advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Izrael zdecydował się na "strzyżenie trawnika" w Strefie Gazy. "Ogromny potencjał eskalacji"

3 min. czytania
10.05.2023 17:56
Coraz goręcej w Strefie Gazy. W środę ponad 60 rakiet zostało wystrzelonych w kierunku Izraela. - Jest ogromny potencjał eskalacji. Jeżeli włączy się w to Hamas albo organizacje poza Palestyną dostaną jeszcze większe wsparcie irańskie, może to się zakończyć np. operacją lądową - mówił w TOK FM Jarosław Kociszewski z Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints i portalu Nowa Europa Wschodnia.
|
|
fot. Adel Hana / AP Photo

W środę izraelski system obrony powietrznej Żelazna Kopuła przechwycił kolejne rakiety, wystrzelone ze Strefy Gazy w stronę Izraela, w tym w leżący 60 km od granicy Tel Awiw - podał portal dziennika 'Haarec'. To odpowiedź na przeprowadzane od wtorkowego poranka przez izraelskie wojska ataki na Strefę Gazy w ramach operacji 'Tarcza i Strzała'. We wtorek o świcie w operacji armii Izraela zginęło 15 osób, w tym trzech wysokich rangą dowódców Islamskiego Dżihadu.

- W tej sytuacji było wiadomo, że odwet musi nastąpić. On nie nastąpił od razu, bo Dżihad jest stosunkowo niewielką organizacją i wyglądało na to, że jej liderzy starają się stworzyć koalicję. Czyli zaatakować Izrael z innymi frakcjami działającymi w Strefie Gazy - mówił w 'Popołudniu Radia TOK FM' Jarosław Kociszewski z Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints i portalu Nowa Europa Wschodnia.

"Może to się zakończyć np. operacją lądową"

Rozmówca Pawła Sulika wskazał, że pytaniem wciąż jest skala zaangażowania Hamasu. - Jeżeli oni się zaangażują to są dalsze możliwości eskalacji - podkreślił. Jak mówił, kluczowe też jest, czy włączą się Palestyńczycy np. z Libanu albo z Syrii oraz Irańczycy. - To jest bardzo niebezpieczna sytuacja - alarmował ekspert.

Kociszewski nadmienił, że sami Izraelczycy wiedzieli, na co się decydują, gdy 'odpalali' tę operację. Dlaczego? - Tutaj to się brutalnie nazywa 'strzyżeniem trawnika'. Chodzi o to, żeby militarnie osłabić i zniwelować potencjał palestyńskich organizacji w Strefie Gazy na kolejnych kilka lat - tłumaczył Kociszewski.

Według eksperta Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints, na razie sytuacja nie jest jednak nieodwracalna, ale kluczowe będą najbliższe godziny. - Bo jeżeli Hamas nie przystąpił do tej walki, to sam Dżihad z mniejszymi frakcjami nie jest w stanie bardzo długo, intensywnie ostrzeliwać Izraela - wskazał. I podkreślił, że po stronie izraelskiej nie ma ofiar. - To z kolei pozwala Izraelczykom nie eskalować dalej. Oczywiście, będą odpowiadali i zawsze w przypadku nieformalnego zawieszenia broni jest pytanie, kto odpali ostatnią rakietę. W związku z tym nie jest łatwo tę eskalację zakończyć - ocenił Kociszewski.   

Więc - w jego opinii - "w dobrym scenariuszu" może się to rozejść po kościach. - Natomiast jest ogromny potencjał eskalacji. Jeżeli Hamas się w to włączy albo organizacje poza Palestyną dostaną jeszcze większe wsparcie irańskie, może to się zakończyć np. operacją lądową - podkreślił.

"Izraelczycy nie oglądają się na nikogo"

Istnieje wiele teorii związanych z tym, dlaczego Izrael zdecydował się akurat teraz zaatakować Strefę Gazy. Paweł Sulik poddał je weryfikacji eksperta. - Czy uderzenie Izraela na Strefę Gazy jest związane z dostrzeganą od kilku tygodni zmianą architektury bezpieczeństwa w tej części świata? W tym, w jaki sposób Iran próbuje się dogadywać z krajami z jakimi do tej pory się nie dogadywał? - pytał dziennikarz TOK FM.

Kociszewski jednak zaprzeczył. - Ja bym tak wprost tego nie wiązał. Izraelczycy nie oglądają się na nikogo i na nic, oceniając kwestię własnego bezpieczeństwa. Jeżeli uznali, że nadszedł czas owego 'strzyżenia trawnika' w Strefie Gazy, nie powstrzymają ich przed tym ani Saudyjczycy, ani Amerykanie, ani nikt inny - podkreślił. 

Inna narracja mówi o tym, że ma to odwrócić uwagę społeczeństwa od problemów wewnętrznych Izraela, takich jak chociażby gigantyczne protesty przeciwko reformie sądownictwa. Eksperta ten scenariusz nie przekonuje. - Operacje, takie jak ta, są co jakiś czas przez Izrael powtarzane. Izraelczycy są do nich zawsze przygotowani. Gdyby była to rzeczywiście zasłona dymna, która ma na celu odwrócić uwagę od problemów z demokracją w Izraelu, to przecież opozycja natychmiast by ten temat podjęła. To się nie dzieje, bo w Izraelu jest duże zaufanie do służby bezpieczeństwa i do profesjonalizmu armii - argumentował Kociszewski.