advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

Jak znany profesor prawa zwraca się do studentów? "Okazaliście się bandą głupoli"

7 min. czytania
31.05.2024 08:30
Rzecznik dyscyplinarny zbada, czy profesor z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie naruszył godność nauczyciela akademickiego. Chodzi o Andrzeja Kidybę, znanego prawnika, eksperta od prawa handlowego. Studenci zarzucają mu brak szacunku i obraźliwe teksty. Dotarliśmy do dowodów, jakimi są nagrania w tej sprawie.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Prof. Andrzej Kidyba to prawnik, ekspert z zakresu prawa handlowego, radca prawny, prezes Lubelskiej Fundacji Rozwoju. Jest autorem, współautorem lub redaktorem ponad 350 publikacji naukowych. Napisał też ponad 300 opinii prawnych na zlecenie zarówno organów państwowych, jak i przedsiębiorców. Ponadto jest arbitrem polskich i zagranicznych stałych sądów arbitrażowych.

Prof. Kidyba wykłada na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, na Wydziale Prawa i Administracji. - Sieje postrach, wielu z nas się go boi - słyszymy od studentów. Opowiadają też, że wykłady profesora często zaczynają się od czytania wierszy, które pisał, kiedy był nastolatkiem. - Bardzo dużo też opowiada o sobie: że ma rezydencję na Mauritiusie, że ma kontakty dyplomatyczne i chodzi na kolacje z dyplomatami, głównie z Niemiec. Wiele razy mówił, że ma "władzę absolutną" - opowiada jeden z naszych rozmówców. Studenci wspominają również, że w trakcie egzaminów na biurku profesora stoi pluszowy koń - gdy ktoś egzaminu nie zda, koń rży. - Nie jest to przyjemne - mówią nasi rozmówcy.

- Rzeczywiście, bardzo dużo studentów profesor Kidyba na swoich egzaminach "oblewa". Bywa, że nawet większość zdających - przyznaje jeden z wykładowców, który prosi o anonimowość.

Profesor nie miał jednak nigdy problemów dyscyplinarnych - aż do teraz. Wszystko zaczęło się od egzaminu z prawa handlowego, który składa się z trzech części zdawanych w styczniu, kwietniu i w czerwcu. Do pierwszej części studenci podeszli normalnie, ale do drugiej już nie. Profesor - na wykładzie 23 kwietnia - miał poinformować studentów, że "egzamin się nie odbędzie". Tę sprawę jako pierwszy opisał portal Jawny Lublin.

Powodem odwołania miały być internetowe wpisy, które oburzyły wykładowcę. Chodziło o komentarze na ogólnodostępnej grupie na Facebooku dotyczącej tego, co dzieje się na różnych uczelniach, nie tylko na UMCS. Wobec profesora używano sformułowań takich jak: "przemoc seksualna", "mobbing", "nadużycia władzy". Wpisy opublikowano z anonimowego konta. Studenci IV roku, którzy mieli wziąć udział w egzaminie, twierdzili, że nie mają z tym nic wspólnego. Wskazywali, że za wpisami stoi najprawdopodobniej student III roku, który obraża też innych prawników i studentów. To jednak nie do końca przekonało wykładowcę.

"Rzygać mi się chce na widok studentów"

Studenci najpierw (24 kwietnia) wnieśli o zmianę prowadzącego wykład i egzamin. Blisko dwa tygodnie później (7 maja) złożyli też wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec prof. Kidyby. W oświadczeniu, które wydała Rada Wydziałowa Samorządu Studentów Wydziału Prawa i Administracji można przeczytać, że do sprawy załączono "obszerny materiał dowodowy jednoznacznie wskazujący na naruszenia".

Udało nam się dotrzeć do tego wniosku oraz dowodów, jakie zostały do niego załączone. To nagrania, na których słychać, jak prof. Kidyba zwraca się do studentów, a także ich transkrypcja.

Jedno z nagrań zostało zarejestrowane podczas wspomnianego już wykładu profesora 23 kwietnia.

"Jeżeli wariat to spowodował i nie dacie rady sobie z tym poradzić, to wam współczuję. Bo ja nawet nie chcę wiedzieć kto. Bo ja wiem, co ja bym zrobił. Ja teraz przejdę do porównania (...). Ja mam pozwolenie na broń, a mam broń. Ja wam już mówiłem, ja chciałbym nosić motykę i rozwalić łeb, bo to może ma sens i niech to będzie jakiś sygnał dla was, przyszłych prawników, że pewne rzeczy można tolerować, innych nie (...)"

