Zakładał Obywateli RP, by walczyć z PiS. Co robi za Tuska? "Miarka się przebrała"
Paweł Wrabec z Wrocławia jest aktywistą Obywateli RP, ale też jednym z fundatorów Fundacji Wolni Obywatele RP. Przed laty był dziennikarzem, pisał m.in. dla 'Gazety Wyborczej'. Za 'dobrej zmiany' zaangażował się w walkę o wartości i - jak mówi - fajną, otwartą, demokratyczną Polskę.
Przyznaje, że osiem lat rządów prawicy dało mu się we znaki. - Czas zaciskania PiS-owskiej pętli był bardzo trudny do wytrzymania, tak psychicznie. My to wiedzieliśmy - mówi TOK FM pan Paweł. - Cały czas tęskniłem za tym, żeby móc wreszcie przestać protestować. By móc zająć się takimi rzeczami, które wnoszą coś pozytywnego, żeby budować jakąś wspólnotę. Wiedzieliśmy doskonale, że polaryzacja do niczego dobrego nie prowadzi - dodaje nasz rozmówca.
A wszystko zaczęło się od KOD
Wrobiec zaczął działać w Komitecie Obrony Demokracji już na samym początku - niedługo potem, jak Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy. Twierdzi, że nie mógł siedzieć i czekać bezczynnie. - To, co zawdzięczam uczestnictwu w protestach, a tak naprawdę - Kaczyńskiemu i jego ekipie, to fakt, że właśnie wtedy poznałem swoją przyszłą żonę - Justynę, wspaniałą osobę. Od kilku lat jesteśmy małżeństwem - opowiada.
Zza biurka w IT przeniosła się na ulice. Protesty 'przypłaciła' terapią i... małżeństwem
Już wtedy - w 2015 roku - nawiązał kontakt z kolegami sprzed lat: Pawłem Kasprzakiem i Tadeuszem Jakrzewskim. - To znamienne, że nasza trójka przed laty należała do grupy nazywanej 'żołnierzami Frasyniuka'. W 1988-1989 usiłowaliśmy wzniecić strajki na Dolnym Śląsku. Paweł Kasprzak był wówczas naszym 'szefem'. A teraz, w tym 2015 roku, spotkaliśmy się znowu i doszliśmy do wniosku, że nasze działania musimy zintensyfikować, czy - mówiąc wprost - zradykalizować - opowiada Wrabec.
5 lutego 2016 roku poszli przed Pałac Prezydencki. Mieli transparent, a na nim hasło: 'Oznajmiamy, że Andrzej Duda jest łgarzem i krzywoprzysięzcą'. - Był tam też dopisek, że jesteśmy gotowi ponieść tego konsekwencje - w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa - nadmienia aktywista. Podkreśla, że akcja została zorganizowana poza KOD, bo 'w tym ruchu na tego typu mocniejsze i bardziej zdecydowane działania nie było przyzwolenia'. O akcji Obywateli RP spod Pałacu Prezydenckiego można przeczytać TUTAJ.
Tak powstali Obywatele RP
W rozmowie z TOK FM Wrabec przyznaje, że - decydując się na pójście przed Pałac Prezydencki - aktywiści liczyli, że policja ich zatrzyma i wsadzi za kratki. - Wierzyliśmy, że staniemy się 'męczennikami', a cała akcja spowoduje, że na ulice wyjdą tłumy. A nawet powiem więcej - jeszcze wtedy głęboko wierzyłem, że dzięki takim radykalnym działaniom uda się ten walec PiS-u zatrzymać. Ale nic takiego się nie wydarzyło - rozkłada ręce.
Od tego zaczęła się działalność ruchu Obywatele RP. - Wtedy też po raz pierwszy stanęliśmy naprzeciwko miesięcznicy smoleńskiej, domagając się zaprzestania szerzenia kłamstw. I dało to rezultat, bo - chyba w kwietniu 2018 roku - Jarosław Kaczyński zszedł z Krakowskiego Przedmieścia - opowiada Wrabec.
Jak dodaje, ostateczna decyzja o stworzeniu Obywateli RP powstała po jednym z protestów zorganizowanych przez Komitet Obrony Demokracji, w którym i on uczestniczył. - Miarka się przebrała w momencie, gdy KOD zorganizował marsz w obronie wolności mediów. Zamiast zrobić to w trakcie posiedzenia Sejmu czy Senatu, zrobili go w wolny weekend, pod pustym gmachem telewizji, gdy wszystko było już 'pozamiatane'. I wtedy razem z kolegami doszliśmy do wniosku, że to błąd - że protestować i stawać na ulicy trzeba wtedy, gdy jest jeszcze co bronić - wspomina nasz rozmówca.
Wtedy pojawił się w nich pomysł, by stworzyć organizację, której celem będzie wpychanie PiS do defensywy. - Bo zaczęliśmy widzieć, że to nasze 'walenie głową mur' przynosi efekty. Był na przykład moment, gdy nasza grupa 30 osób wymusiła na Jarosławie Kaczyńskim i wierchuszce PiS określone ustępstwa - doszło do 'porozumienia' co do zasad naszego uczestnictwa podczas kontrmanifestacji smoleńskich. Oni się po prostu przed nami ugięli - opowiada Wrabiec.
'Mamy dość tańca na trumnach'. Awantura pod pomnikiem smoleńskim. Ostra reakcja Kaczyńskiego
Blokady, kontrmanifestacje i setki wyroków nakazowych
Obywatele RP niemal non stop byli wzywani na policję czy do prokuratury. Stawiano im zarzuty, sprawy kończyły się w sądzie. Zapadały wyroki nakazowe, od których się odwoływali i wygrywali. - Pomagała nam pro bono cała grupa mecenasów, a jednocześnie sędziowie orzekali na naszą korzyść, opierając się na wykładni konstytucyjnej - wskazuje Wrabec.
I dodaje, że sprawy w wielu przypadkach były kompletnie absurdalne. - Miałem np. sprawę dotyczącą blokowania marszu smoleńskiego w 2017 roku. Zasiadałem na ławie oskarżonych razem z Władysławem Frasyniukiem - kuriozum tej sprawy polegało na tym, że mnie tam - na miejscu tych wydarzeń - nie było. Zostałem uniewinniony, ale to pokazuje, do jakich absurdów dochodziło - wspomina.
Małżeństwo z Obywateli RP: Przenieśliśmy nasze wkurzenie z kanapy na ulice
- Miałem też sprawę za rysowanie kredą pod komisariatem we Wrocławiu. To było komiczne. Jako stronę wskazano spółdzielnię mieszkaniową, która była właścicielem terenu. Więc poszedłem do prezesa tej spółdzielni, który dał mi na piśmie, że absolutnie nie ma nic przeciwko temu, abym pisał sobie kredą hasła na chodniku przed komisariatem - wspomina gość TOK FM.
Pan Paweł z żoną na polsko-białoruskiej granicy
Nasz rozmówca zaczął jeździć na granicę po wydarzeniach w Usnarzu, gdy Polska nie chciała pomóc grupie koczujących tam migrantów. - Nie mogłem tego pojąć - stwierdza. - Pierwszy raz byłem na Podlasiu w październiku 2021. Pojechałem z darami, które zebraliśmy od ludzi. Wsiedliśmy w busa i pojechaliśmy do Teremisek - rzeczy trafiały od nas do aktywistów, a przez nich były przekazywane dalej, migrantom i migrantkom w lesie - opowiada pan Paweł.
W październiku 2021 został zatrzymany przez służby. W jego samochodzie było dwóch Irakijczyków. Usłyszał zarzuty za pomocnictwo w nielegalnym przekraczaniu granicy, potem dodano jeszcze zarzut korupcji. - Na dziś nie wiemy, co się w tej sprawie dzieje, nie mamy żadnych informacji. Z naszej wiedzy wynika jedynie, że śledztwo toczyło się do maja 2023, przesłuchano w tej sprawie najprawdopodobniej 20-30 osób, łącznie z gospodynią, u której nocowaliśmy. Oczywiście, nie przyznaliśmy się do winy - wspomina nasz rozmówca.
Dlaczego zabrali do samochodu obcych ludzi? - Gdy woziliśmy dary, rozmawialiśmy też wielokrotnie z aktywistami, którzy pomagali ludziom w drodze. I zadałem im pytanie, co będzie z tymi ludźmi w lasach, gdy nastanie zima? I była jedna odpowiedź - że zaczną umierać. Uznaliśmy więc z żoną, że nie możemy do tego dopuścić, choćbyśmy mieli uratować tylko kilka ludzkich żyć. No i zaczęliśmy tych ludzi ratować - opowiada w TOK FM. Sprawę opisywała 'Gazeta Wyborcza'.
Jak wskazuje, nie rozumiał tego, jak można zostawiać w lesie tych, którzy mogą tam umrzeć. - Miałem takie odniesienie do katastrofy na Titanicu - myślałem, co mam zrobić? Podać herbatę ludziom potrzebującym pomocy i zostawić ich na tym Titanicu, czyli w tym podlaskim lesie? Paranoja. Co więcej, byłem przekonany, że tych ludzi, którzy rzucą się do pomocy tak jak my, będą setki, jeśli nie tysiące. Dziś wiem, że trochę się myliłem, ale z drugiej strony był czas, gdy tych ludzi jednak trochę było - wspomina Wrabec.
To za nami, a dziś?
Pan Paweł nie kryje, że ma żal do rządzących, że w kwestii granicy 'nie zrobili praktycznie nic'. Push-backi jak były, tak są. Wprowadzono też kontrowersyjną ustawę pozwalającą na użycie broni. - Dla mnie zostawianie ludzi w lasach to była i jest zbrodnia. Obywatele RP dalej przeciwko temu protestują - m.in. niedawno przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. To przykre i straszne, bo obiecywano nam przed wyborami coś zupełnie innego. Tymczasem demokratyczny rząd - słowo 'demokratyczny' biorę dzisiaj w cudzysłów - wlazł w buty Kamińskiego i Wąsika, i wykorzystuje ich nielegalne rozporządzenie w sprawie push-backów, czyli wyrzucania ludzi na Białoruś. Rzekomo w majestacie prawa - mówi pan Paweł.
Nie kryje, że boli go również to, że nie rozliczono policjantów, którzy - za czasów PiS - byli brutalni i według naszego rozmówcy - łamali prawo. - Nie tylko trzymali nas w 'kotłach', ograniczając nasze prawa obywatelskie, ale też używali gazu. Za swoje działania nie ponieśli konsekwencji - wskazuje pan Paweł. - Z całą pewnością tego tak nie zostawimy. Będziemy domagać się od polityków, by tych policjantów w końcu odsunąć i ukarać - dodaje.
Dziś - po wielu latach obecności na ulicy - Wrabec postanowił zaangażować się w inną działalność, bardziej lokalną. - Włączyłem się w walkę o przyrodę. Bo dla mnie dziś kluczowe są dwa tematy - zmiany klimatyczne i demografia. To jest coś, co będzie najważniejsze dla naszych dzieci i wnuków. I politycy w końcu muszą to dostrzec i usłyszeć głos tych, którzy o to walczą. I to jest dla nas na dziś największe wyzwanie - podsumowuje Paweł Wrabec w rozmowie z TOK FM.