,
Obserwuj
Lubelskie

To koniec Górek Czechowskich? Radni Lublina wydali na nie wyrok

5 min. czytania
05.09.2025 12:17

Mieszkańcy Lublina protestują przeciwko zabudowie unikalnego w skali miasta terenu. Na ostatniej sesji radni miasta zgodzili się, by deweloper mógł postawić tam bloki. Rekompensatą dla mieszkańców ma być park, który ma powstać obok osiedla.  

Protest w obronie Górek Czechowskich
Protest w obronie Górek Czechowskich
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czym dla mieszkańców Lublina są Górki Czechowskie?
  • Jakie zwierzę zagrożone wymarciem tam żyje?
  • Co obiecuje deweloper?

Górki Czechowskie to obszar naturalnych wzniesień i wąwozów w północnej części Lublina, na terenie dzielnicy Czechów. Do początku lat 80-tych funkcjonowały jako miejsce ćwiczeń żołnierzy. Atrakcją - głównie dla dzieci - był pozostawiony na Górkach stary czołg. W jednym z wąwozów znajduje się też symboliczny grób legionistów z 1916 roku, przy którym - przez wiele lat - harcerze z okolicznych szkół pełnili warty. 

- Gdy byłam dzieckiem, Górki Czechowskie były dla mnie i dla mojej rodziny, bardzo ważnym miejscem. Chodziłam do pobliskiej Szkoły Podstawowej nr 34 i mieliśmy część lekcji właśnie na górkach. Malowanie krajobrazów na plastyce, śpiewanie na muzyce, ale też np. lekcje geografii. Pamiętam, że gdy było ciemno, uczyliśmy się rozpoznawać na niebie gwiazdy. W zimie to było miejsce, gdzie jeździło się na sankach, na nartach. To był taki czas przepięknych dziecięcych zabaw. I do tego rodzice zabierali mnie na Górki w każdą niedzielę, po kościele, bo było blisko - opowiada Magdalena Nosek, która dziesięć lat temu zaangażowała się w obronę tego terenu. Razem z innymi walczyła, by nie było zgody na jego zabudowanie. 

W czwartek 4 września radni Lublina zdecydowali jednak inaczej

Wydaje się jednak, że los Górek Czechowskich został przesądzony. Radni - głosami klubu prezydenta Krzysztofa Żuka (PO), który ma większość - przyjęli tzw. Zintegrowany Plan Inwestycyjny. W uchwale, którą podjęto, zapisano m.in., że jest on zgodny z ustaleniami "Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta Lublin". "Projekt planu w pełni wpisuje się w system przyrodniczy Miasta Lublin, wyznaczone korytarze ekologiczne oraz system suchych dolin i wąwozów, nie naruszając ich środowiskowych i kulturowych walorów oraz ich ciągłości" - napisano w uzasadnieniu uchwały. Czytamy tu również, że "projekt w pełni chroni istniejącą faunę i florę, w szczególności ściśle chronione jej gatunki", a także zapewnia "zachowanie i ochronę środowiska, w tym wartościowych elementów fauny i flory, dążąc do zachowania bioróżnorodności". 

Protest przed lubelskim ratuszem
fot.

Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

Innego zdania od początku są jednak mieszkańcy i ekolodzy. Przed podjęciem decyzji przez radnych (stosunkiem głosów 18 do 11), przed lubelskim ratuszem odbył się protest z udziałem ponad stu osób, które sprzeciwiają się planom zabudowy górek. Jednym z argumentów była kwestia ochrony chomika europejskiego - gatunku zagrożonego wyginięciem - który zamieszkuje ten teren. Część protestujących miała na twarzach maski chomika.

- Są regiony w Polsce, gdzie ludzie starają się, by ten gatunek przetrwał. A u nas władze niejako go wygumkowują, udając, że na górkach go nie ma - mówiła nam pani Maria. - Na Radzie Miasta siedzi grupa Żuk-owych potakiwaczy. Przypomina mi to takie maskotki z czasów PRL-u, które jeździły w samochodach i ruszały głową potakując. I tak samo radni - co zaproponuje pan prezydent, to przytakną - dodała. 

Protest przed ratuszem w Lublinie
fot.

Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

- To smutne, że przychodzi ponad sto osób, trwa sesja Rady Miasta i nikt z rządzących nie chce wyjść i porozmawiać. Owszem, pojawili się radni PiS, ale mają mniejszość. Rozumiem, że było wiele spotkań, wiele rozmów wcześniej, ale szacunek wymaga, by z ludźmi rozmawiać także w czasie protestów - wskazał pan Piotr. Na manifestacji pojawiła się też Aleksandra Ryzner, biolożka z wykształcenia. - Mam poczucie, że prezydent zachowuje się tak, jakby był namiestnikiem jakiegoś cara. Zachowuje się w myśl zasady "Nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobisz", moja wola - namiestnikowska - jest najważniejsza. I nie liczą się protesty, argumenty, racjonalność. Ma być tak, a nie inaczej i kropka - tłumaczyła w rozmowie z nami.

