Ministerialny bat na sędziów jednak nie sięga każdego. Wyrok, który pokazał, że Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów nie jest wszechmocny

Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów i jego zastępcy nie mają prawa wszczynać postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów z rejonu i okręgu. To ważne orzeczenie, które może wpłynąć na zawodowe losy wielu sędziów.

Mowa o rozstrzygnięciu sądu dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu. Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Przemysław Radzik postawił sędzi Olimpii Barańskiej-Małuszek dwa zarzuty związane z rzekomym pomówieniem ministra sprawiedliwości i jednego z prokuratorów. Poszło o słowa, które sędzia zamieściła na Twitterze - o ministrze sprawiedliwości napisała m.in., że jest "odpowiedzialny za stworzenie systemu korumpującego w sądach i prokuraturze, uzależniającego wymiar sprawiedliwości od woli politycznej". Rzecznik dyscyplinarny wnioskował o zawieszenie sędzi w czynnościach, a także o obniżenie jej wynagrodzenia. Dzisiejsze rozstrzygnięcie oznacza jednak, że sprawa zostaje umorzona. Ale bardzo ciekawe jest uzasadnienie tego orzeczenia. 

W decyzji wskazano, że przepisy mówią jasno, że Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych (Piotr Schab) oraz Zastępcy Rzecznika (Michał Lasota i właśnie Przemysław Radzik) - wszyscy powołani przez ministra sprawiedliwości - są oskarżycielami przed sądem dyscyplinarnym, ale w sprawach sędziów sądów apelacyjnych oraz prezesów i wiceprezesów sądów apelacyjnych i okręgowych. Natomiast w sprawach sędziów sądów rejonowych i okręgowych oskarżycielem jest zastępca rzecznika dyscyplinarnego działający przy danym sądzie okręgowym lub apelacyjnym. Czyli mówiąc wprost: rzecznik Przemysław Radzik zdecydowanie wyszedł przed szereg, nie mając do tego uprawnień. To ważne rozstrzygnięcie, bo takich wszczętych przez "ministerialnych rzeczników" postępowań jest więcej - choćby przeciwko sędziemu Pawłowi Juszczyszynowi z Olsztyna.

Z uzasadnienia decyzji wrocławskiego sądu wynika m.in., że "zgodnie z zasadą skargowości sąd nie może rozpoznawać skargi pochodzącej od osoby nieuprawnionej" (w tym przypadku od Przemysława Radzika - przyp. red.).

Instytucja Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych została wprowadzona dopiero w 2018 roku w toku kolejnych nowelizacji Ustawy o Sądzie Najwyższym, która z kolei zmieniła Ustawę o ustroju sądów powszechnych. 

"Iustitia" przygotowuje kolejny raport o represjach wobec sędziów

Informacja o postępowaniach dyscyplinarnych wobec sędziów znajdzie się w przygotowywanej przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia" drugiej wersji raportu o represjonowanych sędziach. Jak ustaliło TOK FM, raport ma liczyć około 170 stron, czyli prawie trzy razy więcej, niż pierwsza, lipcowa wersja.

- Pierwszy raport zawierał opis sytuacji dwudziestu kilku sędziów. W kolejnym raporcie, nad którym prace kończymy, liczba ta wzrosła o połowę. Opiszemy w nim sytuacje sędziów, którzy poddawani są różnego rodzaju represjom. Chodzi w szczególności o te osoby, które doświadczają represji w związku z wydawanymi przez nich orzeczeniami - mówi rzecznik "Iustitii", sędzia Bartłomiej Przymusiński.

W jego ocenie, działania rzeczników dyscyplinarnych "skupiają się przede wszystkim na tych sędziach, którzy stosują orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu, a więc badają, w jaki sposób zostali powołani sędziowie przez upolitycznioną Krajową Radę Sądownictwa".

- Represje stosowane wobec sędziów tak naprawdę zagrażają wszystkim Polakom. Mogą bowiem doprowadzić do wyeliminowania wyroków polskich sądów z systemu europejskiego, a więc do sytuacji, w której nasze wyroki nie będą uznawane za granicą - tłumaczy sędzia Przymusiński.

Postępowania za marsz w todze?

Pytanie, czy kolejne wnioski rzeczników dyscyplinarnych będą dotyczyć Marszu Tysiąca Tóg. Pojawiają się głosy, że będą oni chcieli wszczynać postępowania dyscyplinarne wobec tych prawników, którzy na marszu pojawili się w togach. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł w jednym z wywiadów, już po marszu, stwierdził, że zostały złamane trzy przepisy, w tym Prawo o ustroju sądów powszechnych i Kodeks wykroczeń. Minister wskazał, że togi, w których na marszu wystąpili sędziowie, są własnością sądu, a przepis mówi, że za "samowolne używanie cudzej rzeczy można zostać ukaranym grzywną lub naganą".

Sędzia Bartłomiej Przymusiński mówi, że w marszu szły tysiące osób - sędziowie, prokuratorzy, radcowie prawni, adwokaci. - Jeżeli rzecznicy będą chcieli ustalić wszystkich, którzy brali w tym udział i przeprowadzić wobec nich postępowania dyscyplinarne, wystawią się na śmieszność - mówi Przymusiński. Podkreśla, że marsz miał na celu obronę niezawisłości. - Nie poszliśmy w tych togach na przedstawienie czy nie jechaliśmy w nich tramwajem. Broniliśmy w nich takiej wartości, jaką jest niezawisłość sędziów - mówi rzecznik "Iustitii".

Sędzia Olimpia Barańska-Małuszek też była na Marszu Tysiąca Tóg - miała na sobie togę. Gdy pytamy, czy nie ma obaw, że może mieć za to kolejne postępowanie dyscyplinarne, odpowiada, że sędzia nie może się bać. - Nikt z nas nie miał wątpliwości, że jako sędziowie mamy prawo wziąć udział w tym marszu. To, że mieliśmy na sobie togi, uzasadnione było tym, że byliśmy tam służbowo, w obronie wymiaru sprawiedliwości, praworządności i trójpodziału władzy - dodaje sędzia.

Rzecznicy dyscyplinarni na razie w tej sprawie milczą, choć jeden z nich Przemysław Radzik w dniu marszu napisał na Twitterze:

DOSTĘP PREMIUM