"I prezes SN celowo nie przekazuje akt". Prawnicy twierdzą, że Manowska łamie prawo ws. sędziego Żurka

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska nie wydaje sędziom akt w sprawie sędziego Waldemara Żurka. Chodzi o dokumenty, które wróciły z Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej po wyroku w sprawie tzw. neo-sędziów. TSUE uznał, że jeśli sędziego powołano z rażącym naruszeniem prawa, jego orzeczenie należy uznać za niebyłe. - Pierwsza prezes celowo nie przekazuje akt - mówią prawnicy.
Zobacz wideo

Chodzi o sprawę sędziego Waldemara Żurka. Prawnik został przeniesiony do innego wydziału sądu, co uznał za degradację i próbował się odwoływać. Jego stanowisko odrzucił jednoosobowo sędzia Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, Aleksander Stępkowski. Tyle, że pojawiła się wątpliwość, czy miał do tego prawo. W efekcie skierowano pytanie prejudycjalne do TSUE, a ten rozstrzygnął, że jeśli sędzia jest wadliwie powołany (czyli przez upolitycznioną KRS - przyp. red.), to jego orzeczenie należy uznać za niebyłe.

Wyrok TSUE powinien trafić do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, która zadała pytanie prejudycjalne i która powinna wydać wyrok w sprawie neo-sędziów. Wyrok, który mógłby podważyć ich status, a zalicza się do nich również I Prezes SN, Małgorzata Manowska.

"Przetrzymywanie akt to łamanie prawa"

Zdaniem mecenasa Michała Wawrykiewicza, adwokata, współautora, razem z Inicjatywą Wolne Sądy, podcastu "Na prawo patrz" na tokfm.pl, to właśnie dlatego Manowska nie przekazuje akt sprawy. - W tej sprawie chodzi o to, aby Izba Cywilna w składzie siedmiu sędziów mogła orzec o statusie wszystkich neo-sędziów, powołanych do SN. Dlatego pani Małgorzata Manowska przetrzymuje te akta, pod pozorem przekazania ich do Biura Analiz Sądu Najwyższego - mówi Wawrykiewicz.

Zdaniem sędziego Waldemara Żurka, przekazanie ich do analizy nie ma sensu. - Pani Manowska chce uzyskać opinię Biura Studiów i Analiz, a wiemy, że takie opinie uzyskuje się tylko wtedy, gdy jest rozbieżność w orzecznictwie Sądu Najwyższego. Tu tego nie ma - mówi Żurek.

Dodaje, że przetrzymywanie akt to łamanie prawa. - Działanie, które uniemożliwia wydanie wyroku jest niedopełnieniem obowiązków. A wiemy, że art. 231 Kodeksu karnego mówi wyraźnie, że jest to w Polsce cały czas przestępstwo - dodaje sędzia Żurek.

"Nie dają gwarancji niezależnego sądu"

Prawnicy wskazują, że jest to walka o to, kto jest sędzia legalnym a kto nie. - Trzeba być legalnie powołanym sędzią Sądu Najwyższego i legalnym I Prezesem SN, a niestety - sytuacja jest nieco inna - mówi sędzia Piotr Gąciarek z "Iustitii". Szefowa Amnesty International Anna Błaszczak-Banasiak dodaje, że sędziowie muszą stać na straży prawa, w tym praw człowieka. - A tzw. neo-sędziowie nie pełnią tej roli. Sędzia przychylny władzy nie daje gwarancji do niezależnego sądu - mówi prawniczka.

- Każdy obywatel musi mieć świadomość, że może kiedyś trafić do sądu. I że za stołem sędziowskim nie będą zasiadali sędziowie tylko polityczni nominaci. Osoby zastraszone albo takie, które chcą wykonywać jakieś polityczne rozkazy - mówi Waldemar Żurek.

Mecenas Wawrykiewicz dodaje, że zachowanie Manowskiej jest sytuacją "absolutnie precedensową". - Mamy do czynienia z ogromną zuchwałością, z jaką nigdy nie spotykaliśmy się w ciągu ostaynich 30 lat. To sytuacja niewyobrażalna dla standardów demokratycznego państwa prawnego - dodaje adwokat.

Zdaniem Komitetu Obrony Sprawiedliwości - w skład którego wchodzą wszystkie najważniejsze organizacje walczące o praworządność i prawa człowieka - chodzi o to, by "przejąć" Sąd Najwyzszy. - Sąd Najwyższy ma być niczym innym jak komitetem partyjnym, który jest po prostu przedłużeniem władzy, który realizuje wolę polityczną i życzenia rządzących - nie ma wątpliwości mecenas Sylwia Gregorczyk-Abram z Wolnych Sądów.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM