Historyk wygłosił wykład na temat relacji polsko-żydowskich i usłyszał: ''Kłamca''
W Chełmie na Lubelszczyźnie odbył się cykl uroczystości pod hasłem "Together Again", które były upamiętnieniem 80. rocznicy likwidacji getta w tym mieście i Akcji "Reinhardt". W programie znalazło się m.in. spotkanie szabatowe, ale też upamiętnienie ofiar zagłady na cmentarzu żydowskim. Swój wykład wygłosił też dr hab. Adam Puławski, historyk, od kilkudziesięciu lat zajmujący się badaniem stosunków polsko-żydowskich.
Puławski to naukowiec, który przez 18 lat prowadził badania w ramach lubelskiego Instytutu Pamięci Narodowej. Gdy przyszła "dobra zmiana", od badań go odsunięto, proponując mu stanowisko typowo biurowe. Zrezygnował i odszedł.
Historyk na stałe mieszka w Chełmie, więc został zaproszony na wydarzenia. Wspólnie z organizatorami ustalono wygłoszenie referatu na temat stosunków polsko-żydowskich przed wojną, w czasie wojny i już po niej. Zgodził się bez wahania. Co więcej, swój referat dostarczył organizatorom na piśmie jeszcze przed uroczystością. Jak mówi, nikt nie zgłaszał zastrzeżeń.
Dopiero po wygłoszeniu wykładu usłyszał przykre słowa od jednego z organizatorów. Zarzucono mu, że przedstawił kłamliwe tezy mówiące o antysemityzmie w Chełmie. - Jeden z lokalnych polityków, z którym znamy się od lat, nazwał mnie po angielsku "kłamcą". Słyszeli to stojący w pobliżu Żydzi, którzy byli na uroczystościach. Nie wiedzieli, o co chodzi - opowiada Puławski.
Jak dodaje, poczuł na własnej skórze, co znaczy temat tabu. - To, że w Chełmie był antysemityzm, nie jest żadną tajną wiedzą. To zjawisko zostało już wcześniej opisane, m.in. w moich licznych artykułach. Źródła wyraźnie o tym mówią, więc ukrywanie tego to jakieś nieporozumienie - przekonuje w rozmowie z TOK FM. I dodaje, że nie ma zamiaru niczego ukrywać, bo rolą historyka jest mówienie o faktach, a nie wymazywanie ich czy zatajanie. Nawet jeśli są czarnymi kartami w historii i pokazują antysemickie postawy części Polaków.
Co pojawiło się w referacie Adama Puławskiego?
Historyk w swoim wystąpieniu wskazał m.in., że w okresie II RP pojawiały się tygodniki, w których - z różnym natężeniem - zamieszczano teksty niechętne Żydom lub wprost o charakterze antysemickim. Jako przykład podał "Zwierciadło", które - jak mówił - przekonywało czytelników o obcości Żydów, obcości ich zwyczajów i kultury. Historyk podał też, że w prasie niejednokrotnie negowano prawo ludności żydowskiej do rozwoju jej tożsamości narodowej czy nawoływano do wykluczenia Żydów ze wspólnoty obywatelskiej. - Nawet 1939 roku, kiedy spodziewano się niemieckiej agresji na Polskę, w "Kronice Nadbużańskiej" wciąż ukazywały się antysemickie artykuły - mówił Puławski podczas wykładu.
Wszystko, o czym głosił w referacie, oparł na badaniach naukowych, które prowadził od 10 lat. Podał przykład Kazimierza Czernickiego, chełmianina o poglądach antysemickich, autora książki "W walce z Izraelem" wydanej w 1937 roku. To on wydał też kilka antysemickich jednodniówek.
