,
Obserwuj
Mazowieckie

Mieszkańcy mają dość ogródków. "Boimy się wyjść z domu"

6 min. czytania
13.04.2025 13:46
Z początkiem miesiąca ruszyły ogródki restauracyjne w Warszawie. A wraz z nimi problem. Część mieszkańców ma dość hałasów, wyzwisk i lejącego się alkoholu. Chcą, by ogródki były czynne do godz. 22. Sami właściciele ogródków też dążą do rewolucji. Domagają się, by miejsca na zewnątrz były otwarte przez cały rok, a nie tylko przez siedem miesięcy.
|
|
fot. Piotr Molecki / East News
  • Mieszkańcy warszawskiego Śródmieścia mają dość. Chcą ograniczenia działalności ogródków restauracyjnych;
  • Jak przyznają, boją się wyjść z domu, bo awanturom i pijackim hałasom nie ma końca;
  • Restauratorzy nie wyobrażają sobie, by ogródki były zamykane o 22. Co więcej, chcą, by ogródki były otwarte przez cały rok, a nie tak jak teraz, przez siedem miesięcy.
  • Radni dzielnicy są bezradni i nie mogą w tej sprawie dojść do porozumienia.
  • Z tytułu wszystkich opłat za ogródki restauratorzy ze stołecznego śródmieścia wpłacają ok. 120 milionów złotych rocznie.

O ciszy i spokoju spora część mieszkańców Śródmieścia może zapomnieć. Hałas dobiegający z ogródków restauracyjnych nie daje mieszkańcom spać.

- Po 22 jest tu coraz trudniej, szczególnie w lecie, a to ze względu na otaczające nas knajpy. Ludzie wylegają na ulice przy praktycznie zerowej kontroli właścicieli, hałasują do tego stopnia, że nie jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować - mówi Michał Małka, który mieszka przy ul. Poznańskiej. To właśnie w stołecznym Śródmieściu jest najwięcej barów i restauracji, ale też najwięcej problemów. Ulice są wąskie, a zabudowa sprawia, że nawet zgiełk ogródka niesie się kilkanaście metrów dalej. Na nic się zdają interwencje policji i straży miejskiej, bo służby przyjeżdżają za późno. Jak mówią mieszkańcy, rekordziści ze straży miejskiej zjawili się osiem godzin po zgłoszeniu. - Służby zjawiają się wtedy, gdy tego zakłócenia już teoretycznie nie ma, więc w zasadzie kończy się na tym, że zgłoszenia są niepotwierdzone. I tak koło się zamyka - dodaje Małka.

Ogródek gastronomiczny
Ogródek gastronomiczny
fot. Błażej Kulesza

Brak potwierdzonych interwencji to brak możliwości odebrania pozwolenia na prowadzenie działalności na zewnątrz. Jak mówi burmistrz dzielnicy Śródmieście, droga administracyjne do tego celu jest i tak długa. - Jeżeli to jest prawidłowo udokumentowane na poziomie policji i protokołu policyjnego z zeznaniami świadków, wówczas może nawet dojść do cofnięcia np. koncesji na sprzedaż alkoholu - tłumaczy Aleksander Ferns.

Znane miejsce w Bieszczadach spłonęło. 'Chwilowo nie mamy swojego kąta'

Burmistrz wskazuje jednocześnie, że często to sami mieszkańcy decydują, czy na danej ulicy jest lokal gastronomiczny. - Kluczowa jest tu rola wspólnot mieszkaniowych. Przypominam, że jeśli w takich budynkach znajdują się lokale gastronomiczne, to wspólnoty mieszkaniowe mają prawo do zdecydowania, czy możliwa jest tam sprzedaż alkoholu i czy w ogóle może być prowadzona działalność gastronomiczna - dodaje. Nie zawsze jednak sąsiadującym ze sobą wspólnotom udaje się ze sobą porozumieć.

Urzędnicy wydający zezwolenia, pracują tylko do 16, więc ogródki pozostają praktycznie bez kontroli. Brak funkcjonariuszy w stołecznych służbach tylko ten problem potęguje. W stołecznym garnizonie wciąż brakuje ok. dwóch tys. policjantów. Dlatego część mieszkańców jasno domaga się ograniczenia działalności gastronomicznej na zewnątrz. - My nie jesteśmy przeciwko ogródkom, natomiast chodzi nam o to, że po godzinie 22 chcemy mieć spokój we własnych domach - tłumaczą mieszkańcy. Zdaniem wielu z nich cisza nocna nie jest respektowana. Upominanie właścicieli lokali kończy się zazwyczaj tak samo. Czyli niczym.

- Do późnej nocy po prostu nie możemy spać - mówi Kinga Konińska, mieszkanka ulicy Wilczej. Podobne głosy dobiegają z Chmielnej i ul. Foksal. Tu mieszkańcy mówią nawet o "zezwierzęceniu" gości lokali i braku jakiejkolwiek kontroli. - Przez siedem miesięcy w roku boimy się wyjść z domu. Awantury i pijackie wrzaski przeciągają się do rana. Przeżywanie co weekend najazdu "barbarzyńców" jest ponad nasze siły - opisuje Katarzyna Rokosz, która mieszka przy ulicy Kopernika.

