W Bieszczadach rozczarowanie. Co się stało z turystami?
- Obłożenie w obiektach noclegowych w Bieszczadach było niższe niż w latach poprzednich. W niektórych miejscowościach sięgało zaledwie 30-40 proc. w tygodniu i niewiele więcej w weekendy;
- Właściciele pensjonatów i gospodarstw agroturystycznych narzekają, że turyści czekają do ostatniej chwili, śledząc prognozy pogody;
- Dobrą wiadomością dla turystów są ceny - mimo ogólnej drożyzny w Polsce, w Bieszczadach nie zanotowano drastycznych podwyżek;
- Sierpień, według prognoz meteorologów, ma być cieplejszy i bardziej stabilny.
- Tak słabego lipca nie mieliśmy od czasu pandemii. Turyści przyjeżdżają tylko na krótko, często bez wcześniejszych rezerwacji. Część po prostu odwołała pobyt, bo pogoda z dnia na dzień się psuła - mówi reporterowi TOK FM właścicielka agroturystyki w Polańczyku nad Jeziorem Solińskim.
W ostatnich latach Bieszczady przyzwyczaiły się do coraz większego ruchu turystycznego. Pandemia COVID-19 wypromowała region jako bezpieczne i spokojne miejsce na urlop. W 2022 i 2023 roku tłumy odwiedzały Połoninę Wetlińską, Chatkę Puchatka czy Jezioro Solińskie. Tegoroczny lipiec wyłamał się z tego trendu. - Pogoda nie dopisała. Dużo chłodnych dni, przelotne deszcze, gwałtowne burze, nic dziwnego, że na plaży pusto - mówi Jakub Wątróbka, ratownik znad zapory w Solinie.
Według danych branżowych obłożenie w obiektach noclegowych na południu Podkarpacia było niższe niż w latach poprzednich. W niektórych miejscowościach sięgało zaledwie 30-40 proc. w tygodniu i niewiele więcej w weekendy. Mniejsze zainteresowanie odnotowano także w popularnych miejscach nad Soliną.
Wyzysk cudzoziemców w Polsce. 'Pani Basia zabierała im dokumenty, by nie uciekli'
Rezerwacje w Bieszczadach? Najczęściej z dnia na dzień
Wielu turystów zrezygnowało z planowania wyjazdu z wyprzedzeniem. Właściciele pensjonatów i gospodarstw agroturystycznych narzekają, że turyści czekają do ostatniej chwili, śledząc prognozy pogody. Część z nich rezygnuje z przyjazdu, jeśli tylko zapowiadane są opady. - Zdarza się, że turyści dzwonią rano i pytają, czy dziś jest pogoda, bo może wpadliby na dwa dni. Takie rezerwacje to codzienność. Niepewność pogodowa całkowicie zmieniła styl wypoczywania - mówi właścicielka pensjonatu w Cisnej.
- Obłożenie mamy mniejsze niż w poprzednich latach - przyznaje też Monika Zawisza z hotelu w Polańczyku. - Goszczą u nas często ludzie z drugiego końca Polski, więc już nie odwołują rezerwacji, ale w porównaniu do poprzednich lat jest słabo - rozkłada ręce.
Lepiej radzą sobie hotele i ośrodki z pełnym zapleczem - krytym basenem, restauracją, atrakcjami dla dzieci. Tam goście decydują się na wypoczynek niezależnie od warunków atmosferycznych.
Mniej ludzi, mniej interwencji na szlakach
Co ciekawe, mimo mniejszego ruchu turystycznego, ratownicy GOPR nie mogli narzekać na całkowity brak pracy. W pierwszej połowie wakacji Bieszczadzka Grupa GOPR odnotowała 45 interwencji - najwięcej z powodu kontuzji nóg, zasłabnięć oraz braku przygotowania do trudnych warunków w górach.
Jedna z bardziej dramatycznych akcji miała miejsce na Połoninie Caryńskiej. Turysta z poważnym urazem przez ponad dwie godziny czołgał się do miejsca, gdzie miał zasięg w telefonie. Dopiero wtedy udało się wezwać pomoc. Na szczęście interwencja zakończyła się sukcesem, ale sytuacja pokazuje, że nawet mniej uczęszczane szlaki bywają niebezpieczne.
- Turyści często wchodzą w góry bez przygotowania - bez odpowiednich butów, zapasu wody czy naładowanego telefonu. Pogoda potrafi zmienić się gwałtownie, a wtedy nawet prosty spacer może zamienić się w poważną akcję ratunkową - mówi Marcin Sawicki, ratownik GOPR.
Ceny? Wciąż umiarkowane
Dobrą wiadomością dla turystów są ceny - mimo ogólnej drożyzny w Polsce, w Bieszczadach nie zanotowano drastycznych podwyżek. Noclegi w schroniskach i kwaterach prywatnych zaczynają się już od 50-60 zł za osobę, choć w bardziej komfortowych obiektach sięgają 150-200 zł.
Koszt jednodniowego wypadu w góry - z biletem do parku, parkingiem i posiłkiem - zamyka się często w granicach 120-200 zł na osobę. Najdroższe są atrakcje wokół Soliny - rejsy statkiem, rowerki wodne czy wjazd koleją gondolową. Mimo to ceny nie odstraszają - problemem jest raczej brak dobrej pogody.
- Nie ma u nas wielkich paragonów grozy - śmieje się Łukasz Wojtas z Eko-Mariny. I wylicza, że za tradycyjnego schabowego z frytkami w lokalach tuż przy samej zaporze trzeba zapłacić około 50 złotych. - No ale w Bieszczadach to trzeba jeść tylko hreczanyki, fuczki, albo proziaki - dopowiada.
Drugie dno sporu o Dino na Wilanowie. 'Już raz to widzieliśmy'
Sierpień ma być lepszy
Ostatni miesiąc wakacji jest nadzieją branży turystycznej, która wciąż liczy na poprawę sytuacji. Sierpień, według prognoz meteorologów, ma być cieplejszy i bardziej stabilny. To może skłonić wielu niezdecydowanych do wyjazdu w góry. Nadzieje wiążą się też z wrześniem - coraz popularniejszym miesiącem na wypoczynek wśród seniorów i osób bez dzieci.
- Sierpień to dla nas ostatni dzwonek. Jeśli nie będzie lepiej, cały sezon można będzie uznać za stracony - przyznaje właściciel pensjonatu w Cisnej. Na razie jednak w wielu miejscowościach wciąż można bez problemu znaleźć nocleg z dnia na dzień.