,
Obserwuj
Dolnośląskie

Badacz bobrów krytykuje Tuska. "Wyrzucimy pieniądze w błoto", a problem pozostanie

3 min. czytania
27.09.2024 19:28
- Nie musimy być miłośnikami przyrody, żeby zobaczyć, że bobry mają potężny wpływ na ograniczenie skutków powodzi i na susze w Polsce - odpowiedział Donaldowi Tuskowi w TOK FM badacz bobrów Andrzej Czech. Premier niedawno obarczał te zwierzęta winą za uszkadzanie wałów przeciwpowodziowych.
|
|
fot. Karol Makurat/REPORTER / Karol Makurat/REPORTER

Podczas sztabu kryzysowego w Głogowie w sobotę (21 września) premier Donald Tusk zapowiedział stworzenie mapy zaniedbań, które wyszły na jaw podczas powodzi na Śląsku, Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie. Winą za powódź szef rządu obarczył m.in. bobry, które - jak przekonywał - rozkopują wały przeciwpowodziowe. - Czasami trzeba wybierać między miłością do zwierząt a bezpieczeństwem miast, wsi i stabilnością wałów - mówił premier, sugerując eliminację tych zwierząt na wspomnianych terenach.

W ocenie badacza bobrów Andrzeja Czecha pomysł Donalda Tuska po prostu "nie ma sensu". - Bobry w tym wszystkim zawiniły chyba najmniej. One nie kopią dziur w wałach przeciwpowodziowych, tylko próbują się w nich schronić. Chciałbym wierzyć, że to grube nieporozumienie - ocenił specjalista biologii środowiskowej w "Pierwszym Programie" w TOK FM.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Co więcej - jak podkreślił Andrzej Czech - bobry uratowały nas przed jeszcze gorszą powodzią. - Jeżeli przyjrzeć się twardym faktom, to w bobrach mamy niesamowitego sojusznika, który w Polsce gromadzi co najmniej 200 milionów metrów sześciennych wody w rozlewiskach, które tworzą, budując tamy i renaturalizując cieki. Nie musimy być miłośnikami przyrody, żeby zobaczyć, że bobry mają potężny wpływ na ograniczenie skutków powodzi na i susze w Polsce - tłumaczył rozmówca Wojciecha Muzala.

'Seksistowski i autorytarny'. Prof. Środa ostro o Tusku i jego rządzie

Eliminacja bobrów i co potem? "Naród się ucieszy", ale problem zostanie

Badacz zwrócił także uwagę na polityczny charakter decyzji Tuska. - To jest raczej ukłon w stronę myśliwych i partii, które są związane z rolnikami i próba wykorzystania tego faktu (powodzi - red.) do uzyskania poparcia dla większości w parlamencie. (...) Eliminacja to bardzo szybkie, proste i wygodne rozwiązanie. Naród się ucieszy, bo coś zostało zrobione, część rolników też się ucieszy. To wystarczy może na chwilę, żeby wybrzmiało na konferencji prasowej, ale w realizacji nic nie przyniesie - powiedział Andrzej Czech.

Wcześniej bobry, teraz wilki. 'Donald Tusk dostał duże lanie'

Jeżeli wyeliminujemy bobry, "wyrzucimy pieniądze w błoto", a problem pozostanie - przekonywał gość TOK FM. Jako przykład podał odstrzał dzików w celu ograniczenia rozprzestrzenienia się afrykańskiego pomoru świń (ASF). - Myśliwi w ciągu dwóch lat wybili prawie wszystkie dziki i zapłaciliśmy za to co najmniej 600 milionów złotych. Okazało się, że dziki bardzo szybko się regenerują, a ASF, jak był, tak jest i odstrzały nie miały na ograniczenie ASF najmniejszego wpływu - wskazał Czech.

Co zrobić z bobrami? Ekspert podsuwa rozwiązanie

Dlatego - zdaniem eksperta - do problemu należy podejść bardziej wybiórczo. - Powinniśmy sprawdzić, ile mamy bobrów w konkretnych miejscach i jaki one mają wpływ na konkretne zlewnie. Jeżeli zbierzemy te dane, co byłoby proste, bo mamy armię myśliwych, będziemy wiedzieć konkretnie, co dzieje się w przypadku bobra i jakiego rodzaju decyzje będą mogły być wydawane - o ile w ogóle powinny być wydawane. I może się okazać, że w niektórych zlewniach bobry powinniśmy chronić, bo powodują zmniejszenie oddziaływania niekorzystnych zmian klimatu, a tam, gdzie bobry weszły w infrastrukturę grobli, powinniśmy te groble zabezpieczyć - tłumaczył Andrzej Czech w TOK FM.