,
Obserwuj
Ludzie

Cholesterol nie boli, zabija po cichu. A jak ma się do długowieczności? Ekspert podaje twarde dane

5 min. czytania
02.11.2026 10:52

Rozwija się trochę jak rozsiany nowotwór. Spokojnie buduje blaszkę miażdżycową, a my nie czujemy nic, dopóki naczynie nie zwęzi się o 30–40 procent – ostrzega prof. Maciej Banach, kardiolog i lipidolog, i podaje twarde dane, według których choroby serca i naczyń zabijają w Polsce około 160 tys. osób rocznie.

Te produkty mają dużo zdrowego cholesterolu
Te produkty mają dużo zdrowego cholesterolu
fot. monticello / ImageBROKER / Forum

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego cholesterol LDL jest "cichym zabójcą".
  • Jakie są sygnały świadczące o problemach z cholesterolem.
  • Dlaczego prewencja jest kluczowa w walce z chorobami serca.
  • Jak obliczyć ryzyko sercowo-naczyniowe.

Sprawa jest prosta; podwyższony cholesterol LDL to najczęstszy czynnik ryzyka chorób serca i naczyń. Mimo to tylko co dziesiąty z nas zna swój wynik z ostatnich dwóch lat. Prof. Banach z Zakładu Kardiologii Prewencyjnej i Lipidologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, tłumaczy w programie TOK FM "Żyjmy dłużej", dlaczego cholesterol to najcichszy zabójca, jak rozmawiać z lekarzem, dlaczego dieta nie powinna być rewolucją i dlaczego ruch to najlepsza tabletka. I dlaczego badania warto robić w dniu swoich urodzin.

Rozmawiamy nie pierwszy raz, a ja wciąż ćwiczę wymowę: lipidologia. Czym właściwie się Pan zajmuje?

Zaburzeniami lipidowymi, czyli wszystkim, co dotyczy cholesterolu i innych lipoprotein - upraszczając tłuszczów we krwi. Jest kardiologia, jest neurologia, jest też lipidologia.

Jak wynik lipidogramu przekłada się na to, jak długo - i jak dobrze - będziemy żyć?

W niesamowicie ważny sposób. Na długowieczność patrzę przez pryzmat profilaktyki. W zdrowie trzeba zainwestować bardzo wcześnie, czyli wtedy, kiedy nie mamy jeszcze żadnych objawów. To moment, w którym możemy sprawić, że brak objawów będzie nam towarzyszył jak najdłużej, najlepiej przez całe życie.

Zaburzenia lipidowe to najczęstszy czynnik ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, a te wciąż odpowiadają w Polsce za około 160 tys. zgonów. Z analiz opartych na danych grupy badawczej Global Burden of Disease [to jedno z największych i najbardziej kompleksowych przedsięwzięć naukowo-badawczych w historii medycyny i zdrowia publicznego] wynika, że podwyższony cholesterol LDL - ten zły, związany z miażdżycą - bezpośrednio odpowiada na świecie za 3,6 mln zgonów, czyli 18,5 proc. wszystkich zgonów sercowo-naczyniowych. Upraszczając: gdybyśmy mieli prawidłowy LDL, w Polsce mogłoby umierać o około 30 tys. osób mniej.

Skoro to tak groźne, dlaczego tak mało o tym myślimy?

Bo świadomość tego czynnika ryzyka jest najniższa ze wszystkich. A przecież cholesterol to najcichszy zabójca.

Bo nie boli?

Nie boli, zupełnie. Przy nadciśnieniu źle się czujemy, boli głowa, mamy poczucie rozbicia, kołatanie serca. Cukrzyca szybko daje powikłania. Otyłości trudno nie zauważyć. Jeśli palimy papierosy - także e-papierosy czy podgrzewany tytoń – wiemy, na co się narażamy. Jak źle śpimy, też to wiemy. A cholesterol rozwija się trochę jak rozsiany nowotwór: powoli buduje blaszkę miażdżycową. Jeśli zwęża naczynie o dwa, pięć, dziesięć procent, nie odczujemy tego zupełnie. Coś zauważymy dopiero, i to bardzo indywidualnie, przy zwężeniu o 30–40 procent i więcej.

- „Cholesterol rozwija się trochę jak rozsiany nowotwór. Spokojnie buduje blaszkę miażdżycową, a my nie czujemy nic”

Co wtedy zauważymy?

Na przykład gorszą tolerancję wysiłku. Jeśli ktoś wchodzi na piąte piętro bez zadyszki, wszystko jest w porządku. Ale jeśli po dwóch latach wchodzi z dużą zadyszką albo musi zrobić przerwę, nie wolno tego ignorować. To sygnał, że pojawił się problem. Pamiętajmy też, że choroby odmiażdżycowe to nie tylko serce. To także udar niedokrwienny mózgu i choroby tętnic kończyn. Chromanie przestankowe, czyli ból nóg przy chodzeniu, również bierze się z miażdżycy.

