,
Obserwuj
Kultura

"Jest całym moim światem. Jak kiedyś piłka". Samodzielna matka wraca na boisko [FRAGMENT KSIĄŻKI]

9 min. czytania
14.07.2024 18:58
"Natalia wróciła do ruchu, kiedy jej córka miała dwa i pół miesiąca: najpierw biegała i jeździła na rowerze. Miesiąc później chodziła już na treningi Medyka. Dogadała się z klubem i podpisała nowy kontrakt. Lekarz powiedział jej, że robi to na własną odpowiedzialność. Ciągnęło ją na boisko (...) - pisze Karolina Wasielewska w reportażu "Polka gola! O kobietach w futbolu".
|
|
fot. Dawid Antecki / Agencja Wyborcza.pl

Fragment rozdziału "Natalia Pakulska. Samodzielna mama wraca do gry" pochodzi z reportażu "Polka gola! O kobietach w futbolu" autorstwa Karoliny Wasielewskiej. Książka została wydana 17 kwietnia 2024 roku nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Był to dla niej przecież wyjątkowo trudny moment. Zmarła jej mama. Wcześniej rozpadł się jej siedmioletni związek. Chciała założyć z tym facetem rodzinę, starali się o dziecko. Związała się z następnym mężczyzną, który… zostawił ją na wieść o ciąży. To nie są warunki, żeby cieszyć się nadchodzącym macierzyństwem.

Mimo to Natalia chciała zostać matką. Do tej pory mówi, że dziecko wyciągnęło ją wtedy z dołka, właściwie uratowało jej życie. Pierwszy raz poczuła radość z ciąży, kiedy w czasie badania USG usłyszała bicie serca Nadii. To był dla niej sygnał, że wszystko jest w porządku. I potwierdzenie, że to się dzieje naprawdę. Ale, jak twierdzi, nadal była przewrażliwiona: później, już w czwartym, piątym miesiącu, kiedy przez dwadzieścia minut nie czuła ruchów małej, dzwoniła do lekarza.

Zaczęła planować życie z dzieckiem. Zmieniło się wszystko. I nie chodzi o to, że macierzyństwo u każdego wywraca świat do góry nogami, bo to dopiero miało nastąpić.

Tymczasem… klub zakończył z nią współpracę.

Natalia opowiada historię, podając konkretne daty, bo pewnie wielu osobom musiała ją przedstawić w tak szczegółowy sposób, żeby uwierzyły w wersję jej, a nie Medyka. Dziesiątego maja 2020 roku sygnowała dokumenty ("Mam na to dowód, tego dnia, kiedy podpisywałam kontrakt, było zdjęcie robione na sali konferencyjnej"). Trzydziestego czerwca miała wizytę u ginekologa, w czasie której dowiedziała się o ciąży. Jeszcze tego samego dnia powiadomiła o niej Romana Jaszczaka.

- I on stwierdził, że mój kontrakt jest nieważny, bo nie został wysłany do PZPN-u. Od razu przestał mi płacić, na drugi dzień kazał mi zdać sprzęt. Nie wypłacił mi ani jednej pensji, kiedy byłam w ciąży.

Wersja trenera Jaszczaka jest inna. On twierdzi, że Pakulska wypięła się na klub i od razu przedstawiła zwolnienie lekarskie.

Wcześniej natomiast nie spełniała oczekiwań jako nauczycielka i trenerka.

- Wyrzuciłem ją z pracy na tych stanowiskach, bo nie wywiązywała się ze swoich obowiązków. Kilka razy przyszedłem na trening, który miała prowadzić, i zobaczyłem, że prowadzi go druga trenerka, a Pakulskiej nie ma. Pytałem, gdzie ona jest, i słyszałem: "Musiała gdzieś wyjechać". A wtedy nie miała jeszcze dziecka.

Natalia przyznaje, że po dwóch zawodach miłosnych i śmierci mamy miała słabszy okres, ale zarzeka się, że przychodziła na treningi, jeździła na mecze, a nawet awansowała z trzecioligowym zespołem, który wówczas trenowała, do drugiej ligi.

Tymczasem sprawa jej kontraktu dopiero miała się skomplikować.

