,
Obserwuj
Lubelskie

Mała Zuzia w zakładzie dla dorosłych. Dlaczego? "To bulwersujące uzasadnienie"

4 min. czytania
14.06.2025 12:00
Poznaliśmy uzasadnienie sądu, który zdecydował, że mała Zuzia powinna trafić do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego, a nie do rodziny zastępczej. "Sąd spotkał się z nieprawdopodobną falą nacisków ze strony Rzecznika Praw Dziecka, Ministerstwa Sprawiedliwości, mediów (...) żądających umieszczenia małoletniej w rodzinie wnioskodawców" - czytamy w dokumencie. Prawniczka uważa, że te tłumaczenia są "bulwersujące".
|
|
fot. Marek BAZAK/East News

 

  • Opiekę nad małą Zuzią - która znajdowała się w szpitalu na Śląsku - chciała przejąć rodzina zastępcza z Lubelskiego;
  • Sąd się nie zgodził. Poznaliśmy uzasadnienie tej decyzji;
  • Sąd wskazuje, że podlegał naciskom ze strony różnych instytucji państwowych i mediów;
  • Pełnomocniczka rodziny krytycznie ocenia uzasadnienie sądu. W jej ocenie ten zwracał uwagę na rzeczy, które nie są istotne, a pomijał kwestie najważniejsze - że dziecko potrzebuje opieki, bezpieczeństwa i miłości;
  • Prawniczka przy okazji dzieli się swoją - podobną - osobistą historią.

 

Historię małej Zuzi (imię zmienione) opowiedzieliśmy w TOK FM jako pierwsi. Niespełna roczna dziewczynka, pozostawiona przez rodziców, pierwsze osiem miesięcy życia spędziła w szpitalu na Śląsku. Miała poważne problemy ze zdrowiem, nie jadła normalnie (a przez sondę). Miała trafić do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego, czyli miejsca przeznaczonego dla dorosłych. Tak zdecydował sąd w Zabrzu, mimo że znalazła się rodzina, która chciała się nią zaopiekować. Ta decyzja wywołała kontrowersje - nie zgodził się z nią m.in. Rzecznik Praw Dziecka, o czym też pisaliśmy na naszym portalu. Ostatecznie inny sąd zdecydował, że dziewczynka trafiła do rodziny zastępczej z Białej Podlaskiej.

Pierwsza decyzja sądu. Znamy jej uzasadnienie

Redakcja TOK FM poznała uzasadnienie do pierwszej decyzji sądu - o tym, że dziecko nie trafi do rodziny z Lubelszczyzny, która się zgłosiła, ale do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego.

Jak pisaliśmy już wcześniej, sąd wskazywał, że Zuzia powinna trafić do rodziny zawodowej - specjalistycznej, która przeszła odpowiednie szkolenia dotyczące zajmowania się dziećmi z tego typu schorzeniami.

Oprócz tego w uzasadnieniu sąd wskazał m.in., że kandydatka na mamę zastępczą pracowała w stowarzyszeniu w Białej Podlaskiej jako "sprzątaczka". Z naszych informacji wynika, że kobieta pomagała w opiece nad dziećmi z rodzin zastępczych, które stowarzyszenie otacza pomocą. Sąd podał również, że - w jego ocenie - kandydaci na rodziców nie spełniają odpowiednich warunków mieszkaniowych i bytowych do umieszczenia u nich dziecka. Napisał też, że "wszyscy wnioskodawcy są nałogowymi palaczami".

Ponadto w uzasadnieniu czytamy, że: "Sąd spotkał się z nieprawdopodobną falą nacisków ze strony Rzecznika Praw Dziecka, Ministerstwa Sprawiedliwości działającego na wniosek Ministra do Spraw Rodziny, mediów, głównej księgowej ZOZ Świętochłowice (...) żądających umieszczenia małoletniej w rodzinie wnioskodawców".

