"Akademia Pana Kleksa" bije rekordy, ale nie zachwyca. "Podziwiam młodych, że chce im się wysiedzieć w kinie"
Najgłośniejsza polska premiera kinowa początku 2024 roku to nowa wersja 'Akademii pana Kleksa'. Anna Piekutowska, prowadzący 'Popołudnie' Radia TOK FM oceniła, że mimo oszałamiającej frekwencji pokazów przedpremierowych, wielki potencjał tego filmu został całkowicie zmarnowany. - Nie powinno nas dziwić to, że ton recenzji nie pokrywa się z zainteresowaniem publiczności - odparł Bartek Chaciński z tygodnika 'Polityka'. Krytyk dodał, że ten film 'ma bardzo dużą promocję i dobrą reklamę'.
Redaktor 'Polityki' przyłączył się do krytyki filmu i to już w samych jego założeniach. - To nie jest punkt widzenia, który polega na interpretowaniu, na spojrzeniu na nowo na tekst literacki Jana Brzechwy i na to, w jaki sposób można go pokazać.- To jest koncentracja bardziej na przepisywaniu, na zbudowaniu od nowa jakiejś wizji filmu, Akademii - powiedział gość TOK FM.
Dlatego - w jego opinii - im dłużej przepisuje się dany utwór, tym bardziej 'ta wizja się sypie'. - Jedyny przekaz, który dostajemy, jest jak na jakimś szkoleniu coachingowym. Że każdy ma prawo do przygody - zauważył Chaciński. - Tylko nie bardzo ma to jakieś przełożenie na wartości dydaktyczne, czy ,rozwijające, taką opowieść o swobodzie wyobraźni i kreacji świata, jaką miała 'Akademia' w oryginale i nawet w tej zgrzebnej poprzedniej wersji filmowej - ocenił gość TOK FM.
Nowa "Akademia Pana Kleksa" pełna dłużyzn
Kolejny problem nowej 'Akademii Pana Kleksa' to - zdaniem Chacińskiem - 'koszmarnie długa ekspozycja'. - To zawiązanie akcji, pokazanie, co tam się zaczyna, wprowadzanie Ambrożego Kleksa - to są po prostu wieki. Ja podziwiam młodą publiczność, która jest pewnie bardziej niecierpliwą, niż ta sprzed czterdziestu laty, że chce im się wysiedzieć w kinie do momentu, kiedy się coś zacznie dziać - powiedział.
Ekspert bronił się, że jego krytyka nowej akademii nie jest oparta na nostalgii odnośnie starej wersji filmu. - Tamta 'Akademia', pamiętam to doskonale z odbioru koleżeńskiego, nie była euforycznie przyjęta przez dzieci. Obraz nie spełniał wizualnie pewnych oczekiwań, które stworzono w opowieści promocyjnej, bo tamtemu filmowi też towarzyszyła opowieść promocyjna - mówił Chaciński. Gość TOK FM tłumaczył, że 'Akademia pana Kleksa' z 1983 roku nie mogła wizualnie konkurować z obecnymi już wtedy na naszym rynku, pełnymi efektów specjalnych, hollywoodzkimi hitami spod znaku Kina Nowej Przygody.
Skąd rodzice Kevina mieli pieniądze? 'Ten film jest zupełnie bez sensu'
- Od razu była postrzegana jako taka troszkę ramotka. Ale dzięki temu, że zachowała wszystkie cechy literackie oryginału, że bardzo dobrze wykorzystała inne teksty Brzechwy, nagle zaczyna być opowieścią o języku literatury - ocenił.
Prowadząca audycję dodała, że klasyczna kinowa 'Akademia' jest też świetna muzycznie, z czym zgodził się Chaciński. - Jest genialna muzycznie, czego w ogóle się wtedy nie czuło, czy raczej nie wiedziało - poprawił się. - Bo to były piosenki, które od razu weszły do obiegu. Muzyka, która potwornie mocno kreowała emocje, łącznie z taką głośną pokoleniową opowieścią o traumie po marszu wilków i wysłuchaniu TSA. To było przełamanie konwencji, zwłaszcza w kinie dla dzieci. I ja nie widzę takich gestów w tym współczesnym filmie - podsumował.