- Poszłam do opieki społecznej złożyć dokumenty o becikowe i inne świadczenia na dziecko, no i podałam, że mam umowę w szkole, bo zasiłek macierzyński miałam płacony z ZUS-u właśnie przez szkołę. Po tygodniu dzwoni do mnie pani z opieki społecznej i mówi, że są niezgodne informacje, bo w systemie moje nazwisko widnieje na dwóch umowach. I czyta: Zespół Szkół Górniczo-Energetycznych i Koniński Klub Piłkarstwa Kobiecego. Powiedziałam jej, że nie pobieram żadnego wynagrodzenia jako piłkarka, bo klub twierdzi, że moja umowa jest nieważna. W******am się i pojechałam prosto do klubu. Wpadam do księgowej i pytam: "O co tu chodzi? Nie dość, że przez was nie mam za co żyć, to teraz nie dostanę żadnych jednorazowych dodatków na Nadię". Powiedziałam, że ma zadzwonić do opieki społecznej i żeby to wyjaśnili między sobą. Roman na to, że to główna księgowa taki błąd popełniła. Okazało się, że ja tę umowę normalnie miałam i jeszcze składkę mi odprowadzali w ZUS-ie, tylko nie dostałam ani jednego wynagrodzenia. Jedna z osób związanych z Medykiem, która chce pozostać anonimowa, mówi, że ta sytuacja mogła nie być aż tak jednoznaczna, na jaką wyglądała: dziewczyna traci pracę, bo jest w ciąży.

- Trener jest specyficzny. Uważa się za największego feministę i obrońcę kobiet, ale prawda jest taka, że zawsze musi mieć rację i nie znosi, kiedy ktoś mu się przeciwstawia. A Natalia… Cóż, ona ma taki sam charakter jak on. Jest wybuchowa, nieraz mu napyskowała. Może to, co się stało, wynikało jakoś z wcześniejszych konfliktów między nimi. Ale trzeba to powiedzieć wprost: trener zachował się wobec niej jak cham, zostawiając ją tak naprawdę z niczym.

Zasiłek z ZUS-u, który Natalia dostawała w czasie urlopu macierzyńskiego, był wypłacany na podstawie jej pensji szkolnej wuefistki. Na jej konto wpływało półtora tysiąca złotych, a wynajem mieszkania miesięcznie kosztował dwa tysiące dwieście. Piękny dom urządzony w bieli i szarościach, w którym Natalia rozmawia ze mną i mieszka z Nadią, należy do Anny Gawrońskiej. Przyjaciółka zaproponowała, żeby wprowadziły się do niej.

- Za mieszkanie płacił mój ówczesny partner. Kiedy zostałam sama, nie było mnie na to stać. Do końca życia będę Ani wdzięczna. Mam nadzieję, że kiedyś się jej jakoś odwdzięczę. Swoją drogą, Ania mówi, że już sobie nie wyobraża, że miałoby nas tu nie być - mówi Pakulska.

'Muszą dokładać z własnej kieszeni'. Jak zarabiają polskie piłkarki?

Jej córka w czasie tej rozmowy podchodzi do sporego, ale bardzo spokojnego brązowego psa. To Czoko - pupil Ani, a w przeszłości… Natalii. Daje się głaskać i tarmosić.

Pakulska wraca jeszcze do początków ciąży. Została wtedy na lodzie nie tylko z powodu problemów w klubie. Okazało się również, że nie będzie łatwo wyegzekwować alimenty od ojca Nadii.

- Zabieram się za to dopiero teraz. Wtedy nawet chciałam coś z tym zrobić, ale po prostu mnie to przerosło… Tym bardziej że skoro finansowo nie stałam najlepiej, nie chciałam dodatkowo wydawać na prawnika.

Sposób, w jaki o tym mówi, sugeruje, że chciałaby mieć to już załatwione. I nie dziwi mnie, że na początku ciąży odpuściła. To jest moment, kiedy kobieta potrzebuje spokoju, musi oswoić się z perspektywą macierzyństwa, skupić na zdrowiu i odpoczynku. U niej doszły do tego kłopoty z pieniędzmi i przeprowadzka. W czasie swojej pierwszej i jedynej jak dotąd ciąży nie miałam nawet jednej czwartej jej zmartwień, a i tak nie ogarniałam rzeczywistości, która zmieniała się z dnia na dzień.