Drugie nagranie, do którego dotarliśmy i które również zostało załączone do wniosku do rektora, to rozmowa telefoniczna prof. Kidyby ze starostką IV roku. Trwała około 40 minut. Odbyła się 24 kwietnia. Profesor mówił tam m.in.: "Rzygać mi się chce na widok studentów"; "Nie wyróżniliście się niczym, jesteście kupą idiotów". Padły też słowa: "Wasz rocznik nie sprostał wyzwaniom", "Proszę przygotować z kolegami donosy do wszystkich instytucji, które istnieją, na mnie, nie widzę problemu"; "Okazuje się, że jesteście tak prymitywnie głupi, wstyd".

W rozmowie ze studentką profesor powiedział również: "Jeżeli chcecie, a zaczynacie wojnę ze mną, to idźcie dalej. Ja odejdę z uniwersytetu, ale wy nie skończycie studiów".

Padły też sformułowania: "Jesteście tacy beznadziejni"; "Czego tylko dotkniecie w życiu, wszystko przegracie"; "Zostaniecie rozgnieceni jak gnidy, jak nie wiem co"; "Okazaliście się bandą głupoli, bez charakterów".

Czytaliśmy również sam wniosek o postępowanie dyscyplinarne. Studenci napisali w nim m.in.: "Profesor zwracał się też bezpośrednio do starostki, pytając z iloma sukienkami przyjechała do Lublina, bo on przyjechał tylko z jedną koszulą. Ponadto pan profesor powiedział: 'Pani przyjmuje te wszystkie razy na swoje plecy i piękne piersi', co uznajemy za jednoznacznie seksistowskie zachowanie oraz dyskryminację ze względu na płeć. Takie słowa stanowczo wykraczają poza granicę relacji wykładowca - student"

'Nieposłuszny profesor' dostał 'gabinet' w piwnicy. Tu mobbing odbywa się 'w białych rękawiczkach'

- Uważamy, że takie sytuacje nigdy nie powinny mieć miejsca. Są to zachowania i słowa nieakceptowalne. Wspieramy tutaj Radę Wydziałową Samorządu Studentów Wydziału Prawa i Administracji, jak i całą uczelnię, by tę sprawę dogłębnie wyjaśnić i by takie rzeczy już nigdy u nas na uczelni nie miały miejsca - mówi TOK FM przewodniczący Parlamentu Studentów UMCS Dawid Kępa.

Jak wskazuje, problem zaczął się od egzaminu z prawa handlowego, ale nie o sam egzamin tu chodzi, lecz o "brak szacunku do studentów". - Słowa profesora, które padają w naszym kierunku, ale też opinie na temat innych wykładowców, to wszystko urąga godności akademickiej, ale też przyrodzonej godności ludzkiej - dodaje nasz rozmówca.

Wszczęto postępowanie wyjaśniające

Po wniosku studentów złożonym 24 kwietnia władze dziekańskie jednogłośnie podjęły decyzję o odsunięciu prof. Andrzeja Kidyby od wykładów i egzaminu. Nie odsunięto go jedynie od prowadzenia seminariów na IV i V roku.

Teraz, jak ustaliło TOK FM, powołany w tej sprawie rzecznik dyscyplinarny prof. Grzegorz Janusz wszczął postępowanie wyjaśniające. - Poprosiłem pana profesora o wyjaśnienia w formie pisemnej, o ustosunkowanie się do zarzutów. Ma na to 14 dni od daty otrzymania postanowienia o wszczęciu postępowania - wyjaśnia prof. Janusz. Jak mówi, może się okazać, że sprawa przeciągnie się do września, bo za kilka tygodni zaczynają się wakacje, a studenci rozjadą się do domów.

Może być też tak, że prof. Andrzej Kidyba nie odpowie na apel o przedstawienie wyjaśnień na piśmie. Kilka dni temu w wywiadzie dla 'Rzeczpospolitej' powiedział m.in., że "decyzja o odsunięciu go od prowadzenia zajęć ze studentami jest skandaliczna i bezpodstawna". Pytany, czy jeśli dojdzie do postępowania dyscyplinarnego, to weźmie w nim udział, odparł: "Nie ma ono żadnych podstaw. Nie mam zamiaru, bo nie mam przed czym się bronić".

