"Mural wdzięczności" zniszczony. Została po nim czarna ściana
- Mural był podziękowaniem dla mieszkańców Lublina, którzy wsparli Ukraińców po napaści Rosji;
- Teraz, zamiast symboli współpracy i jedności, została czarna ściana z czerwonym znakiem przekreślonej sześćdziesiątki;
- "Cały czas jesteśmy razem i nie damy się podzielić. Pamiętamy o ogromnym wsparciu mieszkańców miasta dla naszych obywateli" - mówi Oleh Kuts, konsul Ukrainy w Lublinie.
Mural pojawił się 20 czerwca, w Światowym Dniu Uchodźcy. Namalowano go przy bloku przy ul. Daszyńskiego 19a, w ramach projektu grantowego Ashoka we współpracy z Fundacją "Siła Jedności", Organizacją Społeczną "Communication Media Center" oraz Fundacją "Dusha".
Jak wskazywali pomysłodawcy, chodziło o podziękowanie dla mieszkańców Lublina. Otrzymał on tytuł "Miasta Ratownika" za wsparcie dla uchodźców z Ukrainy, którzy pojawili się po 24 lutego 2022 roku, czyli po wybuchu pełnoskalowej wojny. Mural miał propagować ideę solidarności i wspólnotowości. Malowanie symbolicznie dokończyli wiceprezydentka miasta Beata Stepaniuk-Kuśmierzak i konsul Ukrainy, Oleh Kuts.
Mural pokazywał społeczność ukraińską w Lublinie. Były na nim m.in. kolorowe balony i wspólne flagi, symbole miasta takie jak koziołki, ale też współpraca, jedność, integracja i siła.
Siła tkwi w jedności
Dziś została po nim jedynie czarna ściana z czerwonym znakiem przekreślonej sześćdziesiątki. Ktoś - prawdopodobnie pod osłoną nocy - zniszczył to, co powstało w ramach polsko-ukraińskiej współpracy. Co oznacza przekreślona "60"? To najprawdopodobniej nawiązanie do używanego przez młodzież neologizmu "sześćdziesiona", który oznacza donosiciela lub skarżypytę. Słowo to pochodzi od artykułu 60 Kodeksu Karnego. Zgodnie z nim, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary m.in. wówczas, gdy sprawca przestępstwa - działający razem z innymi osobami - ujawni organom ścigania istotne informacje dotyczące przestępstwa i osób uczestniczących w jego popełnieniu.
- Mural, który został zniszczony, był inicjatywą Fundacji "Siła Jedności". To ona zaproponowała, by opowiedzieć historię wspólnego mieszkania - Polaków i Ukraińców - w Lublinie. Patronat nad tą inicjatywą przyjął prezydent miasta i Konsulat Generalny Ukrainy. O czym był mural? O przyjaźni, solidarności, o pomocy. Opowiadał o tym, jak razem obok siebie żyjemy. Nie wiemy, przez kogo został zniszczony. Sprawa została zgłoszona na policji - mówi Krzysztof Stanowski, dyrektor Biura - Centrum Współpracy Międzynarodowej w Urzędzie Miasta.
- Jesteśmy bardzo smutni z powodu zniszczenia tego muralu, bo było to dla nas miejsce solidarności, które razem malowaliśmy. Ale nie damy się zamalować. Solidarność, podziękowanie, które idzie prosto z naszych serc - z nami pozostają. Ten mural to były symboliczne, piękne obrazy, na które można było popatrzeć, idąc do pracy. Na pewno powróci - mówi Viktoriia Zakharova, prezeska Fundacji "Siła jedności". - Nie możemy zmienić historii, ale możemy zmienić przyszłość i nad tym pracujemy. Idziemy razem, a siła tkwi w jedności. Mamy jednego wroga - dodaje pani Victoriia.
Nie damy się podzielić
Mural ma powrócić, choć na razie ani miasto, ani strona ukraińska nie zdradzają, w jakim miejscu. - Cały czas jesteśmy razem i nie damy się podzielić. Pamiętamy o ogromnym wsparciu mieszkańców Lublina dla naszych obywateli po wybuchu pełnoskalowej wojny. Jesteśmy za to wdzięczni i to się nie zmienia. Dziękujemy za to bardzo. Cieszyliśmy się, że powstał ten mural, malowaliśmy go ramię w ramię. Mamy nadzieję, że ten, kto go zamalował, nie zrobił tego specjalnie, że być może była to jakaś pomyłka. Chcemy w to wierzyć - mówi Oleh Kuts, konsul Ukrainy w Lublinie.
Podkreśla także, że nie zaobserwował w ostatnim czasie wzmożenia antyukraińskich nastrojów w Lublinie. Jak wskazał, nie docierają do niego takie sygnały. W podobnym tonie wypowiada się prezeska Fundacji "Siła jedności". Nie jest jednak tajemnicą, że na fali antyimigranckich działań i słów, które coraz częściej i mocniej pojawiają się w przestrzeni publicznej - są to również działania antyukraińskie. Jedno z nich opisała na swoim profilu mieszkająca w Polsce pisarka, Sasha Iwaniuk.