"Trzy tysiące mil do nieba". Nieletni uchodźcy w wiosce SOS, prawica ostrzega
- Do wioski SOS w Biłgoraju, decyzją sądu, trafiła dwójka chłopców - Syrii i Jemenu - przywieziona przez Straż Graniczną prosto z granicy;
- Przeciwko temu protestują lokalni prawicowi politycy, w tym wicestarosta biłgorajski Beata Strzałka, która wcześniej była posłanką Prawa i Sprawiedliwości;
- - Chłopcy przebywają tam legalnie. I wszelkie informacje, że są to "nielegalni migranci" są po prostu nieprawdziwe - mówi Janusz Iwanicki, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Kilka tygodni temu do Wioski Dziecięcej SOS w Biłgoraju trafiło dwóch nastolatków, przywiezionych przez Straż Graniczną prosto z granicy. Dzieci, podobnie jak kobiety w ciąży czy seniorzy, należą do tzw. grupy wrażliwej; pogranicznicy nie powinni ich z Polski wyrzucać. W tym przypadku - chłopcy złożyli wnioski o status uchodźcy. Decyzją sądu w Biłgoraju - jako nieletni bez rodziców - zostali umieszczeni właśnie w wiosce SOS.
- Działania podjęte przez Straż Graniczną, Sąd Rejonowy w Biłgoraju oraz właściwe służby wojewody lubelskiego były w pełni zgodne z obowiązującym prawem, w tym z przepisami dotyczącymi postępowania z małoletnimi cudzoziemcami bez opieki, którzy wymagają natychmiastowego zabezpieczenia w trybie interwencyjnym - wskazuje dyrektor Janusz Iwanicki z Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie.
Nagonka na dzieci
O pobycie chłopców w Wiosce SOS dowiedzieli się lokalni politycy, w tym ze skrajnej prawicy. "W biłgorajskim domu dziecka lokowani zostali małoletni imigranci, którzy nielegalnie przekroczyli granice. Informacje te potwierdziłem u samego źródła. Zachęcam do podjęcia dodatkowego śledztwa dziennikarskiego" - pisał do TOK FM w pierwszych dniach lipca Piotr Zduńczyk z Konfederacji Wolność i Niepodległość. Zamieścił też w mediach społecznościowych film, na którym grzmi: "Byłem właśnie tutaj w Biłgoraju, jak usłyszałem plotki o tym, że znajdują się nielegalni imigranci. I niestety te plotki zostały mi właśnie potwierdzone. Jak się okazuje, Straż Graniczna przywiozła tutaj nielegalnych imigrantów prawdopodobnie małoletnich - za takich zostali oni zakwalifikowani. Ile jest takich sytuacji w reszcie kraju? Podobno są tutaj już od jakiegoś czasu, więc jest to sytuacja, która była skrzętnie ukrywana - alarmuje Zduńczyk.
Teraz do nagonki na dzieci - chłopcy pochodzą z objętej wojną Syrii i Jemenu - dołączyła wicestarosta biłgorajski, Beata Strzałka, która wcześniej była posłanką Prawa i Sprawiedliwości, ale w ostatnich wyborach nie dostała się ponownie do Sejmu. Ona również nagrała film i zamieściła go w mediach społecznościowych.
"Na terenie powiatu biłgorajskiego przebywa dwóch nieletnich cudzoziemców. Zostali doprowadzeni do jednej z placówek opiekuńczo-wychowawczych na terenie powiatu przez Straż Graniczną. Mam ogromny dylemat, czy do tej placówki powinni trafić cudzoziemcy, czy dzieci pochodzenia polskiego. I druga kwestia - koszty utrzymania tych nieletnich cudzoziemców w placówce podległej powiatowi - generują koszty takie same jak dzieci polskie" - mówi Beata Strzałka. I nawiązuje do problemów z umieszczaniem dzieci w pieczy zastępczej, bo - w całej Polsce - brakuje miejsc.
Dzielenie na „nasze" i „obce" jest nieetyczne
Służby wojewody lubelskiego podkreślają, że dzieci cudzoziemskie trafiają do polskich placówek od lat i trafiały również za rządów PiS. Dla przykładu, w 2018 roku na Lubelszczyźnie było ich jedenaścioro, w 2019 - dwadzieścioro, w 2020 - czternaścioro, w 2022 - dwanaścioro, a w 2023 - dziewiętnaścioro. Obecnie jest to grupa szesnaściorga dzieci: dwoje pochodzi z Maroka, dwóch chłopców - z Syrii i Jemenu, pozostałe - z Ukrainy.
- Chłopcy którzy trafili do placówki w Biłgoraju, przebywają tam legalnie. I wszelkie informacje, że są to "nielegalni migranci" są po prostu nieprawdziwe - mówi dyrektor Wydziału Polityki Społecznej, Janusz Iwanicki. - Mamy informacje pochodzące wprost z tej placówki, że chłopcy zachowują się poprawnie, jak inne dzieci. Współpracują z wychowawcami, jeżdżą na wycieczki, grają w piłkę - mówiąc krótko to grzeczne nastolatki - dodaje gość TOK FM. I podkreśla, że obecnie na terenie Lubelszczyzny w pieczy zastępczej przebywa około tysiąca dzieci. - Szesnaścioro to są dzieci cudzoziemskie, z czego czwórka - spoza Europy. Więc nawet patrząc na to statystycznie, naprawdę, żaden problem tu nie istnieje - podkreśla Iwanicki.
