Pięć litrów koktajlu i rok w basenie. Tak zmarły staje się "nauczycielem"
Dr Zygmunt Domagała na co dzień zajmuje się przygotowaniem zwłok i nauką studentów. Jest przedstawicielem Zakładu Anatomii Prawidłowej i inicjatorem Programu Świadomej Donacji. - Osoby, które tu wchodzą, muszą przygotować się na pewnego rodzaju złamanie sacrum i profanum. Z jednej strony wchodzimy w kontakt ze zmarłym człowiekiem. To ciało, które w jakiś sposób jest przecież tabu - mówi.
- Z drugiej zaś strony ten zmarły człowiek jest naszym nauczycielem. Czyli jakby żył, prawda? Jakby nadal wykładał, pokazywał nam wszystko: "O, zobacz tutaj, to miejsce mnie kiedyś bolało, a to mnie nie bolało, bo intensywnie trenowałem i mam rozbudowane mięśnie. I zobacz, studencie, te moje mięśnie są dalej w fantastycznym stanie!". I to jest mój cel. Mój i wszystkich pracowników zakładu. Żeby to ciało, które u nas się pojawia, zamienić w nauczyciela. A to jest trudne zadanie - opowiada Domagała.
Aby ciało zamieniło się w takiego "nauczyciela", trzeba je zamienić w preparat anatomiczny. Jak tłumaczy ekspert, koktajl substancji chemicznych (konkretnie to pięć litrów płynu) podaje się do tętnicy pompką, taką dużą strzykawką.
Słyszę, że zdradzają ukraińskich żołnierzy z Polakami. 'Ogromna liczba' rozwodów
- Następnie człowiek jest umieszczany w odpowiednim basenie, gdzie jest przez rok. Ten basen zawiera te same płyny, które wcześniej podaliśmy do tętnic. Przez ten czas zachodzi ogromna zmiana. Gdy ciało do nas trafia, nie czuję, że mam do czynienia z człowiekiem. Po tym roku to już jest tylko preparat. Człowieczeństwo z tego ciała umyka - wyjaśnia doktor.
Mimo że w nauce anatomii coraz częściej wykorzystuje się nowe technologie, jak na przykład symulator VR, to ludzkie ciało jest niezbędne w kształceniu przyszłych lekarzy, ratowników medycznych i pielęgniarek. Jak wyjaśnia nasz rozmówca, chodzi przede wszystkim o oswojenie się z nim i etyczne, pełne szacunku podejście do niego.
- Jesteśmy ludźmi, nie tworami 3D, wirtualną rzeczywistością albo jakimiś symulatorami - mówi Domagała. - Musimy mieć kontakt także z ciałem zmarłego człowieka. Ono nas nauczy tego, że każdy jest inny, że tkanka reaguje na dotyk w taki sposób, a na przecięcie nożem w taki sposób. Kiedy na przykład zbyt mocno będę ciąć nożem, to niestety przetnę żyłę. I o ile u osoby zmarłej spowoduje to zanieczyszczenie pola preparacyjnego krwią i płynem konserwującym, o tyle podczas prawdziwej operacji może skończyć się tragicznie. Żadna maszyna tego nie nauczy - tłumaczy obrazowo nasz rozmówca.
'Weź jeden głęboki wdech. Kiedy wypuścisz powietrze, umrzesz'. Te warsztaty zmieniły moje życie
Jak zostać donatorem?
Decyzję o przekazaniu ciała uczelni trzeba podjąć jeszcze za życia i potwierdzić ją u notariusza. Zygmunt Domagała już to zrobił. - Chcę po śmierci jeszcze się do czegoś przydać. Żeby moje dzieci i wnuki były dobrze leczone przez przyszłych lekarzy, pielęgniarki, fizjoterapeutów i ratowników medycznych - mówi.
Akt donacji jest dobrowolny, nieodpłatny i nie może być źródłem żadnych korzyści majątkowych. - Problemem jest pogrzeb. Przez lata było to niemożliwe, a to w całym procesie żałoby nie jest dobre. Rodzina powinna pożegnać zmarłego. Dlatego od jakiegoś czasu możliwe jest symboliczne pożegnanie. Jeszcze przed preparacją ciała pobiera się pukiel włosów i rodzina ten pukiel symbolicznie składa w grobie. Wtedy też ma szanse na zasiłki pogrzebowe i wszystkie socjalne dodatki - mówi Domagała.
- My z ciałem pracujemy około pięciu lat. Ale czasem, gdy ciało jest wspaniałe pod względem anatomicznym, uczy studentów nawet siedem lat. Po tym czasie następuje kremacja. Prochy wracają do rodziny - podsumowuje.
Program Świadomej Donacji działa na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu od 2006 roku, ale dopiero w ostatnich latach ludzie bardziej się tym tematem interesują. Uczelnia ma około 500 deklaracji. Rocznie do zakładu trafia 10-12 ciał.