Operacja na żywym kraju. Jak ukraść wybory w państwie w środku Europy? [TECHSTORIE]
4 maja odbędą się powtórzone wybory prezydenckie w Rumunii. Powtórzone, bo pod koniec ubiegłego roku doszło do bezprecedensowego wydarzenia: po pierwszej turze Sąd Konstytucyjny zdecydował o unieważnieniu głosowania i ogłoszeniu ponownych wyborów. Ale zanim doszło do grania wyborami w Rumunii, to eksperyment za eksperymentem, niczym w szalonym laboratorium, urządzono w niewielkim państwie bezpośrednio sąsiadującym i z Rumunią, i Ukrainą, które nie należy ani do NATO, ani do Unii Europejskiej. O obu krajach i mieszaniu przy wyborach opowiada najnowszy odcinek podcastu "Techstorie" - jest to pierwsza część minicyklu o kampaniach wpływu. Posłuchaj:
Mołdawia - najbiedniejsze państwo Europy
Mołdawia to najbiedniejsze państwo Europy. W przeszłości była częścią Związku Sowieckiego i sentyment do tych czasów wciąż jest silny. To jednocześnie jedno z najszybciej wyludniających się państw na świecie - gdy odzyskali niepodległość w 1991 roku, mieszkało tam nieco ponad 4 mln osób, a rok temu zaledwie 2,5 mln. Kto może, wyjeżdża za granicę.
To, że Mołdawia nie jest tak rozwinięta ekonomicznie, jak inne państwa Europy, oczywiście widać. By to zauważyć, trzeba zajrzeć głębiej niż za przytulne kawiarnie w centrum Kiszyniowa. Wystarczy skręcić za róg odrestaurowanych ulic, by zobaczyć obraz podobny do zaniedbanych polskich miasteczek… właśnie jak z 1991 roku.
Kiedy przyjechałyśmy do Mołdawii na przełomie marca i kwietnia, akurat był dzień targowy. Starsi ludzie z naprędce zbudowanymi straganikami, wprost z ziemi sprzedawali, co tylko mieli: trzy pary butów, kieliszki, misia dla dziecka. I całe centrum stolicy było zasłane takimi zdesperowanymi ludźmi szukającymi możliwości dorobienia do emerytury czy zasiłku.
TikToku, coś ty narobił?! Rumunia wstrząśnięta, Europa w szoku
Mołdawia chce do UE
Ale też to mocno zubożałe państwo ma ambicje wejścia do UE. I już abstrahując od tego, czy i kiedy będzie w stanie wypełnić unijne ekonomiczne wymogi akcesyjne, to rozpętała się w nim bardzo ostra, polaryzująca debata - czy Unia to szansa, czy zagrożenie. A w centrum tej dyskusji znalazły się wybory.
Najpierw w październiku 2024 roku Mołdawia głosowała w referendum, czy chce wstąpić do Unii Europejskiej, a chwilę później odbywały się wybory prezydenckie, które ostatecznie wygrała poprzednia prezydentka Maia Sandu.
Do Polski nie docierało zbyt wiele doniesień o tym, że z wyborami mołdawskimi coś jest nie tak. Tymczasem w obu elekcjach opcja prozachodnia i proeuropejska zwyciężyła, ale ledwo-ledwo, a w tle trwała bardzo agresywna walka. Tyle że w przeciwieństwie do Rumunii, tu dokładniej wiemy, co się wydarzyło.
Syntetyczne kampanie wyborcze: walka na dezinformację, AI i deepfake na całym świecie [TECHSTORIE]
Zmasowana dezinformacja made in Russia
A wydarzyła się zmasowana rosyjska dezinformacja i niezwykle rozbudowane, prowadzone latami kampanie wpływu. I czego tam nie było: 100 młodych mężczyzn zostało zatrzymanych po tym, gdy okazało się, że byli szkoleni w Moskwie, w Bośni i Serbii, by wywoływać "masowy niepokój".
Ale swoją rolę odegrało też dwóch oligarchów, Ilan Szor i Wiaczesław Platon, którzy za pomocą sieci fałszywych stron informacyjnych rozprzestrzeniających fake newsy przez fanpage na Facebooku, siali narracje antyunijne, strasząc osobami LGBT+ i tym, że jeśli Mołdawianie zagłosują za wejściem do Unii, to dzieci nie będą już mogły mówić o rodzicach per "mama" i "tata".
Kim jest Ilan Szor?
