,
Obserwuj
Lubelskie

300 złotych za godzinę. Tak szpital łata dziury w grafiku. "Różowo nie jest"

4 min. czytania
15.05.2025 12:03
Powoli wraca do normy sytuacja w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 1 w Lublinie, gdzie przez ostatnie tygodnie odwoływano część zabiegów. Placówka stara się załatać braki kadrowe, podpisano pierwsze umowy.
|
|
fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl
  • Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 1 w Lublinie od miesięcy ma problemy z wykonywaniem operacji;
  • Wielu anestezjologów odeszło z pracy, zrezygnowali też rezydenci;
  • Sytuacja w placówce się poprawia, zarządzającym udało się dopiąć grafik na maj;
  • Szpital szuka nowych lekarzy.

 

Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 1 w Lublinie od miesięcy ma problemy z wykonywaniem operacji, bo nie ma kto znieczulać podczas zabiegów. Większość anestezjologów zdecydowała się odejść. Mówili, że chodzi głównie o panującą w szpitalu atmosferę pracy i to, że nikt ich nie słuchał (nie o pieniądze). W efekcie z grafików "spadła" połowa operacji. Z placówki odeszło również większość rezydentów. Opisywaliśmy to wszystko szczegółowo na naszym portalu.

Jak wynika z informacji TOK FM, grafik na maj został obsadzony, ale - jak mówią nam lekarze - "na styk’’. - Dalej odbywa się tylko część zaplanowanych zabiegów, bo dalej mamy braki wśród anestezjologów, choć sytuacja nieco się poprawiła. Ale różowo nie jest. Są dni - i wcale nie są to wyjątki - gdy operacje odbywają się zamiast na ośmiu salach operacyjnych, które mamy w naszym nowym nowoczesnym budynku, jedynie na dwóch. A pacjenci się denerwują, gdy odwoływany jest ich wcześniej zaplanowany zabieg - opowiada nam jeden z anestezjologów.

Jak ustaliliśmy, po naszych tekstach na temat dramatycznej sytuacji w szpitalu w placówce pojawił się nowy/stary zastępca dyrektora - dr hab. nauk medycznych i nauk o zdrowiu Marek Majewski (już wcześniej pełnił tę funkcję, ale musiał odejść). To jeden z bliskich współpracowników prorektora Uniwersytetu Medycznego (któremu szpital podlega) prof. Kamila Torresa ( jego rolę na uczelni szeroko opisywała 'Gazeta Wyborcza').

- Trzeba przyznać, że pan dyrektor rzeczywiście zaczął z nami rozmawiać. Nie traktuje nas z góry. Zupełnie inaczej się z nim rozmawia niż z panią dyrektor. Słucha, mediuje i mówi, że chce nam pomóc. Choć sam zastrzega, że nie wie, czy mu się uda - opowiadają nam lekarze (chcą zachować anonimowość ze względu na napiętą sytuację w placówce).

Pacjencie, nie daj się nabrać. Popularny lubelski szpital naruszył interesy chorych?

Szukają lekarzy. 300 złotych za godzinę pracy

Szpital od wielu miesięcy szukał nowych lekarzy. Konkursy w większości pozostawały jednak bez rozstrzygnięcia. Teraz sytuacja się zmieniła. - Widząc, że sytuacja kadrowa jest dramatyczna, szpital zaproponował o wiele wyższą stawkę i nagle okazało się, że są chętni. Wśród nich nawet ci, którzy wcześniej ze Staszica odeszli - słyszymy od lekarzy.

Z naszych informacji wynika, że zaproponowano stawkę jedną z najwyższych w całym województwie lubelskim - średnio 300 zł zamiast 200 zł za godzinę pracy anestezjologa (szpital nam tych stawek nie potwierdził).

Z informacji, które otrzymaliśmy od władz szpitala, wynika, że w ostatnim konkursie złożono 21 ofert (z czego 11 ofert od osób już udzielających świadczeń w tej placówce). Finalnie przyjęto i podpisano 20 umów. Trzeba jednak zaznaczyć, że jedna umowa to nie jeden etat. Większość umów dotyczy pracy wyłącznie w konkretnych godzinach, w konkretne dni.

Co ważne, konkurs nie dotyczył - szeroko rozumianej - pracy w Klinice Anestezjologii, ale zadań z zakresu anestezjologii i intensywnej terapii na różnych oddziałach - m.in. na blokach operacyjnych chirurgii onkologicznej, okulistyki czy na bloku operacyjnym pionu ginekologiczno-położniczego. - To nie powinno tak wyglądać. W innych szpitalach tak się tego nie rozdziela, bo anestezjolodzy znieczulają do zabiegów w różnych obszarach medycyny, w zależności od potrzeb. Ale widać, trzeba było coś wymyślić, by się ratować - mówi nam jeden z doświadczonych anestezjologów z innej placówki.

Oddział wciąż bez ordynatora

Rzeczniczka szpitala przy Staszica Anna Guzowska przekazała TOK FM, że medycy, którzy pierwotnie mieli zakończyć współpracę po 30 kwietnia, zawarli nowe umowy, "wskutek których od 1 maja kontynuują świadczenie usług na rzecz USK nr 1 w Lublinie". Co ważne, nie doszło też do rozwiązania żadnej umowy skutkującej zakończeniem udzielania świadczeń po 1 czerwca. "W chwili obecnej praca na Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii odbywa się bez zakłóceń wraz z dyżurami" - przekazał nam szpital.

Na dziś wciąż nie ma ordynatora ani osoby kierującej oddziałem. Nieoficjalnie wiemy, że takie rozmowy trwały, a dotyczyły jednego z lekarzy z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego. Na razie umowa nie została jednak podpisana. Wciąż obowiązuje "instrukcja" pani dyrektor, że to ona odpowiada za grafiki, o czym pisaliśmy na naszym portalu.

Co z rezydentami, którzy chcieli odejść?

W całej sprawie zostaje jeszcze wątek rezydentów, którzy - jak pisaliśmy - poprosili o zgodę na przeniesienie do innej placówki. Dziś wiemy, że taką zgodę dostaną.

"W sprawach dotyczących wniosków o przeniesienie rezydentów anestezjologii w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 1 w Lublinie zgromadzono już całość dokumentacji - uzyskano stanowiska jednostki macierzystej oraz konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii. Podjęta została decyzja o wyrażeniu zgody na zmianę miejsca szkoleniowego we wszystkich pięciu przypadkach" - przekazała nam rzeczniczka wojewody Dorota Grabowska.