advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

"O 5.30 żona mnie budzi i mówi, że minister dzwoni...". Wojewoda żegna się z urzędem

3 min. czytania
12.11.2023 09:00
- Nigdy nie byłem w tak wielkim oku cyklonu - mówi Lech Sprawka, który niebawem pożegna się z urzędem wojewody lubelskiego. W rozmowie z nami wspomina m.in. wybuch wojny w Ukrainie czy rakietę w Przewodowie, o której dowiedział się... u dentysty.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

- To był bardzo intensywny czas - tak o swoim urzędowaniu mówi Lech Sprawka. Wojewodą lubelskim został 25 listopada 2019 roku. Niedługo potem zaczęła się walka z COVID-19, a w lutym ubiegłego roku wybuchła wojna w Ukrainie.

- Nigdy nie byłem w tak wielkim oku cyklonu - podkreśla. Zaznacza, że Lubelszczyzna w ostatnim czasie znalazła się w szczególnym położeniu. - Bo o ile pandemia dotykała wszystkich w miarę równomiernie, o tyle już stan wyjątkowy na granicy polsko-białoruskiej dotknął przede wszystkim dwa województwa, w tym nasze. Z kolei w kontekście wojny w Ukrainie najwięcej najtrudniejszych zadań było na Lubelszczyźnie i na Podkarpaciu - mówi Sprawka.

Jak dodaje, to właśnie dzień wybuchu wojny u naszych sąsiadów zostanie w jego pamięci na zawsze. - O godzinie 5.30 żona mnie budzi i mówi, że dzwoni minister Paweł Szefernaker, bo chyba się coś zaczęło - wspomina.

Druga taka sytuacja to, jak dodaje, wybuch rakiety w Przewodowie - też przecież na Lubelszczyźnie. - Byłem akurat na fotelu dentystycznym. Musiałem przerwać zabieg i udałem się na granicę - opowiada.

W Przewodowie o rakiecie próbuję już nie mówić, ale ciche obawy są. 'Człowiek od razu zerka w niebo'

Do samego końca zresztą, jak mówi Sprawka, ma co robić. - Aktualnie na terenie naszego województwa mamy blokadę przewoźników - na przejściach granicznych w Dorohusku i Hrebennem. Zaczęło się w poniedziałek. Mam sygnały, że być może dojdzie do rozszerzenia o kolejne przejścia graniczne. W tej chwili trwa wymiana korespondencji między polską a białoruską stroną - opisuje wojewoda.

Zmiany w urzędzie

13 listopada odbędzie się pierwsze posiedzenie Sejmu X kadencji. Premier Mateusz Morawiecki złoży dymisję. - W ślad za dymisją premiera również wojewodowie składają swoją. Od tego momentu pełnimy obowiązki - do czasu, kiedy nowy premier przyjmie tę dymisję. Wtedy przestanę być wojewodą, ale jeszcze przez trzy miesiące będę urzędnikiem Urzędu Wojewódzkiego - opisuje procedurę Sprawka.

A później? - Cóż, mam 68 lat i możliwość przejścia na emeryturę - zastanawia się. Nie ukrywa jednak, że rozważa powrót do edukacji, z której się wywodzi. W przeszłości był wiceministrem edukacji i lubelskim kuratorem oświaty. - Jeśli jakieś działania podejmę, to na pewno nie w takim tempie i nie w takim wymiarze, jak przez ostatnie cztery lata - stwierdza. Zaznacza też, że cieszy się, że teraz będzie miał więcej czasu na spacery z psem córki, którym się aktualnie opiekuje.

Sprawka - przypomnijmy - chciał zostać senatorem z Lubelszczyzny. Przegrał jednak z kandydatem Paktu Senackiego adwokatem Jackiem Trelą.

Były wicedyrektor od wojewody został dyrektorem w sądzie. 'W PiS chcą się ukryć'. W mieście aż huczy

Sprawka cieszy się w regionie niezłą opinią. Nawet samorządowcy Koalicji Obywatelskiej - choć anonimowo - chwalą go za "dobre zarządzanie", zwłaszcza w czasie pandemii i na początku wojny - gdy trzeba było na już organizować mnóstwo miejsc dla uchodźców z Ukrainy. - Szybko reagował na potrzeby. (...) Nie miałem poczucia, że to wojewoda, który wszystko wie najlepiej i nikogo nie dopuszcza do głosu. I nie chodzi o to, że chcę mu wystawić laurkę. Tak po prostu było - mówi nam jeden z samorządowców z PO (woli pozostać anonimowy).

Sam wojewoda chwali się, że w czasie swojego urzędowania praktycznie nie wymieniał dyrektorów w Urzędzie Wojewódzkim i starał się rozmawiać ze wszystkimi stronami politycznymi.

Przekonuje, że - mimo trudności - nigdy nie chciał odejść. Denerwowały go jednak komentarze mówiące o tym, że nic nie robi. - Tej pracy często nie było na zewnątrz widać. Czasem nie o wszystkim można było mówić - tłumaczy nasz rozmówca.

- Nikt nie przypuszczał, że po rozpoczęciu wojny dziennie - na lubelskim odcinku granicy przez wiele tygodni - będzie ją przekraczało po kilkadziesiąt tysięcy ludzi. W szczytowym okresie było to 80 tysięcy. Trzeba było zapewnić transport, miejsca w punktach recepcyjnych, wyżywienie, dalszą relokację. To były ogromne wyzwania i wspólne działania naprawdę bardzo wielu osób - dodaje Lech Sprawka.

Przemysław Czarnek zdecydowanym zwycięzcą w regionie. Pawłowska poza Sejmem