Historyk nawiązał również do wydarzeń, które nie były wprost antysemickie, ale miały takie tło. - Jednym z nich było oskarżenie w 1938 roku, że w jednej z chełmskich szkół "żydowscy nauczyciele uczyli polskie dzieci", drugim - afera w chełmskim szpitalu psychiatrycznym. W tym drugim przypadku zwykły konflikt pracowniczy został wykorzystany do przeprowadzenia w latach 1937-1939 kampanii antysemickiej wobec dyrektora i jednocześnie chełmskiego radnego, doktora Ignacego Fuhrmana - wskazał Adam Puławski. Takich przykładów podał więcej, również w czasie wojny i po niej. Ale pokazał też drugą stronę medalu - osoby, które ratowały Żydów. Mówił o tym, że wśród chełmian znalazło się pięć osób, które dostały tytuł Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.
Swoje wystąpienie zakończył nawiązaniem do tego, co dziś ma miejsce. Powiedział o tym, że na skwerze Szmula Zygielbojma, na ścianie budynku, jest jego słynny list pożegnalny przed popełnieniem przez niego samobójstwa w maju 1943 r. - Na początku października 2022 r. ktoś dopisał: 'Polacy też mordowani byli Szmulu jeden" - zacytował Puławski.
'W tym nie ma żadnych kłamstw'
- Nie rozumiem tych uwag, które pojawiły się już po wygłoszeniu referatu. W tym, o czym mówiłem, nie ma żadnego kłamstwa czy manipulacji. Wszystko jest oparte na faktach i na materiałach źródłowych. A to, że dla kogoś są to fakty niewygodne? W historii nie może być tematów tabu - przekonuje nasz rozmówca. I dodaje, że organizatorzy znali przecież treść jego wystąpienia przed spotkaniem i nie zgłosili do niego uwag merytorycznych. - Jedynie kazali przestrzegać czasu wystąpienia - dodaje.
Zapytaliśmy fundację, która była organizatorem wydarzenia, czy miała zastrzeżenia do wykładu prof. Puławskiego. "Główny zarzut to wybiórcze potraktowanie źródeł. Np. autor podał informację, że jedynie dwóch przedstawicieli społeczności żydowskiej zasiadało w Zarządzie Miejskim. Nie podaje jednak informacji o składzie Rady Miejskiej, ilu było radnych żydowskich, o współpracy ugrupowań polskich i żydowskich (z tego powodu radny żydowski zasiadał w Zarządzie Miejskim) itp. Autor wypreparował ze źródeł tylko takie informacje, które odpowiadały jego tezie o wszechobecnym antysemityzmie Polaków" - napisał nam Zbigniew Lubaszewski, prezes Fundacji "4 Piętra".
Adam Puławski nie zgadza się z zarzutami. - Organizatorzy dali mi tylko 15 minut na wykład i tak go musiałem wielokrotnie skracać, żeby zmieścić się w tym wyznaczonym czasie. Zarzut, że czegoś nie było w tym referacie jest po prostu niepoważny. Wiadomo, że można było podawać wiele innych przykładów. Poza tym nie mówiłem, że "tylko" dwóch Żydów zasiadało w zarządzie miasta. Chciałem pokazać, że Żydzi współrządzili miastem. Inne przykłady są w moich artykułach w periodykach naukowych. Można je przeczytać choćby w chełmskiej bibliotece - broni Puławski.
'Stosunki polsko-żydowskie były skomplikowane. Nie bójmy się o tym mówić'
Prof. Adam Kopciowski, historyk z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie podkreśla, że antysemityzm w Polsce był i nie ma sensu temu zaprzeczać czy próbować to ukrywać, jak chcą niektórzy. - Ja się mogę tylko dziwić, że - chociażby od strony polskiej - coś, co było w przeszłości bardzo skomplikowane, współcześnie stara się przedstawiać w taki bardzo strywializowany, zbanalizowany sposób - mówi Kopciowski.
- Stosunki polsko-żydowskie były skomplikowane i były trudne, i nie bójmy się o tym mówić - dodaje gość Radia TOK FM. - A niektórzy mają niestety tendencję do idealizowania przeszłości, do przedstawiania historii w ciepłych, jasnych barwach, do pewnego rodzaju tworzenia Cepelii - czegoś barwnego, harmonijnego, czegoś, do czego odnosimy się z nostalgią. W mojej ocenie, absolutnie nie jest to podejście słuszne - podsumowuje prof. Kopciowski.