1500 "niewidzialnych dzieci". Dlaczego system nie działa?
- Problem dotyczy około 1500 dzieci w Polsce - tyle mieszka w DPS-ach i ZOL-ach;
- Dzieci trafiają do takich placówek decyzją sądów;
- Małgorzata Szumowska z Fundacji Centrum Edukacji Niewidzialna o dzieciach, które przebywają w DPS-ach i ZOL-ach mówi: 'niewidzialne' i apeluje, aby wreszcie je dostrzec;
- Na problem zwróciła uwagę Rzeczniczka Praw Dziecka oraz Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Niebawem w DPS-ach mają ruszyć specjalistyczne audyty.
Około 1500 dzieci w Polsce - chorych i z niepełnosprawnościami - mieszka w domach pomocy społecznej (DPS-ach) i zakładach opiekuńczo-leczniczych (ZOL-ach). To miejsca z założenia przeznaczone dla dorosłych, ale sądy umieszczają w nich również dzieci. Przez lata państwo nie zrobiło nic, by to zmienić.
Tak było m.in. z niespełna roczną Zuzią, której historię opisywaliśmy na naszym portalu. Dziewczynka - decyzją sądu w Zabrzu - miała trafić do zakładu opiekuńczo-leczniczego, mimo że znalazła się rodzina zastępcza, która chciała dać jej dom. Problem polegał jednak na tym, że dziewczynka była chora, odżywiana przez sondę i sąd uznał, że ludzie, którzy się po nią zgłosili, sobie nie poradzą. Przekonywał, że dziecko powinno trafić do rodziny specjalistycznej. Takiej jednak nie było.
Ostatecznie - po dłuższej batalii - tej pierwszej rodzinie z Lubelszczyzny udało się przekonać sąd, że będą dobrymi opiekunami dla Zuzi. Dziewczynka trafiła do domu, w którym znalazła miłość i bezpieczeństwo. Jej stan zdrowia szybko zaczął się poprawiać.
Mała Zuzia w zakładzie dla dorosłych. Dlaczego? 'To bulwersujące uzasadnienie'
Niewidzialne dzieci
- Są dzieci, które nigdy nie wyzdrowieją. Ale czy to znaczy, że mają trafić do instytucji przeznaczonej dla osób dorosłych? - pyta Joanna Luberadzka-Gruca z fundacji "Polki mogą wszystko". - Z doświadczenia wiemy, że dziecko, które spotka się z indywidualną opieką, które dostanie poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa, może się stać zupełnie innym dzieckiem. (...) Jeśli będziemy patrzeć na dzieci tylko przez pryzmat dokumentów i diagnoz, a nie przez pryzmat tego, jakie to dziecko może być, jak można rozwinąć jego potencjał i do czego ma prawo, to rzeczywiście zostają nam tylko DPS-y i ZOL-e. Ale ja takiej rzeczywistości po prostu nie przyjmuję - dodaje.
Luberadzka-Gruca mówi, że zna przypadki dzieci, które - mieszkając w DPS-ie - nie realizowały obowiązku szkolnego i praktycznie w ogóle nie wychodziły z placówki.
Małgorzata Szumowska z Fundacji Centrum Edukacji Niewidzialna o dzieciach, które przebywają w DPS-ach i ZOL-ach mówi: "niewidzialne" i apeluje, aby wreszcie je dostrzec. - Po prostu o nich pomyślmy. Niech nie stają się niewidzialne na zawsze. Niech ten reflektor uwagi poświeci na nie chociaż trochę - mówi.
Jest reakcja Rzeczniczki Praw Dziecka
Aktywistka podjęła działania na rzecz zmiany prawa w tym zakresie. Na problem zwróciła też uwagę Rzeczniczka Praw Dziecka.
"Na tle ogromnego kryzysu w zakresie funkcjonowania całego systemu pieczy zastępczej, przejawiającego się w szczególności brakiem miejsc dla małoletnich zarówno w rodzinnej, jak i instytucjonalnej pieczy zastępczej, chciałabym zwrócić uwagę na zaobserwowane nieprawidłowe działania instytucji podejmowane w obszarze zapewnienia miejsc pobytu dzieciom pozbawionym opieki i wychowania rodziców" - napisała Rzeczniczka Praw Dziecka w liście do resortów rodziny, sprawiedliwości, zdrowia oraz do wojewodów.
Monika Horna-Cieślak stanowczo podkreśliła, że ani DPS-y, ani ZOL-e "absolutnie nie mogą być uznane za środowisko zastępcze dla małoletnich, potrzebujących opieki i wychowania poza domem rodzinnym".
"Celem domów pomocy społecznej jest zapewnienie usług bytowych i opiekuńczych, a zakładów opiekuńczo-leczniczych - usług medycznych. Z kolei piecza zastępcza ma w zadaniach całe spektrum dodatkowych działań, takich jak reintegracja dziecka z rodziną biologiczną i przygotowanie dziecka do godnego, samodzielnego i odpowiedzialnego życia" - wskazała rzeczniczka.
Wyraziła też dezaprobatę, by sądy - w sytuacji, gdy dziecko może być umieszczone w rodzinie zastępczej - kierowały je do zakładów opiekuńczo-leczniczych czy domów pomocy społecznej.
Nowy pomysł MEN. 'Stracą dzieci. Kto zyska? Trudno powiedzieć'
Sprawę bada również Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Niebawem w DPS-ach mają ruszyć specjalistyczne audyty - pieniądze na nie pochodzą z Unii Europejskiej. Chodzi m.in. o sprawdzenie warunków życia w tych instytucjach, zasad pobytu, ale też przestrzegania praw człowieka.
- W każdym domu pomocy społecznej w Polsce zostanie przeprowadzony audyt. Pojawią się w nich zespoły złożone z pracowników wydziałów spraw społecznych i przeszkolona osoba z wybranej przez ministerstwo organizacji pozarządowej - wskazała wiceministra Katarzyna Nowakowska. Audyt ma m.in. sprawdzić, dlaczego poszczególne osoby trafiły do DPS i czy można im zaproponować inny rodzaj wsparcia.
Jak czytamy na portalu niepelnosprawni.pl, wiceministra Nowakowska poinformowała również, że jej resort planuje nowelizację ustawy o pomocy społecznej. - Jednym z postulatów jest to, by rozdzielić DPS, w których przebywają dzieci od tych, w których przebywają dorośli. (...) Obecność dzieci w domach pomocy społecznej to temat, którym intensywnie zajmujemy się w ministerstwie - zapewniła przedstawicielka rządu.
Całego reportażu Anny Gmiterek-Zabłockiej, pt.: "Niewidzialne dzieci" będzie można posłuchać dzisiaj (wtorek) o godz. 20.00 na antenie Radia TOK FM, w audycji "Mikrofon Radia TOK FM" - po reportażu komentarze słuchaczy! Zapraszamy!