advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

Zawał przed czterdziestką to już nie rzadkość. "Zaskoczył mnie na ulicy. Żyję, bo przechodnie zareagowali"

4 min. czytania
02.11.2023 08:00
Przybywa młodych osób z zawałem serca. Widać to w statystykach szpitala klinicznego przy ul. Jaczewskiego w Lublinie. - Widzimy tendencję wzrostową. O kilka procent rocznie - przyznaje dr Robert Błaszczyk.
|
|
fot. Dominik Sadowski / Agencja Wyborcza.pl

Zawały serca dotykają rocznie 80-90 tysięcy Polaków. - Wynikają między innymi z naszego trybu życia. Żyjemy w coraz większym stresie. Nie mamy czasu na właściwe odżywanie się, nie wysypiamy się, brakuje nam codziennej aktywności ruchowej. To wszystko powoduje, że rozwija się u nas miadżdżyca, na podłożu której ostatecznie dochodzi do zawału serca - mówi kardiolog dr Robert Błaszczyk z Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie.

Jak podkreśla, zawały dotykają nie tylko ludzi starszych. Coraz częściej przytrafiają się też młodszym, jeszcze przed czterdziestką. - Oczywiście wobec całościowej liczby osób z zawałem serca tych najmłodszych jest stosunkowo najmniej, ale w ostatnich latach widzimy - niestety - tendencję wzrostową. O kilka procent rocznie - dodaje dr Błaszczyk.

"Zawał mnie zaskoczył"

Zawałowcem jest chociażby Mateusz, 37-latek. - Zawał zaskoczył mnie na ulicy. Żyję, bo przechodnie zareagowali i wezwali karetkę - wspomina.

Przyznaje jednak, że ta sytuacja skłoniła go do diametralnej zmiany nawyków. - Dbam o siebie, regularnie się odżywiam, wysypiam, dużo spaceruję. Wcześniej było zupełnie inaczej. Nie miałem czasu na jedzenie, łapałem coś w biegu, byłem częstym gościem sieci fast food. Mówiłem sobie, że 'ja na pewno nie zachoruję'. Nie chodziłem do lekarzy. A tu proszę, życie powiedziało 'stop' - dodaje.

W tym województwie co dwie godziny ktoś ma udar. Najmłodszy pacjent miał ledwie 18 lat

W samym szpitalu przy Jaczewskiego w Lublinie w ubiegłym roku było 369 pacjentów z zawałami, 770 osób zagrożonych zawałem lub w stanie przedzawałowym. Do tego trzeba doliczyć 1080 osób stabilnych z zespołami wieńcowymi. Szpital ten jest jednym z trzech w Lublinie i około stu w całej Polsce ośrodków "KOS Zawał". Chodzi o kompleksową opiekę specjalistyczną nad pacjentem mającym problemy z sercem. Rzecz w tym, aby chory po zawale miał regularnie wykonywane badania - nie musiał czekać w kolejce do kardiologa i dostał potrzebną rehabilitację kardiologiczną.

Jak mówi prof. Andrzej Wysokiński, szef Klinicznego Oddziału Kardiologii i Rehabilitacji Kardiologicznej w SPSK4 w Lublinie, przez ostatnie lata skupiano się głównie na ratowaniu życia pacjentom z zawałem serca, w tym na kardiologii inwazyjnej. Przy okazji profesor nie kryje, że wiele placówek zabiegało o to, by mieć swoją pracownię hemodynamiki, bo to było dla szpitala opłacalne finansowo.

- Takich ośrodków zrobiło się bardzo dużo. Jesteśmy powyżej średniej europejskiej, jeśli chodzi o gęstość wysycenia pracowniami hemodynamiki, w których leczeni są pacjenci zabiegowo, po zawale serca. Niestety, okazało się jednocześnie, że śmiertelność wśród naszych pacjentów w ciągu roku po zabiegu wzrasta do 19-20 procent - mówi profesor.

Jak tłumaczy, o ile ośrodkom opłaciło się "wyrywać" sobie pacjenta zabiegowego (bo była za to wysoka stawka z NFZ), o tyle potem pacjent przestawał taką placówkę interesować. - Później, ponieważ to nie było opłacalne finansowo, a wszystkim rządzą niestety pieniądze, takich pacjentów się zostawiało samych sobie, a wiadomo, że kolejki do kardiologa są ogromne - dodaje profesor. Jak podkreśla, dlatego tak ważne jest, że zaczęły powstawać ośrodki "KOS Zawał", które obejmują chorego po zawale całościową opieką.

Pomorze. Zawały i udary dotykają coraz młodsze osoby. 'Zbyt często szukamy dla siebie wymówek'

W lubelskim szpitalu przy Jaczewskiego w ramach "KOS Zawał" właśnie uruchomiono ośrodek rehabilitacji kardiologicznej. Chodzi o to, by pacjent po zawale - przez pięć tygodni - był zaopiekowany, mógł ćwiczyć, sprawdzać swoją wydolność i samopoczucie. - Rehabilitacja kardiologiczna w ramach "KOS Zawał" składa się z kilku elementów. Są to m.in. treningi wydolnościowe, po kwalifikacji przez lekarza, który wykonuje próbę wysiłkową. Do tego dochodzą ćwiczenia czynne i z oporem, ćwiczenia oddechowe, a dodatkowo też treningi relaksacyjne i porady dietetyczne - mówi dr Anna Krawczyńska, kierownik Zakładu Fizjoterapii. Jak dodaje, w rehabilitacji chodzi głównie o to, by pacjent w miarę sprawnie mógł wrócić do normalnego funkcjonowania.

Krzysztof Gomółka jest trzy miesiące po zawale. Choroba przyszła nagle, niespodziewanie, tak jak u wielu innych osób. - To jest mój czwarty tydzień rehabilitacji kardiologicznej. Poprawa w moim samopoczuciu jest zdecydowana. Powiem szczerze, że nie wiem, co zawiodło. Starałem się prowadzić zdrowy tryb życia, dietę miałem raczej rozsądną, dbałem też o aktywność fizyczną. Ale gdzieś musiały być jakieś błędy - teraz jest więc nieodzowna pomoc dietetyka - mówi. Pytany, czy zawał przewartościował mu życiowe priorytety, odpowiada, że po części na pewno tak. - Zawał zwrócił mi uwagę, że jeszcze bardziej mogę o siebie zadbać i wskazał mi, co jest w życiu najważniejsze - podkreśla pan Krzysztof.

W szpitalu spotkaliśmy też dr Alicję Ciechan, wicedyrektora lubelskiego Pogotowia Ratunkowego. - Miałam zawał i teraz jestem w ośrodku rehabilitacji kardiologicznej, gdzie mamy kompleksową opiekę, w tym rozmowę z psychologiem i z dietetykiem. Mówi się nam, co źle robiliśmy w życiu - mówi dr Ciechan. - Co ja konkretnie robiłam źle? Myślę, że miałam za dużo różnych obciążeń, stresu i teraz trzeba trochę zwolnić - dodaje pacjentka.