"Każde dziecko, niezależnie od obywatelstwa czy pochodzenia, zasługuje na traktowanie zgodne z godnością człowieka, a dzielenie ich na „nasze" i „obce" jest nie tylko nieetyczne, ale może zostać ocenione jako działanie krzywdzące i naruszające zasady równego traktowania" - wskazuje wojewoda lubelski. I dodaje, że koszty pobytu małoletnich cudzoziemców, którzy są objęci procedurą ochrony międzynarodowej w placówkach opiekuńczo-wychowawczych, są finansowane przez budżet państwa, a nie z pieniędzy powiatu.
"Z przykrością odnotowujemy fakt, że wypowiedzi przedstawiciela władz samorządowych mają charakter polityczny i konfrontacyjny, a ich treść może prowadzić do stygmatyzowania nieletnich przebywających w placówce. Działania tego rodzaju mogą budzić niepokój społeczny, osłabiać zaufanie do instytucji publicznych i podważać standardy ochrony dzieci w kryzysie" - dodaje wojewoda.
- Apeluję, by nie dzielić dzieci na "nasze" i "obce", bo to jest nieetyczne, krzywdzące i narusza zasady równego traktowania. W czasie wojny w Ukrainie, gdy Polacy otworzyli swoje serca i swoje domy, nie dzielmy dzieci na te, które są z Europy i spoza Europy, bo wojna ma jedno tragiczne oblicze. I musimy być wrażliwi na krzywdę ludzką, a zwłaszcza na krzywdę dzieci - dodaje Dorota Grabowska, rzeczniczka wojewody lubelskiego.
Trzy tysiące mil do nieba
W czerwcu wojewoda zorganizował spotkanie z przedstawicielami placówek opiekuńczo-wychowawczych z Lubelszczyzny i przedstawicielami Straży Granicznej. Rozmawiano właśnie o przepisach dotyczących nieletnich cudzoziemców. Po tym spotkaniu wojewoda wysłał list do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki społecznej. Zaapelował w nim m.in. o "utworzenie placówki opiekuńczo-wychowawczej wyspecjalizowanej w opiece nad małoletnimi cudzoziemcami bez opieki oraz wyspecjalizowanego oddziału przy jednej z istniejących już placówek. W apelu pojawiła się też sugestia, by obecnie - w okresie przejściowym - stworzyć specjalną pulę miejsc dla małoletnich cudzoziemców - przy jednej lub kilku już istniejących placówkach.
"Niezbędne jest podjęcie działań mających na celu zapewnienie opieki dzieciom cudzoziemskim (...) również z uwzględnieniem uwarunkowań kulturowych. Pozwoliłoby to sprawnie i efektywnie zabezpieczyć ich pobyt na terenie RP do czasu wydania stosownych postanowień przez sądy" - napisano w liście do ministerstwa. Wcześniej z podobnym apelem występowało też Biuro Rzeczniczki Praw Dziecka, o czym pisaliśmy na naszym portalu.
- Jesteśmy Polakami, jesteśmy narodem, który ma doświadczenie migracyjne. Pamiętamy wszyscy film "300 mil do nieba", opowiadający o dwóch chłopcach, którzy w podwoziu ciężarówki uciekli do Szwecji i tam zostali przygarnięci i zaopiekowani. Teraz mamy sytuację bardzo podobną. Dlatego nie rozumiem tych wrogich słów, które padają w przestrzeni medialnej - mówi dyrektor Janusz Iwanicki. - Mamy do czynienia z dwoma chłopcami, którzy uciekli z kraju dotkniętego koszmarem wojny. Te przysłowiowe 300 mil do nieba w ich przypadku to może były trzy tysiące mil do nieba. Ale sytuacja wydaje mi się bardzo podobna - dodaje gość TOK FM.
Swoje stanowisko w sprawie dzieci cudzoziemskich w pieczy zastępczej w Polsce wydały też kilka dni temu NGOsy. Jak wskazują, dzieci to nie zagrożenie. "Z rosnącym niepokojem obserwujemy nasilającą się dehumanizującą i agresywną narrację wobec dzieci cudzoziemskich, które – pozbawione opieki dorosłych – trafiają do Polski w poszukiwaniu bezpieczeństwa i zostają objęte opieką w ramach systemu pieczy zastępczej. Jako organizacje działające na rzecz praw dziecka w Polsce, czujemy się w obowiązku, by stanąć w obronie tych najbardziej narażonych – dzieci zmuszonych do opuszczenia swoich domów z powodu wojny, przemocy i prześladowań" - piszą organizacje takie jak m.in. Fundacja Save the Children Polska, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, Fundacja Jolanty Kwaśniewskiej Porozumienie Bez Barier, Komitet Ochrony Praw Dziecka czy Fundacja Polki Mogą Wszystko.
"Zdecydowanie sprzeciwiamy się wszelkim formom mowy nienawiści kierowanej wobec dzieci i wzywamy do jej natychmiastowego zaprzestania. Wzywamy również polityków, media i liderów opinii do zachowania odpowiedzialności i do poszanowania praw dziecka ponad wszelkimi podziałami. Sytuacja dzieci nie powinna być wykorzystywana jako element sporu politycznego" - dodają organizacje.
O chłopcach z Biłgoraja pisze też posłanka Koalicji Obywatelskiej z Lubelszczyzny, Małgorzata Gromadzka. "W Biłgorajskiej Wiosce Dziecięcej SOS schronienie znalazło dwóch nieletnich chłopców z Bliskiego Wschodu z paszportami. Bo wioska dziecięca jest dla DZIECI! Nie przestępcy. Nie terroryści. Dzieci, które przeszły przez piekło. Inna kultura, narodowość, język i kolor skóry. Ale zamiast współczucia i ludzkiej solidarności, spotkały ich oskarżenia, nienawiść, próby wypędzenia. Próby zastraszenia tych, którzy chcieli im pomóc" - wskazuje posłanka.