Wójt Soliny domaga się odstrzału niedźwiedzia. "Lenistwo i nieuwaga ludzi dają efekt"
- W Bieszczadach wiosnę poczuły niedźwiedzie, które obudziły się z zimowego snu. Niestety drapieżniki dają się we znaki mieszkańcom. Ci mówią wprost: one nas terroryzują;
- Wójt gminy Adam Piątkowski zapowiada, że sprawy grasujących niedźwiedzi nie odpuści. Zbierane są właśnie podpisy pod petycją do premiera, by pozwolono na odstrzał najbardziej agresywnych osobników;
- Takiemu rozwiązaniu sprzeciwiają się członkowie Stowarzyszenia Park Ochrony Bieszczadzkiej Faun. Według biologa Roberta Gatzki, mieszkańcy sami sobie kręcą bat, bo często pozostawiają, chociażby niezabezpieczone kosze na śmieci.
Nad Soliną w ostatnich tygodniach narasta problemem obecności niedźwiedzi w bezpośrednim sąsiedztwie domostw i gospodarstw rolnych. Najnowszy incydent miał miejsce w ostatni weekend, gdzie w nocy drapieżniki wtargnęły na teren jednej z posesji, zabijając 21 kóz zamkniętych w stodole. Wójt domaga się odstrzału niedźwiedzi i zapowiada pismo do kancelarii premiera.
- Wchodzę do środka, a one tam leżą. Tam jest po prostu rzeź, zmasakrowane kozy - relacjonuje właścicielka stada. Kozy były dużą częścią jej biznesu, z którego utrzymywała całe gospodarstwo. Z tego właśnie żyje. - Mam jeszcze pięć krów i teraz bardzo się o nie boję, bo tak naprawdę nie wiadomo, kiedy może i z nimi stać się coś podobnego. Wrócę jutro, a niedźwiedzie w tym czasie mogą znów wyłamać deski do stodoły i pozabijać krowy. Takie zwierzęta w starciu z drapieżnikami są bezbronne - żali się rozmówczyni tokfm.pl
Niedźwiedzie sieją postrach
To nie pierwszy atak niedźwiedzi w tej okolicy. Wójt Adam Piątkowski wylicza, że od początku roku na terenie całej gminy doszło do ponad 20 zgłoszonych interwencji z udziałem niedźwiedzi, a liczba zaatakowanych zwierząt gospodarskich przekroczyła 30. Sytuacja wzbudza coraz większy niepokój wśród mieszkańców.
Czytaj także:
Sen zimowy niedźwiedzi przechodzi do historii? 'To zagrożenie nie tylko dla człowieka'
- One są bezpośrednim zagrożeniem dla naszego życia i zdrowia. Mieliśmy jednego niedźwiedzia nawet na działce przedszkolnej - dodaje wójt. Przypomina także, że od lat podejmowane są próby ograniczenia kontaktu niedźwiedzi z ludźmi. Stosowane jest m.in. płoszenie, montowane są elektryczne pastuchy, a nawet dochodzi do odławiania i wywożenia drapieżników w głąb lasu. - Niestety nie przynosi to efektów. Czas więc na inne, bardziej drastyczne metody - zapowiada Piątkowski.
Niedźwiedzie coraz częściej podchodzą pod zabudowania, nie wykazując lęku przed człowiekiem.
Jeden z turystów najadł się nie lada strachu, kiedy był przez niedźwiedzia goniony. Na szczęście zbiegał z gór, więc dał radę uciec - dodaje wójt. Podobnych incydentów było więcej. Piątkowski wspomina o poturbowanym leśniczym, a także o przypadkach, kiedy zwierzęta pojawiały się na prywatnych działkach i w sąsiedztwie przedszkola.
- Żyjemy w strachu. Boimy się spacerować w ciągu dnia. Boimy się, kiedy dzieci same wracają ze szkoły, bo niedawno niedźwiedzie chodziły po placu zabaw - mówi w rozmowie z tokfm.pl jedna z mieszkanek gminy.
Apel do samego premiera
Władze gminy nie chcą poddawać się niedźwiedziemu terrorowi. Dlatego już rozpoczęto zbieranie podpisów pod petycją, która ma trafić do kancelarii premiera Donalda Tuska. Wniosek dotyczy zezwolenia na odstrzał najbardziej niebezpiecznych osobników, głównie tych, które zatraciły instynkt unikania ludzi i nauczyły się pozyskiwać pokarm w gospodarstwach, a także ze śmietników.
Zobacz:
'Na szczęście zwierzę nie zaatakowało pazurami'. Nowe fakty ws. ataku niedźwiedzia pod Komańczą
Samorządowcy przekonują, że jeśli problemu z niedźwiedziami nie uda się rozwiązać, może dojść do tragedii. Jako przykład państwa, które wzięło sprawy w swoje ręce, podaje Słowację. - Tam niedawno władze ogłosiły ogromny odstrzał niedźwiedzi. Może czas podjąć podobne kroki i u nas - zastanawia się wójt.
Sęk w tym, że w Polsce niedźwiedź brunatny objęty jest ścisłą ochroną. Jak mówi tokfm.pl Robert Gatzka, biolog ze Stowarzyszenia Park Ochrony Bieszczadzkiej Fauny, dotychczas wszystkich ataków dokonała ta sama niedźwiedzica. - To nie są jej pierwsze wybryki. Ma obrożę telemetryczną, którą założyliśmy dwa lata temu. Dzięki temu, wiemy, kto terroryzuje mieszkańców - mówi Gatzka. Jak dodaje, niesforna niedźwiedzica mogła już całkiem zatracić swoją dzikość, dlatego ciągnie ją do miejskich osad. - Niezabezpieczone kubły na śmieci, łatwo dostępne resztki jedzenia, nieuwaga, lenistwo i czasami bezmyślność ludzka dają właśnie takie efekty - uważa biolog.
Gatzka stanowczo sprzeciwia się odstrzałowi. Szczególnie masowemu. - Odstrzał redukcyjny jako metoda prewencji w sytuacjach konfliktowych między dzikim zwierzęciem a człowiekiem, nie jest oparty na naukowej wiedzy. Nie jest też adekwatnym narzędziem, które zredukuje wyrządzone przez nie szkody - dodaje.
Władze gminy apelują do mieszkańców o zabezpieczenie odpadów komunalnych przed drapieżnikami. Każde spotkanie z niedźwiedziem, należy zgłaszać na numer alarmowy 112 lub do Urzędu Gminy.
Posłuchaj: