"Trump działa pełnym Putinem". Czy wojna na Bliskim Wschodzie to cios dla Kremla?
Co dla Rosji oznacza wojna na Bliskim Wschodzie? - Światopoglądowo na pewno Rosja zyskuje, bo nagle okazuje się, że Władimir Putin występuje w roli obrońcy ładu i porządku międzynarodowego, suwerenności krajów i piętnuje Stany Zjednoczone za agresję - tak o skutkach wojny na Bliskim Wschodzie mówił w TOK FM Jarosław Kociszewski z Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints.
- Zdaniem Jarosława Kociszewskiego na Bliskim Wschodzie "Trump działa pełnym Putinem";
- Ekspert ocenił, że "z pewnością z perspektywy wojskowej nie jest to dla Ukrainy korzystne choćby, dlatego że liczba pocisków Patriot na świecie jest skończona".
Karolina Lewicka pytała w "Poranku TOK FM" Jarosława Kociszewskiego, czy Donald Trump - rozpoczynając wojnę z Iranem, pozbawia Rosję sojuszników oraz pokazuje jej bezradność i słabość.
- Ani jedno, ani drugie. To jest narracja Aleksandra Dugina i ideologów rosyjskich, którzy mówią: "Tak, tutaj Amerykanie celowo wyjmują nam sojuszników". Ale to by zakładało, że po pierwsze: Trump ma wielką strategię. Po drugie, że w tej strategii Rosja jest bardzo istotna i na tyle silna, by się nią tutaj zajmować. Poza tym ona nie ma wielkich wpływów na Bliskim Wschodzie - mówił redaktor naczelny magazynu new.org.pl i ekspert Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints.
Zastrzegł w tym kontekście, że choć Rosja kupowała od Iranu technologie i "pewnie będzie w stanie dalej ją kupować", to nie ma jednak mowy o sojuszu irańsko-rosyjskim. - Zresztą sami Irańczycy bardzo wyraźni podkreślali, że z ich punktu widzenia to była transakcja. Troszkę szkoda, że Zachód nie pomyślał, jak stawkę przebić i może wyjąć Iran z tej układanki. Niekoniecznie idąc z nim na wojnę, ale mleko się już rozlało - dodał ekspert.
"Trump działa pełnym Putinem"
- A Rosja ma jakiś zyski z tego, co się wydarzyło w ostatnich dniach? - dopytywała dziennikarka TOK FM.
- Światopoglądowo na pewno Rosja na tym zyskuje, bo nagle okazuje się, że Władimir Putin występuje w roli obrońcy ładu i porządku międzynarodowego, suwerenności krajów i piętnuje Stany Zjednoczone za agresję. Z kolei Trump ma swoją wojnę, której nie nazywa wojną i nagle się okazuje, że działa pełnym Putinem - odpowiedział Jarosław Kociszewski, przypominając, że dla Kremla wojna w Ukrainie jest "operacją specjalną".
Gość TOK FM dodał, że już przed wybuchem nowej wojny na Bliskim Wschodzie Stany Zjednoczone odwróciły uwagę od Ukrainy.
- Z pewnością z perspektywy wojskowej nie jest to dla Ukrainy korzystne choćby dlatego, że liczba pocisków Patriot na świecie jest skończona. Nawet jeżeli są produkowane, to to trwa. A że liczba rakiet wystrzeliwanych na Bliskim Wschodzie jest gigantyczna, to zakładam, że trudniej może być Ukrainie - za europejskie pieniądze - kupić amerykańską broń; przynajmniej przez czas jakiś - podkreślił.
Wskazał też, że NATO ma skończone zasoby wywiadowcze, a przecież musi przyglądać się teraz bardzo uważnie temu, co dzieje się na Bliskim Wschodzie. - Zwłaszcza, że przykłady ataków na NATO czy cele potencjale NATO-wskie już są. I tak np. do ataku na NATO odwołała się Turcja, została też zaatakowana brytyjska baza na Cyprze. Poza tym to na tyle blisko Europy i granic państw NATO-wskich, że po prostu trzeba w tamtym kierunku patrzeć - argumentował.
A ceny ropy? Zdaniem gościa TOK FM, Rosja najmniej na tym zyska. - Głównie dlatego, że jednak została obłożona sankcjami. Chińczycy kupują rosyjską ropę, ale po cenach niekoniecznie rynkowych i ich oni swoje i tak muszą na tym zarobić - ocenił ekspert na koniec.
Źródło: TOK FM, PAP