Dlatego rozumiem, że Natalia, nazywając to jej słowami, schowała dumę do kieszeni i wróciła do Medyka. Wiedziała, że ciąża i pierwsze miesiące macierzyństwa to fatalny moment na zmianę klubu, miasta i kręgu znajomych. A przecież nadal nie wyobrażała sobie życia bez piłki.

Nitras chce kobiet we władzach związków sportowych. 'Słyszę trochę rechotu'

Roman Jaszczak twierdzi, że pozwolił jej wrócić tylko za namową żony i córki.

Rodziła przez cesarskie cięcie, po którym kobieta zwykle dochodzi do siebie dłużej niż po porodzie siłami natury. Teoretycznie po cesarce powinno się ograniczyć aktywność fizyczną nawet na pół roku (po porodzie naturalnym, jeśli wszystko jest w porządku, można uprawiać sport już po sześciu-ośmiu tygodniach). Ale organizm zawodowej sportowczyni działa inaczej.

Natalia wróciła do ruchu, kiedy jej córka miała dwa i pół miesiąca: najpierw biegała i jeździła na rowerze. Miesiąc później chodziła już na treningi Medyka. Dogadała się z klubem i podpisała nowy kontrakt. Lekarz powiedział jej, że robi to na własną odpowiedzialność. Ciągnęło ją na boisko, a czuła się dobrze.

Jak to teraz wygląda? Kiedy Natalia jest na treningu albo gra, Nadią zajmuje się opiekunka. Tak samo jest na wyjazdach.

Dziewczyny z Medyka raz do roku mają tygodniowy obóz. Na tegoroczny Pakulska pojechała z córką, a nianię dla niej zorganizowała na miejscu.

- Na szczęście znalazłam dziewczynę, która miała pięć minut piechotą do naszego hotelu. Miałam trzy treningi dziennie i za każdy płaciłam jej dwadzieścia złotych. Czyli jej dniówka wynosiła sześćdziesiąt. To jest jeszcze dla mnie do udźwignięcia. Ale teraz pomyśl: wczoraj o dziewiątej rano pojechałam na mecz do Sosnowca, wróciłam o drugiej w nocy, a moja opiekunka zarabia szesnaście złotych za godzinę, czyli za cały dzień dostała trzysta. Wcześniej, w tym samym tygodniu, zarobiła u mnie drugie tyle. Przy moich dochodach to już trochę boli.

Tradycyjnie dla moich rozmówczyń również Natalia nie poda mi, ile konkretnie zarabia. Mówi tylko, że gdyby wynajmowała mieszkanie, to już na utrzymanie dziecka nie byłoby jej stać.

Później Natalia zdradza mi, że kiedy wróciła do klubu po ciąży, usłyszała od trenera: "Pomożemy". Natomiast zdarzyło się, że wzięła Nadię na obóz i poprosiła Romana Jaszczaka, żeby o pół godziny przesunął trening, bo inaczej opiekunka do dziecka nie zdąży dojechać. Trener miał powiedzieć: "'Paki' namieszała, kłóci się ze mną, zostawiamy tak, jak jest".

Kiedy wybiera opiekunkę dla córki, zwraca uwagę na jej doświadczenie i wiek. Woli młode dziewczyny, bo teraz Nadia potrzebuje dużo zabawy i ruchu. Największe zaufanie ma do niań, które same mają małe dzieci.

- To musi być ktoś, komu bezgranicznie ufam. Bo wychodząc na trening, muszę mieć czystą głowę. Nie mogłabym grać, zastanawiając się, czy Nadia akurat nie płacze, czy ktoś nie robi jej krzywdy.

Na szczęście trafiło jej się bezproblemowe dziecko. Od początku mała przesypiała noce i drzemała w dzień. W pierwszych miesiącach życia Nadii Pakulska próbowała radzić sobie bez opiekunki. Kiedy Nadia była z mamą na treningu, zajmowali się nią fizjoterapeuta w swoim gabinecie albo koleżanki Natalii, które akurat nie ćwiczyły na boisku. Zresztą dziewczyny z drużyny przyjęły Nadię jak swoją: mają w zwyczaju wybierać się całą ekipą na kręgle, więc teraz starsza i młodsza Pakulska chodzą z nimi.

