodawcy - tłumaczy mecenas Choroszyński.

 

'Poukładałem swoje życie na nowo'

 

Dr Slawomir Poleszak przez ostatnie lata nie siedział bezczynnie, czekając na rozstrzygnięcie sądu w swojej sprawie. Podjął inną pracę. Jest zatrudniony m.in. w Instytucie Studiów Politycznych PAN, został również redaktorem naczelnym "Przeglądu Historyczno-Wojskowego" w Wojskowym Biurze Historycznym w Warszawie. - Przez ten ostatni czas poukładałem swoje życie zawodowe na nowo - przyznaje gość TOK FM.

 

Grubo i mało finezyjnie. Roast Krzysztofa Stanowskiego bez krzty polotu [KOMENTARZ]

 

Dr Poleszak wróci do IPN zgodnie z wyrokiem sądu, choć nie wie, jak zostanie tam potraktowany i przyjęty. Rzecznik IPN Rafał Leśkiewicz przekazał TOK FM, że - tu cytat - "Instytut Pamięci Narodowej szanuje, respektuje i wykonuje wyroki sądów. Tak samo będzie w tej sprawie". Ale na tym się nie skończy. Pełnomocnik pana doktora już zapowiada, że będzie kolejna batalia w sądzie. - Treścią kolejnego powództwa, które złożymy, będzie mobbing w miejscu pracy. Dlatego, że zakres naruszenia praw pracowniczych pana doktora, sposób w jaki to robiono, sąd pracy określił jednoznacznie - jako rażące naruszenie prawa. Dlatego takie powództwo skierujemy. Nie mogliśmy tego zrobić w tym zakończonym postępowaniu, bowiem przedmiotem rozpoznania była niezasadność rozwiązania umowy o pracę - tłumaczy adwokat.

 

Zwolnienie Poleszaka podpisał Karol Nawrocki

 

Cały proces przed sądem był wytoczony przeciwko pracodawcy, czyli centrali IPN, reprezentowanej przez prezesa Karola Nawrockiego. Jak mówi nam dr Poleszak, zna Nawrockiego od kilkunastu lat, byli nawet po imieniu.

- Spotykaliśmy się jeszcze w IPN, kiedy on był naczelnikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej w Gdańsku, kilkanaście lat temu. To był wtedy młody, początkujący, chcący się uczyć historyk. Ale potem obserwowałem, jak bardzo umiejętnie wykorzystywał to, czym zajmował się IPN do promowania swojej osoby. To zresztą pomogło mu w tym, że został dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej, a potem prezesem IPN - mówi Poleszak. Jak wyjaśnia, chodzi o działania Nawrockiego ukierunkowane na promocję siebie. - Pamiętam jego pomysł na koszulki z Inką (Danuta Helena Siedzikówna, działaczka podziemia niepodległościowego - przyp. red.). Stawiał nie na ciężką, wytężoną pracę edukacyjną, ale na widowiskowe "fajerwerki", które przykuwają uwagę i kierują światła na głównego autora tych "fajerwerków" - tłumaczy gość TOK FM.

 

Zwolnienia i nokauty za Nawrockiego?

 

Poprosiliśmy IPN o informację, ile osób odeszło z instytutu, w tym zostało zwolnionych za prezesa Karola Nawrockiego. Chcemy też wiedzieć, kto reprezentował IPN przed sądem pracy w sprawie Sławomira Poleszaka i ile to kosztowało. Pytamy również, w ilu sprawach IPN przegrał i jakie kwoty zadośćuczynienia czy odszkodowania zostały pracownikom przyznane oraz ile spraw wciąż się toczy.

Rzecznik IPN, dr Rafał Leśkiewicz przekazał nam, że nasze pytanie dziennikarskie zostało potraktowane jako wniosek o dostęp do informacji publicznej. "Co do zadanych przez Panią pytań, na część z nich odpowie dyrektor generalna IPN w trybie dostępu do informacji publicznej" - napisał nam Leśkiewicz. To oznacza, że na odpowiedź poczekamy zapewne znacznie dłużej - zgodnie z prawem, do 14 dni, ale termin ten może też zostać wydłużony. Do sprawy na pewno powrócimy.

 

Tak bronił Nawrockiego, że Wielowieyska wybuchła śmiechem. 'Śli ludzie skusili pana Karola'