Z punktu widzenia systemu ważniejszy powinien być chyba ten, kto jeszcze nie zachorował?

Powinien. Ale z dużym żalem powiem, że choć walczymy o to od 20–30 lat, wciąż ważniejszy jest pacjent, który już jest chory. To przerażające, bo prewencja, pomimo tego, że wszyscy o tym mówią, wciąż jest na drugim planie. Mamy świetne leki – na cukrzycę, na choroby serca, przeciwnowotworowe – ale choroba fizycznie już jest. Ja każdą chorobę odczytuję jako porażkę lekarza i pacjenta. Wspólną.

Lekarz nie może brać na siebie winy, jeśli pacjent sam zaniedbuje profilaktykę.

Może, a nawet powinien, jeśli prowadzi go przez lata i nie potrafił przekonać do profilaktyki, zdrowego stylu życia, regularnych badań, do trzymania się zaleceń. Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak atak na lekarzy, bo większość pracuje fantastycznie. Ale lekarz rodzinny wie o nas niemal wszystko. Jego rolą, także pielęgniarki, całego zespołu, jest odpowiedzieć na nasze pytania i powiedzieć, co robić, żeby było lepiej. Wiem, że to trochę naiwne, bo w większości tak nie jest. Dlatego namawiam pacjentów: nie bójcie się pytać.

- Ja każdą chorobę odczytuję jako porażkę lekarza i pacjenta. Wspólną”

Wielu boi się, że pytanie będzie głupie.

Nie ma głupich pytań. Jest też lęk, że odpowiedź nasili niepokój związany z chorobą. Ale jeśli nie zapytamy, wyjdziemy z gabinetu bez żadnych odpowiedzi. Zrobiliśmy kiedyś ankietę wśród pacjentów kardiologa. Proste pytania: jaką masz chorobę, jakie leki bierzesz, na co one są, jakie mogą dawać powikłania, co to jest zdrowy styl życia. Na wszystkie potrafiło odpowiedzieć tylko 17 proc. Pozostali pytali w domu rodzinę albo sąsiadów, albo szukali w internecie, gdzie są głównie fake newsy i dezinformacja.

Do tego czas lekarza jest zawsze towarem deficytowym.

Dlatego warto przyjść przygotowanym. Każdy z nas jest pacjentem, ja też. Powiedzmy, że mamy wynik z programu Moje Zdrowie i cholesterol LDL wynosi 160. Nie poprzestańmy na tym, że lekarz powie: „160 to nie tak źle, proszę zastosować dietę”. Zapytajmy: co mam zrobić, żeby był prawidłowy? I jaki poziom jest prawidłowy dla mnie?

Jak to: nie ma jednej normy cholesterolu?

Przy nadciśnieniu, cukrzycy czy otyłości, upraszczając, jest jeden punkt odcięcia, na przykład 140 na 90 albo BMI powyżej 30. Przy cholesterolu najpierw trzeba ocenić ryzyko sercowo-naczyniowe – czy jest niskie, umiarkowane, wysokie albo bardzo wysokie – i do niego dopasować docelowy poziom LDL.

Jak sprawdzić swoje ryzyko?

Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę „kalkulator ryzyka sercowo-naczyniowego”. Pojawi się kalkulator SCORE2, a dla osób po 70. roku życia SCORE2-OP. Wpisujemy płeć, wiek, to, czy palimy, ciśnienie tętnicze i cholesterol nie-HDL z profilu lipidowego. Na końcu dostajemy wynik i wiemy, w której grupie ryzyka jesteśmy.

Mam 49 lat, jesteśmy rówieśnikami. Nie palę, regularnie się ruszam, a mój ostatni LDL wynosił 116. Co robić, żeby nigdy nie był powodem do niepokoju?

Zakładam, że przy Pana trybie życia ryzyko jest niskie lub umiarkowane. Wtedy LDL powinien być poniżej 115 albo 100 mg/dl – w zależności od wytycznych - a cholesterol nie-HDL poniżej 130. Przy 116 jesteśmy więc troszkę ponad normą. To idealny więc moment, żeby spróbować wciąż bez leków, zdrowym stylem życia, ten cholesterol obniżyć. Korzyść będzie znacznie większa, ponieważ ta sama profilaktyka chroni też przed nowotworami, chorobami wątroby i wieloma innymi chorobami przewlekłymi.

>>> WIĘCEJ W PODCAŚCIE! <<< 

Źródło: TOK FM