'Polka gola! O kobietach w futbolu' Karolina Wasielewska, Wydawnictwo Krytyki Politycznej
'Polka gola! O kobietach w futbolu' Karolina Wasielewska, Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Wydawnictwo Krytyki Politycznej

- Rzadko zdarza mi się wyjść gdzieś samej. Wiesz, jak to jest, pewnie też niewiele teraz imprezujesz - mówi do mnie Natalia. Jedziemy na tym samym wózku: na początku naszej rozmowy towarzyszy mi rozkrzyczany czternastomiesięczny syn. Po kilku minutach przejmuje go tata.

- No i OK, ja już się nabalowałam w życiu. Ale raz na jakiś czas ktoś mnie gdzieś zaprasza i dlaczego mam nie pójść? Ostatnio koleżanka organizowała urodziny, więc położyłam Nadię spać i poszłam. Ania była w domu, więc gdyby mała obudziła się w nocy, zawsze mogłaby podać jej butelkę.

W dniu, kiedy rozmawiamy, dziewczyny z Medyka wróciły z meczu z Czarnymi Sosnowiec. Oberwały zero do sześciu, nie ma się czym chwalić. Tylko że Czarne ćwiczyły przez kilka miesięcy i nieco rozłożyły sobie siły. Medyczki trenowały od miesiąca, więc intensywność gry była dla nich dość zabójcza.

Z meczu Natalia wróciła o drugiej. Nadia obudziła się, kiedy odebrała ją od niani, więc trzeba było podać jej butelkę. Gdy Pakulska mogła się wreszcie położyć, była trzecia w nocy. A o siódmej jej córka zaczyna dzień.

- Jestem bardzo wdzięczna Ani, bo ona wstała o dziesiątej i zabrała Nadię na spacer, a ja mogłam tę godzinkę odespać.

Anna Gawrońska, legenda Medyka, była trenerką Natalii, kiedy ta jako czternastolatka dołączyła do klubu. To ona rozbrajała jej lęki i wątpliwości, a w Koninie trochę zastępowała jej mamę. Dlatego, kiedy Pakulska przeszła do dorosłej drużyny, długo miała problem z mówieniem jej po imieniu. Były już koleżankami z boiska, gdy jeszcze zwracała się do niej per "pani trener". Ale zaczęły się wypady całą paczką na kręgle czy do kina i w końcu zostały przyjaciółkami.

A opieka w żłobku? Przynajmniej na razie nie wchodzi w grę. Rozmawiamy w szczycie piątej fali pandemii i Natalia boi się o zdrowie córki. Koronawirusa udało im się uniknąć, ale mała zaraziła się od niani wirusem RSV. W efekcie obie z mamą wylądowały w szpitalu.

- Tu akurat przydało się moje przewrażliwienie, bo Nadia dwa razy kaszlnęła i już pojechałam z nią do lekarza. Zalecono inhalacje w domu, ale to nie pomogło, więc trafiłyśmy na tydzień do szpitala. Na szczęście tutaj też skończyło się na inhalacjach i jeszcze kamizelce drenażowej, dzięki której łatwiej było uporać się z kaszlem. A widziałam tam sporo dzieci, które leżały pod tlenem.

Poza tym żłobki działają w takich godzinach, że poranek i wczesne popołudnie, kiedy Natalia ma wolne, spędzałaby bez Nadii, a odbierać musiałaby ją akurat wtedy, gdy wybiera się na trening. Byłaby też skazana na prywatną placówkę, bo w publicznych w okolicy brak miejsc. Płaciłaby za to jeszcze więcej niż za opiekę w domu.

Nadia bawi się nie tylko piłką mamy. Lubi książeczki: w jednej z nich wskazuje na dane zwierzątko i słucha, jak Natalia naśladuje jego odgłos. Rozmawiamy w czasie niespodziewanego, choć chwilowego powrotu zimy, więc Pakulska opowiada o ich wspólnych wyprawach na sanki. Podkreśla, że na razie nie zdarzyło jej się ani razu znudzić opieką nad dzieckiem, ani obudzić z myślą: "O nie, znowu karmienie/przewijanie/zabawa".

- Ona jest całym moim światem - mówi o Nadii. -Tak jak kiedyś piłka.

Posłuchaj rozmowy Anny Piekutowskiej z Karoliną Wasilewską:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>