Broń dla Ukrainy trafi na Bliski Wschód? "Po prostu ją ukradną"
- Możliwe są wszystkie scenariusze. (...) Ale jest dość oczywiste, że ten poziom wojny, jaki jest teraz, jest nie do utrzymania - mówił w TOK FM o konflikcie na Bliskim Wschodzie Konstanty Gebert, współpracownik Kultury Liberalnej. Roman Imielski z "Gazety Wyborczej" zwracał z kolei uwagę na "szokujące" doniesienia "Washington Post".
- Prezydent USA Donald Trump rozważa wysłanie na Bliski Wschód dodatkowych 10 tysięcy żołnierzy, co może wskazywać na przygotowania do operacji lądowej w Iranie - podał dziennik "Wall Street Journal";
- Według mediów Pentagon chce również przekierować broń przeznaczoną dla Ukrainy na potrzeby wojny na Bliskim Wschodzie;
- Komentatorzy w TOK FM dyskutowali o sytuacji wokół konfliktu, w tym sprzecznych informacjach dotyczących negocjacji USA z Iranem.
Prezydent USA Donald Trump rozważa wysłanie na Bliski Wschód dodatkowych 10 tysięcy żołnierzy, co pozwoliłoby na rozszerzenie opcji militarnych wobec Iranu - przekazał dziennik "Wall Street Journal". Rozmieszczenie tych sił wskazywałoby na większe prawdopodobieństwo operacji lądowej na terytorium Iranu - zauważył z kolei "Washington Examiner".
Rzecznik Pentagonu nie odpowiedział na prośbę "WSJ" o komentarz. - Wszystkie komunikaty dotyczące rozmieszczenia wojsk będą pochodzić z Departamentu Wojny. Jak już powiedzieliśmy, prezydent Trump zawsze ma do dyspozycji wszelkie opcje militarne - oznajmiła w rozmowie z gazetą Anna Kelly, zastępczyni rzecznika prasowego Białego Domu.
Wcześniej, w czwartek, amerykański prezydent poinformował, że mimo "błędnych doniesień fałszywych mediów" Stany Zjednoczone prowadzą z Iranem rozmowy, które "idą bardzo dobrze". Tego dnia potwierdziły przekazanie Iranowi za pośrednictwem Pakistanu 15-punktowego planu zakończenia wojny. Iran oficjalnie nie odniósł się do tej propozycji. Szef irańskiej dyplomacji Abbas Aragczi oświadczył w środę, że jego państwo nie prowadzi negocjacji z USA. Według mediów władze w Teheranie przesłały jednak USA odpowiedź, chociaż odnoszą się sceptycznie do propozycji Waszyngtonu.
Trump negocjuje z "irańskim Trumpem"? "Możliwe są wszystkie scenariusze"
- Nie wiemy, czy tak głośno anonsowane przez Trumpa rozmowy z Irańczykami w ogóle się toczą. Strona irańska dementuje i mówi, że to tylko po to, żeby uspokoić rynki. Jako że są jeszcze tacy, którzy mu wierzą, to rynki się uspokajają - komentował w "Poranku TOK FM" Konstanty Gebert. Zdaniem współpracownika Kultury Liberalnej "Trumpowi w ogóle nie chodzi o to, co się dzieje z Teheranem, tylko o to, co się dzieje z (jego) elektoratem".
W jego ocenie jednak "jest całkiem możliwe, że z Trumpem rozmawia przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf, tyle tylko, że się boi swoich". - Po odstrzeleniu wszystkich innych jest chyba rzeczywiście najważniejszą osobą w Republice Islamskiej - powiedział Gebert. Dodał, że polityk ten jest "w pewnym sensie irańskim Trumpem, straszliwie skorumpowanym, populistycznym".
Gebert stwierdził też, "możliwe są wszystkie scenariusze" rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie, "ale tak naprawdę nie wiemy, czy ktoś w ogóle wie, co się dzieje z wyjątkiem bezpośrednio zainteresowanych". - Ale jest dość oczywiste, że ten poziom wojny, jaki jest teraz, jest nie do utrzymania. Zabraknie rakiet obu stronom. Albo dojdzie do inwazji lądowej, którą Trump wykluczał kategorycznie, a teraz daje do zrozumienia, że jakby zajął wyspę Chark, inne irańskie strategiczne punkty w Zatoce Perskiej, to mogłoby to doprowadzić do upadku reżimu. Iran mówi, że w przypadku eskalacji to Irańczycy zajmą południowe wybrzeże zatoki, czyli terytoria emirackie i Bahrajnu - wskazywał.
- Obie strony grożą sobie nawzajem wojną lądową, co więcej mają możliwości wojskowe, żeby taki atak przeprowadzić. Czy będzie on zwycięski, to zupełnie inna historia. Pewne jest jedynie to, że nic nie wiemy - przyznał także.
Według Romana Imielskiego "jest właściwie gorzej". - Są przecieki z okolic Białego Domu, że nie o wszystkich złych rzeczach mówią Trumpowi, którego wiedza generalnie o świecie, geopolityce i tak dalej, jest dosyć nikła i to wiadomo nie od dziś - powiedział dziennikarz "Gazety Wyborczej". Zastrzegł też, że jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że nie jest on informowany o wszystkich problemach związanych z wyczerpującymi się magazynami broni.
Broń dla Ukrainy trafi na Bliski Wschód? "Po prostu ją ukradną"
Imielski zwrócił także uwagę na - jak je określił - "szokujące" doniesienia "Washington Post" o tym, że Pentagon rozważa przekierowanie broni dla Ukrainy na Bliski Wschód. Gazeta, powołując się na trzy osoby zorientowane w sprawie, napisała, że wśród broni, która mogłaby zostać przekierowana z Ukrainy, są pociski przechwytujące, zamówione w ramach program PURL, czyli mechanizmu NATO umożliwiającego sojusznikom finansowanie zakupu dla Ukrainy broni i amunicji z amerykańskich składów.
Według dwóch przedstawicieli władz USA Pentagon powiadomił w poniedziałek Kongres, że zamierza przekierować około 750 mln dolarów przekazanych przez kraje NATO w ramach PURL na uzupełnienie zapasów armii amerykańskiej zamiast wysłania dodatkowej pomocy Ukrainie. Rzecznik Pentagonu zapewnił w oświadczeniu, że ministerstwo wojny "zadba o to, by siły USA oraz naszych sojuszników i partnerów miały to, czego potrzebują do walki i zwycięstwa". Odmówił jednak dalszych komentarzy.
- Po prostu ukradną tę broń, bo tak to trzeba powiedzieć. Mamy do czynienia z kompletnie irracjonalną sytuacją - skomentował dziennikarz "Gazety Wyborczej".
Od 28 lutego trwają naloty sił Izraela i USA na Iran. Teheran w odpowiedzi atakuje Izrael i kilka państw regionu Zatoki Perskiej, uderzając zarówno w położone tam bazy amerykańskie, jak i obiekty cywilne. Iran doprowadził do niemal całkowitej blokady cieśniny Ormuz, kluczowego szlaku eksportu ropy i gazu z regionu, co doprowadziło do gwałtownego wzrostu cen tych surowców na światowych rynkach.
Źródło: TOK FM, PAP