"Jest źle" i "już nic nie wróci do poprzedniego stanu". Ekspert o ataku na Izrael i roli "muzułmańskiej ulicy"
W sobotę nad ranem Hamas zaskoczył Izrael zmasowanym atakiem z powietrza i ziemi. Ze Strefy Gazy wystrzelono według izraelskich źródeł około 3,5 tys. rakiet. Kilkudziesięciu bojowników Hamasu przedarło się z objętej blokadą Strefy Gazy do pobliskich miejscowości izraelskich, porywając kilkudziesięciu obywateli Izraela. Według portalu Times of Israel, liczba ofiar śmiertelnych przekroczyła 600. Izraelskie siły stale znajdują kolejne ciała w regionie przy granicy ze Strefą Gazy, w związku z czym bilans ofiar gwałtownie rośnie.
- Patrzę z dużym pokojem, jeśli nie przerażeniem na sytuację, która ma teraz miejsce w Izraelu (…) Niepokojące jest to, że w Iranie, Turcji, Jemenie doszło do propalestyńskich demonstracji. Teraz pytanie, jak będzie się zachowywała "muzułmańska ulica". Mówi się o tym, że były takie propalestyńskie wystąpienia również w zachodniej Europie. Że w większym zakresie chronione są tam synagogi – wymieniał w TOK FM prof. Marcin Szydzisz z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Rozmówca Przemysława Iwańczyka przyznał, że sytuacja na Bliskim Wschodzie jest dynamiczna i trudno przewidzieć, jak się rozwinie. Wiele zależy od tego, jak zareaguje "ulica" w regionie, a więc czy odpowie na apel Hamasu. Ten bowiem kreuje się na "obrońcę świętych miejsc islamu" i wzywa jego wyznawców: "Przyłączcie się do nas, bo toczymy świętą wojnę".
W ocenie eksperta pozytywne jest to, że na razie Egipt, Arabia Saudyjska i Jordania chcą deeskalacji konfliktu, co pokazuje, że w regionie nie ma systemowego poparcia dla działań Palestyńczyków. Jednak Teheran wsparł Hamas i pogratulował mu 'spektakularnych sukcesów', a Hezbollah, który kontroluje południowy Liban, zaatakował Izrael. - Ma dużo broni i możliwości, żeby zaszkodzić Izraelowi. Jeśli do tej wojny się przyłączy, to sytuacja będzie coraz gorsza – podkreślił.
Ekspert wskazał również na niepokojące wieści z Afganistanu. Tamtejsi talibowie już zwrócili się do władz Iranu, Iraku i Jordanii o udostępnienie im korytarza pozwalającego na przejazd do Izraela. Chcą włączyć się do walk i "podbić Jerozolimę".
Z kolei premier Izraela ogłosił, że jego kraj jest w stanie wojny, a jego odpowiedź na atak Hamasu będzie zdecydowana i długoterminowa. - W dodatku minister obrony Izraela powiedział, że już nic nie wróci do poprzedniego stanu. Czyli do tlącego się konfliktu między jego krajem a Hamasem. Teraz jest źle i należy się spodziewać dłuższego konfliktu – stwierdził gość TOK FM.
Dlaczego Hamas uderzył w Izrael? Na co liczy? Ekspert wskazuje dwa elementy