Ukraińcy muszą opuścić akademik. "Ktoś nas nie chce"
Należący do UMCS Dom Studencki Helios to jedno z miejsc zbiorowego zakwaterowania dla uchodźców z Ukrainy. Mieszka tu największa w Lublinie grupa - 260 osób (jeszcze miesiąc temu było to 350 osób). Są kobiety z dziećmi, seniorzy, seniorki, osoby z niepełnosprawnościami, w tym osoby głuche. O tym, że muszą się wyprowadzić, pisaliśmy już kilka tygodni temu.
Przeprowadzka jest dla nich zaskoczeniem
Większość mieszka tu niemal od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Mają oddzielne pokoje, z jedną łazienką na dwa pomieszczenia mieszkalne. Kuchnia jest na korytarzu, jedna na piętro. - Jest nam tu dobrze - mówi Oksana, która mieszka z dziećmi. Dorywczo pracuje, ale nie stać by jej było - jak mówi - na wynajęcie stancji.
Ukrainki nie chcą mówić pod nazwiskiem, boją się, że to im zaszkodzi, że za oficjalne zabranie głosu ktoś je wyrzuci. A i tak mają wiele powodów do zmartwień. - Na dziś wiemy tyle, że część z nas będzie musiała szukać mieszkania na wynajem - finansowo ma nas wspomóc m.in. Polski Czerwony Krzyż, w ramach dopłat do wynajmu, ale tylko przez kilka miesięcy. Część osób dostała propozycję przeniesienia ich poza Lublin, na co nie chcą się zgodzić - mówi Irina. Przyznaje, że miejscy urzędnicy i przedstawiciele organizacji pozarządowych rozmawiali z nimi na ten temat - spotkań było kilka.
Nasze rozmówczynie podkreślają, że przeprowadzka jest dla nich zaskoczeniem, choć wiedzą o niej od kilku tygodni. - Trudno się na to przygotować. Odbieramy to, że ktoś nas nie chce, że musimy iść gdzieś indziej, nie wiadomo gdzie. Był wśród nas nawet pomysł, by wyjść i protestować na ulicy. Protest był już nawet zgłoszony, ale ostatecznie do niego nie doszło. Nie chcemy, by ktoś odebrał to tak, że podburzamy innych, że - w dobie wojny w Ukrainie - my, Ukrainki i Ukraińcy, siejemy jakąś dezinformację i zamęt - dodaje nasza rozmówczyni.
Będzie pomoc
Jak mówi w rozmowie z TOK FM sekretarz miasta Lublin, Andrzej Wojewódzki, nikt nie zostanie pozostawiony bez pomocy. Każda osoba dostanie jakąś ofertę mieszkaniową - może to być dopłata do wynajmu przez pół roku w ramach usamodzielniania się, albo możliwość zamieszkania w miejscu zbiorowego zakwaterowania pod Lublinem. - Część osób, około 160-170, będzie mogła zostać w Lublinie, jeśli tu się leczą albo ich dzieci chodzą tutaj do szkoły. Przygotowujemy dla nich ośrodki, trwają remonty. Wszystkim zapewnimy przeprowadzkę, przewieziemy ich rzeczy - dodaje Andrzej Wojewódzki.
Regulaminy, których trzeba przestrzegać
Jak słyszymy, ukraińskie rodziny, którym zostanie zaproponowany pobyt w Lublinie, będą musiały się dostosować do warunków, jakie będą im przedstawione. W tym - również do regulaminów obiektów, do których trafią. Bo do tej pory bywało z tym różnie.
Jak opowiada Andrzej Wojewódzki, były przypadki, gdy rodziny zmieniały zamki w pokojach akademika i dorabiały sobie swoje klucze, tak by zarządcy obiektu nie mogli wejść do pokoi. Bywało, że rodzina wyjeżdżała na wiele dni, zamykając pokój "na cztery spusty". Były przypadki niszczenia infrastruktury wewnątrz akademika, ale nie tylko. - Niektóre z pań próbowały wstawiać do pokojów małe kuchenki gazowe, na co nie było naszej zgody, a mimo to, miało to miejsce. Nie muszę tłumaczyć, jak bardzo mogło to być niebezpieczne. Na takie działania nie może być naszej zgody - mówi sekretarz miasta. Jak dodaje, nie było tego dużo, ale takie przypadki się zdarzały. Podobnie jak alkohol, którego spożycie na terenie domów studenckich jest zabronione.
'Emocje są duże'
Jedna z mieszkanek Heliosa przyznaje, że dochodzą do niej głosy, że niektóre z kobiet nie zamierzają się nigdzie wyprowadzać, mimo oficjalnej informacji, że nie mają innego wyjścia. - Nie wiem, co z nimi będzie. Jest w nich bunt i może się okazać, że samodzielnie tych pokoi nie opuszczą. Sytuacja nie jest łatwa, emocje są duże - mówi jedna z naszych rozmówczyń. Termin na opuszczenie pokoi miasto wyznaczyło na koniec września. Potem w akademiku ma się zacząć remont. UMCS dostał na niego pieniądze z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
*Imiona rozmówczyń zostały zmienione, na ich wyraźną prośbę.