Trybunał Przyłębskiej wstrzymał ocenę unijnego prawa. "Zobaczy uzasadnienie wyroku TSUE i wtedy ukształtuje wypowiedź"

TSUE oddalił skargę Polski dotyczącą mechanizmu warunkowości, ale sprawę ma jeszcze badać polski TK. - To będzie wypowiedź, a nie wyrok. Bez znaczenia dla instytucji unijnych, bo decyzje dotyczące wydatkowania pieniędzy z unijnego budżetu podejmowane są w Brukseli, a nie w siedzibie TK - ocenił w TOK FM prof. Robert Grzeszczak z Katedry Prawa Europejskiego na Uniwersytecie Warszawskim.
Zobacz wideo

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej oddalił wniesione przez Węgry i Polskę skargi dotyczące mechanizmu warunkowości, który uzależnia korzystanie z finansowania z budżetu Unii od poszanowania przez państwa członkowskie zasad państwa prawnego. Na ostateczne orzeczenie TSUE nie czekał Zbigniew Ziobro. Minister sprawiedliwości, lider Solidarnej Polski w grudniu skierował do TK Julii Przyłębskiej wniosek "o stwierdzenie niezgodności z polską konstytucją europejskiego rozporządzenia ws. mechanizmu wiążącego dostęp do środków unijnych z kwestią praworządności". Po wyroku TSUE rozprawę, która rozpoczynała się w środę, jednak odroczono.

- Jesteśmy w oparach absurdu. To jest po prostu gra polityczna - komentował w TOK FM prof. Robert Grzeszczak z Katedry Prawa Europejskiego na WPiA UW i dodawał, że Trybunał Konstytucyjny, pomijając już jego wadliwy skład, nie ma w ogóle uprawnień do wydawania wyroków w tej kwestii. - Są pewne kategorie aktów, które mogą podlegać ocenie, czy są zgodne z Konstytucją, ale nie są nimi źródła prawa Unii Europejskiej. To są dwa odrębne systemy - wskazywał. - To jak porównywać mrówkę do sosny. Da się, jeśli się chce, ale co z tego wynika? - nic. I tak właśnie jest z tym, co się dzieje przed Trybunałem Konstytucyjnym - ocenił prof. Grzeszczak.

Zdaniem gościa TOK FM mówimy tu "o zwykłej pianie politycznej". - To kolejny absurdalny wniosek Ministerstwa Sprawiedliwości po to, aby mieć po prostu podkładkę na użytek polityki wewnętrznej dla tych, którzy w to uwierzą, a więc części wyborców, że działania Unii są nielegalne, bo niezgodne z Konstytucją - powiedział prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego.

W opinii prof. Grzeszczaka rząd chce więc w ten sposób legitymizować przed częścią społeczeństwa przyszłe działania. - Spodziewam się, że rząd, za pomocą Trybunału, będzie dokonywać oceny i wybiórczo stosować orzecznictwo Trybunału w Luksemburgu - przewidywał. 

Czy wypowiedź Trybunału Julii Przyłębskiej będzie miała znaczenie dla polskich sądów?

Prof. Grzeszczak zastanawiał się też, dlaczego TK odroczył środową rozprawę. Rząd - jego zdaniem - chce mieć ten argument cały czas w rękawie i nim straszyć. - Domyślam się, że może chodzić o to, że Trybunał woli gonić króliczka, a nie złapać. Czyli mieć ten argument, że zaraz uzna cały Plan Odbudowy za niekonstytucyjny, a w związku z tym niewiążący - wskazał.

Dodał, że prawdopodobnie prezes Julia Przyłębska czeka także na uzasadnienie wyroku TSUE. - Chce zobaczyć, co tam się znajdzie i wtedy odpowiednio ukształtować wypowiedź TK - mówił prof. Grzeszczak. Stanowczo podkreślił, że "to będzie wypowiedź, a nie wyrok". - On nie będzie miał żadnego znaczenia dla instytucji unijnych, bo decyzje dotyczące wydatkowanie pieniędzy z unijnego budżetu podejmowane są w Brukseli, a nie na ulicy Szucha, w siedzibie Trybunału. Ale będzie miał znaczenie tak długo, jak jest ten rząd, dla aparatu państwowego - ocenił prawnik.

Pytany, czy wyrok TK kwestionujący zgodność mechanizmu praworządności z polską konstytucją będzie miał miał znaczenie dla polskich sądów, odpowiedział, że to "zależy od sądu" i jego odwagi. - Patrząc z punktu widzenia prawnika, legalistycznie to nie jest wyrok, bo nie ten organ, nie ta kompetencja. W związku z czym sądy polskie nie będą w ogóle związane tą wypowiedzią. Ale w praktyce sądy będą się obawiały. Bo mamy cały wachlarz, zakwestionowanych już z punktu widzenia prawa europejskiego, sankcji. Są to środki dyscyplinujące, które mają mrozić i mrożą sędziów - podkreślił.

- Praktyka pokaże. Ale to znowu oczekiwanie, że sędziowie będą wojownikami, którzy w imię wartości poświęcą np. spokój życia domowego, bo mogą być np. przeniesieni albo zostać bez pensji i bez funkcji - podsumował prof. Grzeszczak.  

DOSTĘP PREMIUM