Trump grozi całkowitym wysadzeniem South Pars. "Absolutnie czerwona linia"
Donald Trump ostrzegł, że Stany Zjednoczone zniszczą całe strategiczne złoże gazu South Pars w Iranie, jeśli ten będzie prowadził kolejne ataki odwetowe na Katar. Według prof. Przemysława Osiewicza to może doprowadzić do "bardzo groźnej eskalacji". Jak ocenił w TOK FM politolog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, teraz to Iran rozdaje karty.
- Prezydent USA zagroził zniszczeniem złoża gazu South Pars, jeśli Iran kolejny raz zaatakuje katarskie obiekty LNG;
- Wcześniej Izrael, za zgodą USA, wystrzelił pociski na obiekty gazowe Iranu, ale Trump nie chce więcej uderzeń na obiekty energetyczne - podał dziennik "Wall Street Journal";
- "Zarówno dla Iranu, jak i dla arabskich państw Zatoki Perskiej, ataki na infrastrukturę krytyczną związaną z eksportem surowców to absolutnie czerwona linia" - powiedział w TOK FM prof. Przemysław Osiewicz.
Prezydent USA Donald Trump zapowiedział w środę na swoim portalu społecznościowym, że jeśli Iran jeszcze raz uderzy w katarskie obiekty LNG, to USA "wysadzą w powietrze całość złoża gazu South Pars z taką siłą i mocą, jakich Iran nigdy wcześniej nie widział".
Irański atak nastąpił po tym, jak Izrael wystrzelił pociski na obiekty gazowe Iranu. Według Trumpa "Stany Zjednoczone nie wiedziały nic o tym konkretnym ataku i Katar w żaden sposób ani w żadnej formie nie był w to zaangażowany, ani nie miał pojęcia, że do tego dojdzie".
Wcześniej tego dnia przedstawiciele władz amerykańskich, cytowani przez dziennik "Wall Street Journal", powiedzieli, że Trump wydał zgodę na środowy izraelski atak na South Pars, ale nie chce więcej uderzeń na obiekty energetyczne w Iranie. Trump wiedział zawczasu o planowanym izraelskim ataku i poparł uderzenie, chcąc w ten sposób wysłać sygnał Teheranowi w związku z blokowaniem przez Iran cieśniny Ormuz - czytamy. Prezydent uważa, że Iran odebrał ten sygnał i obecnie jest przeciwny atakom na irańską infrastrukturę energetyczną - przekazały źródła.
"Bardzo groźna eskalacja"
- Zarówno dla Iranu, jak i dla arabskich państw Zatoki Perskiej, ataki na infrastrukturę cywilną, ale zwłaszcza na infrastrukturę krytyczną związaną z eksportem surowców, to absolutnie czerwona linia - powiedział w TOK FM prof. Przemysław Osiewicz z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Po przekroczeniu której - kontynuował - "niektóre państwa w regionie będą chciały, tak jak przynajmniej deklarują, podjąć kroki odwetowe".
Zdaniem politologa "to bardzo groźna eskalacja". - Oświadczenie Arabii Saudyjskiej, że ona rezerwuje sobie prawo do odwetu, jest bardzo, bardzo niebezpieczne w kontekście rozlania się konfliktu na region do rozmiarów, które będą już trudne do opanowania - dodał.
Po irańskim ataku na strategiczny zakład LNG w Katarze, ceny ropy naftowej Brent w szczytowym momencie przekroczyły 111 dolarów za baryłkę.
W głównym irańskim zakładzie gazowym, położonym w Bandar Kangan nad Zatoką Perską, doszło w środę do pożaru w wyniku ataku. Irańska telewizja przekazała, że część zakładów została trafiona pociskami USA i Izraela. Izraelskie media donosiły, że atak na South Pars został przeprowadzony przez Izrael za zgodą USA. South Pars/North Dome to największe znane złoże gazu na świecie, dzielone przez Iran z Katarem. Dostarcza ono około 70 procent gazu ziemnego zużywanego przez Iran, który eksploatuje je od końca lat 90. XX wieku.
- Iran w tej chwili tak naprawdę paradoksalnie ustawił trochę sytuację, bo czerwoną linią była też blokada cieśniny Ormuz. To uderza przede wszystkim w interesy arabskich państw Zatoki i ta sytuacja nie może trwać w nieskończoność, więc jest bardzo duża presja na amerykańskiego prezydenta ze strony chociażby tych państw - mówił ekspert.
Cieśnina Ormuz to strategiczny szlak morski o kluczowym znaczeniu dla transportu ropy i gazu. Jej blokowanie przez Iran od początku wojny doprowadziło do istotnego ograniczenia dostaw surowców, a w konsekwencji do gwałtownego wzrostu cen paliw na świecie.
USA rozważają wysłanie kolejnych tysięcy żołnierzy na Bliski Wschód
Reuters podał w środę, powołując się na źródła, że administracja prezydenta USA rozważa wysłanie tysięcy dodatkowych żołnierzy na Bliski Wschód. Dzięki skierowaniu do regionu dodatkowych sił Trump, który zastanawia się nad rozszerzeniem operacji przeciwko Iranowi, miałby dodatkowe opcje działań.
Jednym z rozważanych wariantów jest zapewnienie bezpiecznej żeglugi tankowców przez cieśninę Ormuz. Według źródeł miałoby to być realizowane głównie za pomocą sił powietrznych i morskich. Lecz zabezpieczenie cieśniny może też oznaczać wysłanie amerykańskich żołnierzy na linię brzegową Iranu - powiedziały cztery źródła, w tym dwóch amerykańskich urzędników. Administracja omawia też możliwość wysłania sił lądowych na wyspę Chark, naftowy hub Iranu - przekazały źródła. Jeden z rozmówców przyznał, że taka operacja byłaby bardzo ryzykowna. Iran może ostrzeliwać wyspę rakietami i dronami.
Czwartek jest 20. dniem wojny na Bliskim Wschodzie. Rozpoczęła się ona nalotami Izraela i USA na Iran, który odpowiedział atakami na Izrael i państwa Bliskiego Wschodu, uderzając zarówno w położone tam amerykańskie bazy, jak i w obiekty cywilne.
Źródło: TOK FM, PAP