- Jako adwokat praktykujący w sprawach rodzinnych uważam to uzasadnienie za bulwersujące - mówi TOK FM mecenas Magdalena Mościcka-Podstawka, pełnomocniczka rodziny, która chciała zaopiekować się Zuzią. - Dla mnie jest to bulwersujące, że sąd brał pod uwagę takie niuansiki [chodzi o palenie papierosów - red.], które nie powinny mieć znaczenia. Rodzice przyznali, że palą papierosy, ale nigdy nie robią tego w domu. Zapewniali, że nie będą palić przy dziecku - mówi pani mecenas. I dodaje, że papierosy są zmorą wielu rodzin, a nie jest to przesłanką do tego, by dziecko nie mogło w takim domu mieszkać.

- Ponadto sąd wskazał, że mała Zuzia jest dzieckiem niepełnosprawnym i powinna trafić do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego. A to nie jest prawda. Dziecko nie ma orzeczenia o niepełnosprawności, miało tylko trudności w spożywaniu pokarmów. Dla tej małej dziewczynki najważniejsze było to, by mogła trafić do rodziny, w której zacznie zdrowieć, z którą zacznie budować więź. I tak się stało - podsumowuje pani mecenas.

Podobne historie dzieci, inne decyzje sądu

Magdalena Mościcka-Podstawka o historii małej Zuzi dowiedziała się z mediów społecznościowych. Uznała, że chce się w nią zaangażować, bo sama była w podobnej sytuacji. Pani Magdalena od dwóch i pół roku jest mamą zastępczą 6-letnego dziś Filipka, który także ma problemy ze zdrowiem.

- Nie było żadnego problemu, żeby sąd przyznał nam - mnie i mężowi - opiekę nad dzieckiem z niepełnosprawnością, które również trafiło do nas z drugiego końca Polski - opowiada nasza rozmówczyni. - Synek miał rurkę tracheotomijną, był karmiony pozajelitowo, z wieloma wadami i problemami zdrowotnymi. Był dzieckiem, które mieszkało w szpitalu, było tam przez trzy i pół roku. Sąd nie miał jakichkolwiek wątpliwości, że jesteśmy w stanie sobie poradzić - dodaje gościni TOK FM.

Mecenas Magdalena Mościcka - Podstawka z synkiem
Mecenas Magdalena Mościcka - Podstawka z synkiem
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

O Filipku pani Małgorzata dowiedziała się z programu "Uwaga!" TVN. Chłopiec ma wadę w postaci wodogłowia i rozszczep kręgosłupa, a także wady kończyn. - Obejrzałam ten reportaż i byłam bardzo poruszona. Dłuższą chwilę sama o tym myślałam, zanim swoim pomysłem podzieliłam się z mężem. Ostatecznie oboje uznaliśmy, że chcemy pomóc. I w ciągu dwóch miesięcy dziecko było już u nas w domu. Tak zaczęła się nasza wspólna historia - opowiada w TOK FM.

Wchodzę w to

Dlatego - jak dodaje - gdy dowiedziała się o sprawie Zuzi, była bardzo poruszona, że tam decyzja sądu była inna. - Doskonale wiedziałam, co mogą odczuwać ci państwo, którzy chcieli przyjąć dziewczynkę do siebie. Spotkałam się z nimi, porozmawialiśmy. I weszłam w sprawę jako pełnomocnik rodziny - opowiada prawniczka.

Szczęśliwy finał sprawy, mała Zuzia w domu

Ostatecznie mała Zuzia, o czym pisaliśmy na naszym portalu, trafiła do rodziny z Białej Podlaskiej, która od początku chciała stworzyć dla niej dom. Stało się tak po decyzji innego sądu, który uznał, że w rodzinie - choć niespecjalistycznej - dziecku będzie lepiej.

- W mojej ocenie sąd w innym składzie niejako zadośćuczynił tym rodzicom. Podkreślił, że właśnie takie osoby powinny by docenione. Wskazał, że ci państwo są niesamowitym przykładem determinacji w walce o dziecko. Nie poddali się po pierwszej decyzji - komentuje Mościcka-Podstawka. I przyznaje, że sprawa Zuzi pokazała jej, jak bardzo "system kuleje". - Bo sąd przede wszystkim powinien brać pod uwagę to, że dla tak małego dziecka najważniejsi są stali opiekunowie, najlepiej rodzice, w tym rodzice zastępczy. To oni pomagają zdrowieć takiemu maluchowi, otaczają go opieką, miłością i powodują, że dziecko może się w końcu poczuć bezpiecznie - kwituje pani mecenas.