Izabela jest studentką, studiuje na Uniwersytecie Medycznym, w Lublinie mieszka dopiero od kilku lat, ale chce tu pozostać. - Tyle się mówi o tym, że zieleń jest mega ważna m.in. dla naszego zdrowia psychicznego, że musimy jak najwięcej wychodzić, spacerować, biegać. A tu tak ważne dla mieszkańców miejsce - pełne zieleni, roślin, zwierząt - postanowiono zabudować. Dlatego tu jestem, bo się temu sprzeciwiam - powiedziała w rozmowie z TOK FM. - Czy naprawdę Lublin potrzebuje w tym miejscu rzędu bloków? - pytała z kolei Anna, też studentka. 

Inwestor obiecuje, mieszkańcy nie wierzą

Radny Piotr Popiel (PiS) przyznał, że "walka" o Górki Czechowskie toczy się od lat. Jak podkreślił, inwestor który ma tu wybudować bloki, obiecał też zrobić w tym miejscu park. - Rozumiem, że mieszańcy chcą kontaktu z przyrodą, to jest dla nas jasne, nie jesteśmy obojętni. Mamy obawy, bo doświadczenie pokazuje, że działania deweloperów ograniczają się do szybkiej budowy bloków, a dbanie o zieleń jednak pozostaje gdzieś w tyle. Poza tym, trochę zaskakuje kwota - 10 milionów zł. Czy za takie pieniądze uda się przygotować park? Budowa parku nadrzecznego w innym miejscu, przy ul. Janowskiej, ma kosztować 90 milionów, a tu zapisano 10. Jest to zaskakujące - powiedział TOK FM Piotr Popiel. 

- Jest jeszcze coś. W wielu miastach stworzono wielkie place w centrach miast, w pełni zabetonowane, bez zieleni. I teraz się to zmienia, bo nie przewidziano zmian klimatu i tego, jak ważna przy tych zmianach jest zieleń, cień drzewa. A tu mamy Górki Czechowskie - nazywane przez nas wietrznie zielonymi  - ze względu na "wietrzenie" Lublina, i mamy je zabudować. Decyja radnych kończy pewien etap, ale my nie ustąpimy. Pójdziemy dalej, do sądu - zapowiedziała pani Magda. 

Zgodnie z uchwalonym Zintegrowanym Planem Inwestycyjnym, właściciel terenu Górek Czechowskich - deweloper - na swój koszt stworzy w tym miejscu 75-hektarowy park (m.in. ścieżki, punkty widokowe, wybiegi dla psów i place zabaw). W zamian inwestor uzyskał możliwość budowy bloków. Najcenniejsze przyrodniczo obszary mają być chronione i wolne od zabudowy. Wiceprezydent Lublina Tomasz Fulara przekonywał, że umowa z inwestorem uwzględnia zarówno oczekiwania właściciela i jego prawo własności, jak i interes publiczny - potrzeby mieszkańców i ochronę przyrody. 

Protest przed ratuszem w Lublinie
fot.

Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

Radny Bartosz Margul z klubu radnych prezydenta Żuka wskazał, że zarzut o oddawaniu gruntu deweloperowi to mit, bo ''ten teren nigdy nie był własnością miasta''. - Kolejny mit jest z przewietrzaniem. Głównymi kanałami przewietrzającymi miasta są doliny rzek Bystrzycy i Czechówki, więc tutaj nadużywany jest ten argument - powiedział. Hasła, które pojawiły się na proteście przed ratuszem dotyczyły właśnie m.in. przewietrzania miasta ("Górki Czechowskie wietrznie (wiecznie) zielone") czy ochrony chomika europejskiego ("Górki dla chomika, nie akademika"). 

O ochronę Górek Czechowskich apelował znany dziennikarz  i przyrodnik, Adam Wajrak. Jak pisał w mediach społecznościowych, żyje tam chomik europejski - najbardziej zagrożony wymarciem ssak w Europie - ale także jest to korytarz napowietrzający dla miasta, którego zabudowa, w ocenie Wajraka, "będzie zbrodnią". Był też sprzeciw społeczności żydowskiej, która wskazywała, że sprzeciwa się budowie osiedla "na szczątkach ofiar". 

Po podjęciu decyzji, na profilu miasta pojawił się wpis "pochwalny" dla jego działań. Mieszkańcy poczuli się zbulwersowani tym, że wyłączono możliwość jego komentowania.