Nowe informacje ws. znanego profesora. "Wygląda na to, że zamiotą sprawę pod dywan"
- Andrzej K. to znany lubelski profesor prawa, przez lata wykładowca prawa handlowego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej;
- Według prokuratury Andrzej K. od blisko 20 lat miał znęcać się psychicznie nad żoną; śledczy skierowali akt oskarżenia;
- Od wielu miesięcy na UMCS trwa postępowanie dyscyplinarne wobec naukowca. Zostało wszczęte z zawiadomienia studentów;
- Rzeczniczka UMCS podaje, że profesor formalnie pozostaje zatrudniony na uczelni. "Z powodu przedłużających się zwolnień lekarskich większość czasu był jednak nieobecny w pracy" - słyszymy;
- Studenci obawiają się, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan.
Według prokuratury Andrzej K. od blisko 20 lat miał znęcać się psychicznie nad żoną. - Z aktu oskarżenia wynika, że bez powodu wszczynał regularne, rodzinne awantury, poniżał, deprecjonował swoją żonę. Powtarzał, że nie jest ona partnerem do rozmów - wskazuje w rozmowie z TOK FM rzeczniczka prokuratury Agnieszka Kępka. Śledczy skierowali do Sądu Rejonowego Lublin-Zachód akt oskarżenia.
Według śledczych K. miał nazywać żonę "idiotką, nikim, osobą mało inteligentną, głupią, nic nie wartą". "Zmuszał żonę do opuszczenia domu, wyrzucał przed dom, przez okno, jej rzeczy osobiste, zamykał od wewnątrz drzwi domu tak, by nie mogła dostać się do środka" - wskazuje prokuratura. Miał też grozić żonie, że pozbawi ją życia. Według śledczych kobieta mogła to odebrać jako realną groźbę, bo
- Obecnie czekamy na wyznaczenie przez sąd terminu pierwszej rozprawy - informuje pani prokurator.
Kim jest Andrzej K?
Andrzej K. to znany lubelski profesor prawa, przez lata wykładowca prawa handlowego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Ma na swoim koncie ponad 350 publikacji naukowych, których jest autorem, współautorem bądź redaktorem. Napisał też ponad 300 opinii prawnych, ponadto jest arbitrem polskich i zagranicznych stałych sądów arbitrażowych.
'Rzygać mi się chce na widok studentów'
Akt oskarżenia to kolejny problem profesora prawa z Lublina. Od wielu miesięcy na UMCS trwa postępowanie dyscyplinarne wobec naukowca. Zostało wszczęte z zawiadomienia studentów. Chodzi o słowa, które profesor miał do nich kierować - w trakcie wykładu, ale też w rozmowie telefonicznej z jedną ze studentek. Rozmowa miała dotyczyć egzaminu, została nagrana, jest dowodem w sprawie.
Udało nam się do nich dotrzeć. Profesor komentował na nich wpisy, które ktoś na jego temat zamieszczał w mediach społecznościowych (wpisy nie były przychylne). Na nagraniach słychać, jak profesor mówi m.in. tak: "Ja mam pozwolenie na broń, a mam broń. Ja wam już mówiłem, ja chciałbym nosić motykę i rozwalić łeb, bo to może ma sens i niech to będzie jakiś sygnał dla was, przyszłych prawników, że pewne rzeczy można tolerować, innych nie (...)" - cytujemy wprost z nagrania.
Drugie nagranie, które również jest dowodem u rzecznika dyscyplinarnego, trwa około 40 minut. Profesor mówi tam m.in.: "Rzygać mi się chce na widok studentów"; "Nie wyróżniliście się niczym, jesteście kupą idiotów". Padają też słowa: "Wasz rocznik nie sprostał wyzwaniom", "Proszę przygotować z kolegami donosy do wszystkich instytucji, które istnieją, na mnie, nie widzę problemu"; "Okazuje się, że jesteście tak prymitywnie głupi, wstyd".
W rozmowie ze studentką profesor wskazuje również: "Jeżeli chcecie, a zaczynacie wojnę ze mną, to idźcie dalej. Ja odejdę z uniwersytetu, ale wy nie skończycie studiów", "Jesteście tacy beznadziejni"; "Czego tylko dotkniecie w życiu, wszystko przegracie"; "Zostaniecie rozgnieceni jak gnidy, jak nie wiem co"; "Okazaliście się bandą głupoli, bez charakterów".
Co z postępowaniem dyscyplinarnym?
Postępowanie dyscyplinarne było prowadzone przez rzecznika dyscyplinarnego prof. Grzegorza Janusza. Jak ustaliło TOK FM, kadencja tego rzecznika się skończyła. Na nowego powołano prof. Wojciecha Ziętarę.
Sprawa Andrzeja K. była już w komisji dyscyplinarnej, bo rzecznik dyscyplinarny uznał, że mogło dojść do popełnienia deliktu dyscyplinarnego. Akta wróciły jednak ponownie, tym razem do nowego rzecznika. Dlaczego?
- Stało się to po tym, jak komisja dyscyplinarna do spraw nauczycieli akademickich wszczęła postępowanie dyscyplinarne w sprawie profesora i jednocześnie zwróciła akta sprawy do rzecznika dyscyplinarnego - celem ich uzupełnienia. Chodziło m.in. o przesłuchanie kilku dodatkowych świadków - wyjaśnia nam rzeczniczka UMCS Aneta Adamska. Nie precyzuje, o jakich świadkach mowa.
Co może grozić za przewinienia dyscyplinarne?
Zgodnie z przepisami nauczyciele akademiccy podlegają odpowiedzialności za przewinienia dyscyplinarne, które stanowią uchybienie obowiązkom nauczyciela akademickiego lub godności zawodu nauczyciela akademickiego. Wśród kar dyscyplinarnych przewidziano m.in. upomnienie, naganę, naganę z obniżeniem wynagrodzenia czy nawet wydalenie z pracy na uczelni.
Początkowo rzecznik dyscyplinarny prof. Grzegorz Janusz zawnioskował do komisji dyscyplinarnej dla nauczycieli akademickich o wymierzenie kary nagany wobec profesora Andrzeja K. Jak będzie teraz, przy nowym rzeczniku, po przesłuchaniu dodatkowych świadków? Na odpowiedź musimy jeszcze co najmniej kilka tygodni poczekać.
Zatrudniony na uczelni, ale 'nie prowadził zajęć'
Jak wskazuje rzeczniczka UMCS, profesor z Wydziału Prawa i Administracji UMCS formalnie pozostaje zatrudniony na uczelni. - Z powodu przedłużających się zwolnień lekarskich większość czasu był jednak nieobecny w pracy. W ostatnim semestrze bieżącego roku akademickiego nie prowadził zajęć ze studentami - informuje Aneta Adamska.
- Czekamy na zakończenie tego postępowania. Mamy jednak obawy, że to wszystko zmierza do zamiecenia sprawy pod dywan. Nie mam poczucia, że ktoś z uczelni chciałby ten temat rozpoznać tak jak powinien. Wprost przeciwnie. Całe to kierowanie sprawy do komisji, jej powrót znów do rzecznika dyscyplinarnego, kolejne przesłuchania nie wiadomo, ilu konkretnie osób i kogo - nie wygląda to przejrzyście - mówi nam jeden z byłych studentów, który zna sprawę. W jego ocenie profesor nie powinien wrócić do zajęć ze studentami, ale nie ma jasności w tej kwestii. - Postępowanie dyscyplinarne wygląda jakby było przeciągane w nieskończoność - dodaje inny z naszych rozmówców. Profesor był przez lata konsulem honorowym Austrii. Już nim nie jest.