Gdzie dobrze zjeść nad morzem? Pomorski sanepid ma prostą radę

Komisja (nie) nadzwyczajna

Radni Śródmieścia na prośbę mieszkańców zwołali sesję nadzwyczajną. Wnioskowali o nią samorządowcy z: PiS, Ruchów Miejskich i Lewicy. Ostatecznie została zwołana z dnia na dzień, w środę o 14. Choć termin dla mieszkańców był mało korzystny, to sala posiedzeń w śródmiejskim ratuszu wypełniła się po brzegi. Część radnych chciała przegłosować stanowisko wzywające miejskie organy do kontroli takich miejsc i wyciągnięcia konsekwencji wobec restauratorów, którzy łamią zapisy rekomendacji i uchwały. Te ustalono pięć lat temu. Przepisy w praktyce są jednak martwe.

Nadzwyczajna sesja rady dzielnicy Śródmieście
Nadzwyczajna sesja rady dzielnicy Śródmieście
fot. Błażej Kulesza

- Jedną z rekomendacji rady dzielnicy Śródmieście, którą w tym stanowisku chcemy ponownie przypomnieć, jest nakłonienie Zarządu Terenów Publicznych, by w porze nocnej byli delegowani pracownicy, którzy będą takie miejsca kontrolować. Zarząd może to zadanie zlecić też podwykonawcy - mówiła jeszcze przed sesją Anna Folta, radna Miasto Jest Nasze, autorka stanowiska. - Skoro inne wydziały dzielnicy, np. wydział wspólnot, posiada pracowników czy pełnomocników miasta, którzy potrafią bardzo skutecznie działać poza godzinami pracy urzędu, to może i tu by się udało - dodała Folta.

Piekło mieszkańców bloku w centrum Warszawy. Wzajemnym oskarżeniom nie ma końca

Przewodniczący rady dzielnicy Marcin Rolnik z KO na wstępie zaznaczył, że widzi w stanowisku błędy formalne. - Czy wy jesteście za odrzuceniem tego stanowiska? - dopytywał Tomasz Woźniak, radny PiS. Oprócz wysłuchania mieszkańców, którzy mają dość hałasów dobiegających z ogródków restauracyjnych, na nadzwyczajnej sesji doszło do ostrej wymiany zdań między radnymi PiS i KO. Sami mieszkańcy Śródmieścia usłyszeli natomiast, że stanowisko wspierających ich samorządowców ma mniejszą wagę, niż przyjęta kilka lat temu przez radę dzielnicy uchwała. Nadzwyczajna sesja rady śródmieście skończyła się zwyczajnie. W głosowaniu nad zwiększeniem kontroli nad ogródkami restauracyjnymi był remis 11 do 11. Zabrakło jednego głosu, by prośby mieszkańców Śródmieścia zostały spełnione. Sami zainteresowani wynikiem głosowania byli wzburzeni. Mówili o kompromitacji i z niesmakiem opuszczali sesję.

Mieszkańcy na nadzwyczajnej sesji rady Śródmieścia
Mieszkańcy na nadzwyczajnej sesji rady Śródmieścia
fot. Błażej Kulesza

Właściciele chcą ogródków przez cały rok

Właściciele lokali gastronomicznych walczą o swoje. Nie chcą zgodzić się na zamykanie ogródków o 22 i na zapraszanie gości do środka. - To nic nie zmieni, bo ludzie po prostu ruszą w inne rejony, pójdą albo nad Wisłę, albo w bramę, albo do parku - tłumaczy Agata Szaran, restauratorka i właścicielka dwóch lokali. I, jak dodaje, wszystko można uporządkować, bo przecież sami mieszkańcy często goszczą w lokalu, który znajduje się parę pięter niżej. - Bardzo wiele zależy od tego, jak właściciel dba o porządek w ogródku, o to, czy przestrzegany jest zakaz sprzedaży alkoholu osobom będącym już pod wpływem. Myślę, że to jest klucz do sukcesu - dodaje Szaran.

W Międzyzdrojach 'nie da rady odpocząć'. Władze miasta rozkładają ręce

Właściciele lokali gastronomicznych chcą iść nawet o krok dalej. Domagają się, by ogródki restauracyjne były czynne przez cały rok, a nie przez siedem miesięcy, jak to jest teraz. Toczą się w tej sprawie rozmowy z pełnomocnikiem miasta ds. nowego centrum Warszawy. Właściciele przekonują, że drożej wychodzi magazynowanie ogródków poza sezonem. Gdyby stały przez cały rok, więcej pieniędzy trafiłoby do miejskiego budżetu. Z tytułu wszystkich opłat za ogródki restauratorzy ze stołecznego Śródmieścia wpłacają ok. 120 milionów złotych rocznie do budżetu miasta. Pogodzić interes restauratorów i mieszkańców może być wyjątkowo trudno.

Mieszkańcy Śródmieścia mają dość

Pomysł całorocznych ogrodów spotkał się z krytyką mieszkańców na sesji rady dzielnicy. - Mnie to przeraża. Innych też. Niezrozumiałe jest dla nas poszerzanie uprawnień sektora gastronomicznego, jeśli nie rozwiążemy problemu ciszy nocnej - mówi Magdalena Broniszewska. Mieszkańcy przekonują, że miasto w ten sposób doprowadzi do wyludnienia centralnej dzielnicy. - Jest to dosyć drastyczny sposób, jaki tutaj został przyjęty, zwłaszcza dla ludzi starszych, ale też dla ludzi młodszych, którzy mieszkają tu od pokoleń - mówi Kinga Konińska z Wilczej. Wtóruje jej mieszkaniec ulicy Nowogrodzkiej Zbigniew Trybocki. - Duże miasta w Polsce potrafią zadbać o mieszkańców, tylko Warszawa tego jakoś nie potrafi, efekt jest taki, że stałych mieszkańców ubywa - przekonuje. Potwierdzają to dane, bo liczba mieszkańców zameldowanych w Śródmieściu spadła poniżej 100 tys. osób.

Posłuchaj: