Pani Danka oszukać się nie dała, ale większość seniorek ulega złodziejom. Jak temu zapobiec?
- Już kilka razy dzwoniła do mnie 'policja', 'CBŚ' albo jakiś rzekomy urzędnik - mówi nam pani Danka, seniorka z Bydgoszczy. - Jestem przeczulona, więc nigdy nie dałam się wciągnąć w taką rozmowę, a o sprawie natychmiast powiadamiałam prawdziwą policję. Funkcjonariusze przyjeżdżali, spisywali, ale z góry mówili, że są niewielkie szanse, by złapać tych oszustów - dodaje.
Podobnych historii można by w Bydgoszczy znaleźć mnóstwo. Niestety, nie wszyscy są tak czujni jak pani Danka i - mimo licznych kampanii społecznych - wciąż dają się naciągnąć.
Tylko w ubiegłym tygodniu dwoje starszych mieszkańców osiedli na Śródmieściu straciło pieniądze. Schemat w obu przypadkach był bardzo podobny. Do 86-letniego bydgoszczanina zadzwonił mężczyzna podający się za policjanta. Powiedział, że pieniądze starszego pana na bankowym koncie są zagrożone. Senior wypłacił je, a następnie przekazał oszustom w dwóch kopertach. Umieścił je na placu zabaw i w skrzynce na ulotki. Stracił w ten sposób 90 tysięcy złotych.
Z kolei do innej starszej pani najpierw zadzwonił ktoś - rzekomo - z urzędu statystycznego i wypytał o rodzinę. Po kilku godzinach seniorka odebrała kolejny telefon, tym razem od osoby podającej się za lekarza z Warszawy. Usłyszała, że jej wnuczka jest ciężko chora i musi dostać lek za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Kobieta oddała złodziejom 30 tysięcy złotych ze swoich oszczędności.
- To są dwa przypadki z ostatnich dni i tylko z naszego rewiru, a Bydgoszcz jest przecież sporym miastem - mówi młodszy aspirant Adrian Cieślewicz z Komisariatu Policji Bydgoszcz-Śródmieście.
Policjanci ostrzegają, że oszuści modyfikują swoje działania, dostosowują się do sytuacji, wykorzystują COVID-19, dodatki węglowe, podszywają się pod urzędników, funkcjonariuszy, znajomych dzieci czy wnuków swoich ofiar. - Są też znakomitymi mówcami. Tak prowadzą rozmowę, budują i podtrzymują napięcie, że starsza osoba nie ma szans się rozłączyć, by sprawę przemyśleć i sprawdzić. Często słyszymy: 'Ale dlaczego ta babcia nie zadzwoniła do wnuczki i nie sprawdziła, czy ta faktycznie jest chora?'. No bo oszuści nie dali jej takiej możliwości - wyjaśnia aspirant Piotr Bajlak również z komisariatu w Śródmieściu. - Złodzieje podtrzymują rozmowę nawet na czas wizyty seniora w banku, a kiedy ten nie ma jak do placówki dojechać, podstawiają mu fałszywą taksówkę - dodaje.
Przerażające statystyki
Ofiarami oszustów padają najczęściej mieszkańcy bydgoskich osiedli. Nasi rozmówcy sięgają po przykłady z poprzedniego roku. W styczniu jedna z bydgoszczanek oddała rzekomym funkcjonariuszom CBŚ 10 tysięcy złotych, kilka dni później inna osoba z tego samego osiedla przekazała mężczyźnie podającemu się za policjanta 30 tysięcy złotych.
W marcu tak zmanipulowano starszego mężczyznę, że ten oddał złodziejom 12 tysięcy złotych. Inny - ponad 90-letni bydgoszczanin - stracił ponad 50 tysięcy złotych. Taką samą kwotę straciło w marcu starsze małżeństwo, które uwierzyło w historię o współpracy z CBŚ. Miesiąc później seniorka, do której złodziej zadzwonił, podszywając się pod wnuka, straciła 20 tysięcy złotych, a 85 tysięcy złotych w połowie roku straciła starsza pani w ramach rzekomej współpracy z policją.
- Kwoty i skala przestępstw są przerażające. Ci ludzie często oddają wszystko to, co przez całe życie uzbierali. Czasem biorą dla złodziei pożyczki - mówi Bajlak.
Policjant podkreśla, że wszystkie opisane wyżej historie to sprawy, o których funkcjonariusze wiedzą. Ale zdarza się, że oszukany senior nie ma komu powiedzieć, że został okradziony albo wstydzi się przed rodziną przyznać do swojego błędu.
- Zdarzało się także, że seniorzy tracili nie tylko pieniądze, ale też złoto, biżuterię czy inne kosztowne przedmioty, które wyrzucali z mieszkań przez okna - wspomina Cieślewicz.
Swoich ofiar oszuści najczęściej szukają w starych książkach telefonicznych. Przeważnie, jak mówią policjanci, złodzieje dzwonią na numery stacjonarne. - I to jest szansa dla nas: dzieci, wnuków czy opiekunów osób starszych. Wymieńmy naszym rodzicom czy dziadkom stary numer na numer komórkowy, którego nie ma w żadnym starym spisie - radzi aspirant.
Spotkania, filmy, ulotki
Dzielnicowi odwiedzają rady osiedli, chodzą na spotkania seniorów i apelują o rozwagę. Również księża w bydgoskich kościołach ostrzegają przed oszustami. Jak dodają policjanci, czujni są również pracownicy banków, którzy już kilkukrotnie udaremnili przekazanie pieniędzy złodziejom. Zdarzają się jednak i takie sytuacje, jak przed tygodniem, gdy senior w ogóle nie reagował na ostrzeżenia kasjerki. Ta - wypłacając mu 90 tysięcy złotych - ostrzegała seniora, że mógł paść ofiarą oszustwa. Miała rację. Mężczyzna stracił oszczędności życia.
Dwa lata temu Komenda Wojewódzka Policji w Bydgoszczy nagrała filmy, na których pokazuje działania złodziei.
Przykładowe rozmowy telefoniczne z fałszywym policjantem czy wnukiem można obejrzeć w internecie. - Warto te filmy pokazać naszym seniorom - mówi Bajlak. - Niech poznają schemat działania oszustów. Prośmy ich, by byli czujni. By natychmiast się rozłączali, kiedy ktokolwiek poprosi ich przez telefon o pieniądze. By natychmiast nas o tym informowali. By nie wpuszczali do domu obcych. Tylko w ten sposób nie stracą swoich, a często też wziętych na kredyt, pieniędzy - apeluje jeden z naszych rozmówców.
Policjanci dodają, że złapanie oszustów jest trudne, często natomiast udaje się zatrzymać tak zwanych 'odbieraczy'. To osoby podstawione do odebrania pieniędzy od seniora we wskazanym miejscu. - Zdarza się, że to nieletni, którzy na łatwy zarobek przyjeżdżają do Bydgoszczy nawet ze stolicy - mówi Cieślewicz. - Zatrzymujemy ich dzięki czujności seniorów. Ci orientują się, że kontaktują się z nimi złodzieje, zgłaszają to policji i to my pojawiamy się na umówionym przez oszustów spotkaniu - dodaje.