Zaskakujący wątek w expose Morawieckiego. "Nawet zabawne"
W poniedziałek w Sejmie swoje expose wygłosił premier Mateusz Morawiecki. Choć głosowanie nad wotum zaufania zacznie się ok. godziny 15, od kilku tygodni wiadomo, że gabinet Morawieckiego jest w zasadzie skazany na porażkę. Nową sejmową większość stanowi bowiem koalicja KO, Trzeciej Drogi i Lewicy, która ma swojego kandydata na premiera - Donalda Tuska.
Morawiecki wydawał się mieć świadomość, że referuje plan działania rządu, którego nie będzie. Starał się jednak nie składać broni. Sam w końcu zapowiadał, że jego expose 'będzie w pewnym sensie historyczne'. - Jestem pewien, że projekt, który dziś przedstawię, na pewno wygra. Nawet jeśli jeszcze nie dziś, nie w tej izbie - powiedział.
W dużej mierze skupił się jednak na odniesieniach do przeszłości i chwaleniu osiągnięciami rządu PiS m.in. w zakresie polityki gospodarczej, międzynarodowej czy rodzinnej. - To było żenujące wystąpienie - ocenił w rozmowie z tokfm.pl prof. Radosław Markowski, politolog z Uniwersytetu SWPS. Jak mówił, 'po 8 latach Morawiecki nie miał żadnej refleksji, co poszło źle'. - Każdy rząd w czymś nawala. A on ponad godzinę opowiadał o jakichś iluzjach, o osiągnięciach, bez autorefleksji, co poszło nie tak. Bo przecież nie będzie w stanie sformułować swojego rządu z jakiegoś powodu - podkreślił ekspert.
Prof. Markowski punktował kolejne etapy wystąpienia premiera. Przez sporą jego część Morawiecki wyliczał wyzwania, jakie stoją przed Polską. - To wyglądało jak wystąpienie takiego studenta na rozmowie o pracę. Co wie o przyszłości, o sztucznej inteligencji. Wygłoszone przez faceta, który właśnie korporacjom IT wlał do kieszeni miliony złotych na kampanię własnej partii - podkreślił wykładowca akademicki.
Expose Morawieckiego. "To nawet było zabawne"
Odniósł się także do sformułowanej przez premiera propozycji "pakietu demokratycznego", na który miałby się składać chociażby "dzień opozycji". - Np. co trzecie albo co czwarte posiedzenie Sejmu to wicemarszałek opozycji mógłby układać porządek obrad; comiesięczne sprawozdanie prezesa Rady Ministrów, po którym każdy z klubów może zadać pięć wolnych pytań; obligatoryjne kwoty, czyli liczba reprezentantów opozycji w obsadzie stanowisk w gremiach takich, jak komisje sejmowe, KRS, kolegium NIK" - wyliczał postulaty premier. Wywołało to śmiech posłów.
- Już sala pokazała, co o tym myśli. Ja rozumiem, że ludzie mają różne poczucie humoru. To nawet było zabawne, kiedy przyłożyło się to, co mówił, do tego, co robił przez ostatnie lata - mówił prof. Markowski.
A Morawiecki kreował się w swoim wystąpieniu nie tylko na obrońcę demokracji i praw opozycji, ale także na sojusznika kobiet, który rozumie, że chcą mieć możliwość odejść od tradycyjnych ról. - Tak jakby jemu w tych jego przemówieniach weszło w krew, żeby mówić nieprawdę albo konfabulować - zastanawiał się prof. Markowski. - Ten nos tak mu rósł przeraźliwie, jak o tych kobietach mówił, że bałem się, że przebije ekran za chwilę. Bo przecież wiemy, jaką politykę ten rząd prowadził, jak archaiczną w tym zakresie. To było budowanie teokratycznego państwa w środku Europy, gdzie starzy faceci się wypowiadają na temat cielesności kobiet - zaznaczył politolog.
W ocenie rozmówcy tokfm.pl expose Morawieckiego miało na celu przede wszystkim "przypomnienie jednak tym kilku milionom ludzi, którzy w nich wierzyli, jacy byli dobrzy". - Teraz piłeczka jest po stronie opozycji. Myślę sobie, że przez następne lata o tych wszystkich sprawach, o których mówił, usłyszymy alternatywną opowieść - o Pegasusach, inwigilacji społeczeństwa, o zapaści oświaty, uniwersytetów - wyliczał. - Źle, że to trwało 8 lat, dobrze, że się kończy - skwitował prof. Markowski.