,
Obserwuj
Lubelskie

Znany profesor prawa z Lublina przed sądem. W tle poważne zarzuty

3 min. czytania
14.10.2025 16:31

Przed Sądem Rejonowym Lublin Zachód ruszył we wtorek proces znanego prawnika, prof. Andrzeja K. To  ekspert z zakresu prawa handlowego, wieloletni nauczyciel akademicki. 

fot. Wojciech Olkusnik/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • O co oskarżany jest K.
  • Jak długo miało dochodzić do podobnych zachowań?
  • Jakie jeszcze postępowania są prowadzone przeciwko niemu?

K. jest arbitrem polskich i zagranicznych sądów arbitrażowych, autorem kilkuset publikacji. Od lat wykładał na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej, ale w ostatnim czasie był odsunięty od prowadzenia zajęć. Teraz - został również zawieszony. Sprawa przed sądem nie dotyczy jednak jego działań na uczelni, a zachowania w domu.

Wieloletni proceder

Mężczyzna został oskarżony przez prokuraturę o znęcanie się psychiczne nad żoną, też prawniczką. Proceder miał trwać od wielu lat. K. wielokrotnie miał ją poniżać i jej ubliżać, nazywając ją choćby "głupią" czy "nic nie wartą". Mówił m.in., że nie jest dla niego partnerem do rozmów. Jak wynika z aktu oskarżenia, wymagał od niej "bezwzględnego podporządkowania się". Po ciągu zachowań przemocowych miał zwykle następować tzw. miesiąc miodowy. Było przepraszanie, kwiaty, prezenty i obietnice, że nigdy więcej podobna historia się nie powtórzy. 

Według prokuratury z każdym rokiem sytuacja była coraz gorsza, a napięcie w domu rosło. Mężczyzna miał podkreślać, że to jego dom i w każdym momencie może żonę z niego wyrzucić.  Jak opisywał portal jawnylublin.pl, były sytuacje wyrzucania rzeczy należących do kobiety przez okno. Do jednego z groźniejszych zachowań miało dojść kilka lat temu, po obchodach 40-lecia pracy naukowej profesora. Gdy wrócił do domu, miał grozić żonie śmiercią. Jak opisuje portal, padły słowa "Bo ci strzelę zaraz i cię zabiję zaraz". Wszystko zostało nagrane przez dzieci telefonem komórkowym. 

Proces będzie się toczył z wyłączeniem jawności, bez udziału mediów. Taki wniosek złożyła oskarżycielka posiłkowa, poparł go prokurator. Uznano, że przemawia za tym tzw. interes prywatny pokrzywdzonej. Sędzia Joanna Futera zdecydowała, że dziennikarze - którzy dość licznie przybyli na pierwszą rozprawę - musieli opuścić salę rozpraw. 

Profesor ma też jednak inne kłopoty

Na naszym portalu wielokrotnie opisywaliśmy historię jego studentów, którzy nie mogli podejść do egzaminu. W końcu w maju 2024 roku złożyli doniesienie dyscyplinarne, domagając się ukarania K. Zarzucali mu brak szacunku i obraźliwe teksty. Udało nam się dotrzeć do tego wniosku oraz dowodów, jakie zostały do niego załączone. To nagrania, na których słychać, jak profesor zwraca się do studentów, a także ich transkrypcja.  Opisywaliśmy je już na naszej stronie . Jedno z nagrań to rozmowa telefoniczna profesora ze starostką IV roku. Odbyła się 24 kwietnia. Profesor mówił tam m.in.: "Rzygać mi się chce na widok studentów"; "Nie wyróżniliście się niczym, jesteście kupą idiotów". Padły też słowa: "Wasz rocznik nie sprostał wyzwaniom", "Proszę przygotować z kolegami donosy na mnie do wszystkich instytucji, które istnieją, nie widzę problemu"; "Okazuje się, że jesteście tak prymitywnie głupi, wstyd".

W rozmowach z nami studenci opowiadali, że profesor od lat siał postrach na uczelni. Opowiadali też, że wykłady profesora często zaczynały się od czytania wierszy, które pisał, kiedy był nastolatkiem. - Bardzo dużo też opowiadał o sobie: że ma rezydencję na Mauritiusie, że ma kontakty i chodzi na kolacje z dyplomatami, głównie z Niemiec. Wiele razy mówił, że ma "władzę absolutną" - opowiadał jeden z naszych rozmówców. Studenci wspominali również, że w trakcie egzaminów na biurku profesora stał pluszowy koń - gdy ktoś egzaminu nie zdał, koń rżał. - Nie jest to przyjemne - mówili nasi rozmówcy.

Przez dłuższy czas sprawę badał rzecznik dyscyplinarny uczelni. Dziś wiemy, że wykładowca został zawieszony w obowiązkach. Decyzję podjął rektor UMCS, prof. Radosław Dobrowolski. Już wcześniej K. był odsunięty od zajęć. Uczelnia informuje, że zawieszenie wykładowcy na razie ma obowiązywać przez sześć miesięcy, ale może zostać przedłużone. Zgodnie z Ustawą o szkolnictwie wyższym rektor obniżył także profesorowi wynagrodzenie. Postępowanie dyscyplinarne cały czas trwa - to z zawiadomienia studentów - mają być w nim przesłuchani kolejni świadkowie. Jednocześnie jest też drugie postępowanie na uczelni - dotyczy skierowania do sądu aktu oskarżenia w sprawie znęcania się nad żoną.