Irańskie piłkarki nazwane "zdrajczyniami". "Największe zagrożenie dotyczy ich rodzin"
Władze Australii przyznały azyl kilku irańskim piłkarkom po tym, jak nie śpiewały swojego hymnu przed odbywającym się tam meczem z Koreą Południową. W telewizji państwowej zostały nazwane "zdrajczyniami", irańskie władze twierdzą jednak, że mogą bezpiecznie wrócić. - Wiemy z przeszłości, że tacy sportowcy spotykali się z represjami - powiedziała w TOK FM iranistka, prof. Agata Skowron-Nalborczyk.
- Pięć zawodniczek irańskiej reprezentacji w piłce nożnej milczało podczas hymnu narodowego przed meczem z Koreą Południową w Australii, co spotkało się z ostrą krytyką w ich ojczyźnie;
- Premier Australii Anthony Albanese ogłosił, że zawodniczki otrzymały azyl, irańskie władze z kolei zapewniają o ich bezpieczeństwie w kraju;
- "Dopóki reżim się nie zmieni, to one nie będą mogły wrócić" - mówiła w TOK FM iranistka, prof. Agata Skowron-Nalborczyk.
Pięć zawodniczek irańskiej kobiecej reprezentacji w piłce nożnej milczało 2 marca podczas odgrywania hymnu narodowego przed meczem z Koreą Południową w Australii, w trakcie trwającego tam Pucharu Azji. Mecz odbył się w czwartym dniu amerykańsko-izraelskich nalotów na Iran. Po tym, jak piłkarki zostały nazwane w państwowej telewizji "zdrajczyniami" i tak ten gest oceniło wielu radykałów w Iranie, pojawiły się obawy o ich bezpieczeństwo. W niedzielę reprezentacja Iranu odpadła z turnieju, przegrawszy wszystkie trzy mecze.
Po ostatnim spotkaniu zawodniczki opuściły hotel, w którym zakwaterowana była reprezentacja. We wtorek australijski premier Anthony Albanese poinformował, że zostały im przyznane wizy pozwalające pozostać w kraju. - Australijczycy są poruszeni losem tych dzielnych kobiet. Tutaj są bezpieczne i powinny czuć się jak w domu. Kiedy stało się jasne, że kobiety te potrzebują pomocy, australijska policja federalna przewiozła je w bezpieczne miejsce, gdzie obecnie przebywają - powiedział Albanese.
Irańskie władze zapewniły we wtorek, że zawodniczki mogą bezpiecznie wrócić do kraju. - Iran przyjmuje swoje dzieci z otwartymi ramionami, a rząd gwarantuje im bezpieczeństwo. Nikt nie ma prawa ingerować w sprawy rodzinne narodu irańskiego i odgrywać roli niani, która jest milsza niż matka - powiedział pierwszy wiceprezydent Iranu Mohammad Reza Aref. Podobne zapewnienie złożyło także biuro prokuratora generalnego.
"Ten reżim nie cofa się przed niczym"
Jak oceniła w TOK FM iranistka prof. Agata Skowron-Nalborczyk, "dopóki reżim w Iranie się nie zmieni, to piłkarki nie będą mogły wrócić". - Wiemy z przeszłości, że irańscy sportowcy, którzy odmawiali śpiewania hymnu i salutowania, spotykali się potem z represjami w swoim kraju. Mamy przykłady wspaniałych sportowców, którzy trafili do więzienia i zakończyli w ten sposób karierę - mówiła.
Ekspertka przyznała, że sytuacja zawodniczek "na pewno jest trudna". Zauważyła jednocześnie, że teraz "największe zagrożenie dotyczy ich rodzin, które są w Iranie". - Ten reżim, kiedy nie może dopaść osoby, która jest winna, gnębi jego rodzinę. On nie cofa się przed niczym - powiedziała.
- Pozostałe zawodniczki były namawiane, żeby zostać w Australii, ale niektóre z nich mają dzieci w Iranie i bały się o swoje rodziny. One postanowiły wrócić - dodała Skowron-Nalborczyk.
Źródło: TOK FM, PAP