"Zachowanie odbiegało od standardów"

Prof. Katarzyna Dudka też jest prawniczką, wykłada na tym samym wydziale, jest jednocześnie rzeczniczką praw akademickich na UMCS. Dba o uniwersyteckie wartości i ich przestrzeganie. Pytana, czy ze strony profesora doszło do ich naruszenia, bez wahania odpowiada, że tak. - Uczelnia ma stworzyć przestrzeń bezpieczeństwa i równości dla wszystkich. Jesteśmy wspólnotą nauczycieli akademickich, pozostałych pracowników i oczywiście studentów, w tym doktorantów. Zadaniem uczelni jest m.in. przeciwdziałanie takim sytuacjom, które naruszają przestrzeń bezpieczeństwa czy komfortu którejkolwiek z grup - mówi.

- W tym przypadku zachowanie pana profesora odbiegało od standardów, jakich byśmy oczekiwali, zwłaszcza od profesora o takiej renomie. Studenci mieli prawo oczekiwać, że ich ustalenia w sprawie egzaminu będą respektowane, że wykład będzie merytoryczny, a przede wszystkim, że nie będzie dochodziło do jakichś pozamerytorycznych uwag, które mają charakter naruszający ich godność - wskazuje nasza rozmówczyni.

Stanowisko w sprawie wydał też Instytut Nauk Prawnych UMCS. Jednogłośnie wyraził "zdecydowany sprzeciw wobec działań, które świadczą o braku poszanowania dla wartości przyjętych w środowisku akademickim oraz zasad etyki i dobrych obyczajów". "Za wysoce naganne uznajemy zachowania pracownika Wydziału - Pana Profesora Andrzeja Kidyby, który nie wykonał powierzonych mu obowiązków dydaktycznych (...), a swoim postępowaniem i wypowiedziami naruszył godność studentów oraz innych pracowników Wydziału".

Został zwolniony, bo bronił studentek śpiewających o 'kaczorze'. Walczy o powrót do pracy

Oczernianie współpracowników

Wykłady po profesorze Kidybie i egzamin z prawa handlowego - decyzją dziekana - przejął prof. Adrian Niewęgłowski, który przez kilka lat pracował w katedrze Andrzeja Kidyby. Nie jest tajemnicą, że stosunki między wykładowcami nie są łatwe. "Uważam za skandaliczne powierzenie wykładów i egzaminu osobie, która nie ma, moim zdaniem, praktycznych uprawnień i wiedzy(...)" - tak o profesorze Niewęgłowskim napisał do pozostałych pracowników profesor Kidyba.

- Publiczne kwestionowanie przez jednego pracownika kompetencji innego pracownika jest nieetyczne i narusza dobre obyczaje, ale też dobra osobiste. Niemniej jednak dla mnie kluczowe jest to, że władze dziekańskie mają do mnie zaufanie, Rada Instytutu też. Wiedzą, że będę się starał to zrobić najlepiej jak potrafię i nie czuję potrzeby dowodzenia tego - mówi TOK FM Adrian Niewęgłowski.

Próbowaliśmy nawiązać kontakt z prof. Andrzejem Kidybą - na razie bezskutecznie. Profesor w swoim stanowisku, które przekazał pracownikom Wydziału Prawa (a które czytaliśmy) wskazał, że nikogo nie obrażał, a z zarzutami się nie zgadza. Wskazał również, że całą sytuację odbiera jako naruszenie jego dóbr osobistych.

W rozmowie z "Rzeczpospolitą" prawnik zapewniał też: "Tematu wpisów [w mediach społecznościowych - red.] nie drążyłem, bo one mnie nie interesują. Choć, jak powiedziałem, są granice, których nie wolno przekraczać. Dla mnie bardziej niż opinia studenta, który nie chce się uczyć liczy się opinia tego, który studia skończył pięć lat temu i jest mi wdzięczny za to, czego go nauczyłem. Oczywiście nigdy nie nawiązałem żadnej prywatnej relacji z którąkolwiek ze studentek".

Zwolnienie lekarskie

- Do wniosku o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec profesora załączyliśmy obszerny materiał dowodowy, który udało nam się zgromadzić. W naszej ocenie jest on jednoznaczny i wskazuje na to, że zareagowaliśmy tak jak powinniśmy - mówi TOK FM przewodniczący Parlamentu Studentów UMCS.

Jak przekazała nam Katarzyna Skałecka z biura prasowego UMCS, prof. Andrzej Kidyba obecnie przebywa na zwolnieniu lekarskim. Chcieliśmy porozmawiać z którymś z rektorów, w tym w szczególności z prorektorem wywodzącym się z Wydziału Prawa prof. Arkadiuszem Berezą. Biuro prasowe uczelni poinformowało nas, że to niemożliwe.