Przeciekawą postacią jest właśnie oligarcha Ilan Szor, jeden z największych agentów wpływu i najczarniejszych bohaterów tej historii. Ojciec Szora był właścicielem marek odzieżowych, kosmetycznych, kilku drogerii. Nie można mówić, że było to imperium, ale Ilan, który urodził się pod koniec lat 80. czyli u zmierzchu ZSRR, miał bardzo dobry start w życie. Jego ojciec umarł, gdy chłopak osiągnął pełnoletniość. Gdy Ilan miał 24 lata, ożenił się z popularną w Rosji piosenkarką Jasmin, czyli Sarą Manachimową. To był 'ślub roku', wzięli w nim udział byli prezydenci państwa i parlamentarzyści od prawa do lewa. A potem było już tylko 'lepiej'.
W 2014 r. Szor ukradł miliard dolarów z trzech mołdawskich banków. To było 12 proc. PKB państwa. Zrobił to przez bardzo skomplikowany system kredytów, spółek i transferów, wyprowadzając pieniądze z kraju. Mało tego - ze względu na zmiany w prawie w 2016 r. ten skradziony miliard został przekształcony w… dług publiczny. Czyli obywatele Mołdawii będą musieli go spłacać. Ma im to zająć jeszcze 16 lat.
Tajemnicze metale ziem rzadkich. To państwo jest absolutną potęgą
Czy tak zuchwała kradzież wyeliminowała Szora z życia publicznego? Otóż nie! Oligarcha wszedł do polityki dużej i małej. Stanął na czele partii Szor, został też wybrany na burmistrza miasteczka Orhei. Jak pisze analityk OSW Kamil Całus w książce "Mołdawia. Państwo niekonieczne", ludzie na niego głosowali mimo tego, że wiedza o tej kradzieży była powszechna. Po prostu uważali, że skoro tyle ukradł, to może teraz podzieli się z narodem…
W międzyczasie za tę kradzież został skazany na 15 lat więzienia. Nie przeszkodziło mu to w prowadzeniu kariery politycznej. Kiedy w 2019 r. do władzy doszła opcja proeuropejska, Szor uciekł z Mołdawii do Izraela (gdzie się urodził) i stamtąd zarządzał swoją partią. A konkretnie: coraz częstszymi protestami antyrządowymi. A także swoim imperium medialnym, do którego należało kilka stacji telewizyjnych.
To właśnie tą drogą rosyjska propaganda, sączona za pomocą programów rozrywkowych, mogła tak łatwo trafiać do Mołdawian. Mołdawia zamknęła je dopiero 3 lata temu, powołując się na "ochronę bezpieczeństwa informacyjnego państwa w warunkach wojny informacyjnej prowadzonej przez Federację Rosyjską".
Mołdawia w ogniu walki wewnętrznej
Mołdawia pod rządami Mai Sandu obierała coraz bardziej prozachodni kurs, to zaś oznaczało pogorszenie sytuacji dla oligarchów. Którzy za wszelką cenę starali się zatrzymać Mołdawię przy "starym systemie", czyli przy zależności od Rosji. W takiej atmosferze między wrześniem 2022 roku a czerwcem 2023 zaczęły wybuchać organizowane przez Szora antyrządowe protesty. Za uczestnictwo w nich ten oligarcha płacił benzyną i chlebem. Skala tego procederu była tak poważna, że wreszcie Sąd Konstytucyjny zdelegalizował jego partię, stwierdzając, że protesty miały obalić rząd i zainstalować nowe prorosyjskie władze.
Kto dokonuje sabotaży na Bałtyku? I o praniu brudów OpenAI [TECHSTORIE LIGHT]
Ale nawet ta delegalizacja nie zatrzymała Szora. Wiemy o bardzo konkretnych wysiłkach, jakie podejmował, by zniechęcić Mołdawian od opcji prozachodniej. Raporty na ten temat publikowała mołdawska organizacja WatchDog. Wynika z nich, że latem 2024 r. Szor oraz inny oligarcha Wiaczesław Platon w ciągu 90 dni wydali 136 tys. euro na reklamy na Facebooku.
Nie jest to jakaś wstrząsająco wysoka suma. Również podobne wydatki w Rumunii nie były wygórowane - te przeznaczone na kampanie influencerów na TikToku, które wsparły Georgescu, sięgnęły - według oficjalnych wyliczeń służb - okolic miliona euro. Jak widać, wcale nie są potrzebne wielkie budżety, by w dobie serwisów społecznościowych tak skonstruować przekaz polityczny, by wstrząsnąć państwami w środku Europy.
Jak wysterować algorytm serwisów społecznościowych, by kierować narrację? Jak "ukraść" kampanię i przerobić ją na manipulację? Jakie społeczne lęki wykorzystuje się, tworząc kampanie wpływu? Jak sobie z tym (nie) radzą instytucje państwowe? Autorki podcastu materiały do tego odcinka "Techstorii" zbierały m.in. w Bukareszcie, Kiszyniowie oraz w Naddniestrzu. Posłuchaj >>