,
Obserwuj
Lubelskie

Węże, jaszczurki i pająki na śmietniku. Tu widać dramat zwierząt egzotycznych w Polsce

5 min. czytania
17.08.2025 08:00
Latem liczba porzuconych egzotycznych zwierząt rośnie. Węże, jaszczurki czy żółwie lądują w parkach, lasach, a nawet w śmietnikach. W Lublinie działa jedyne w Polsce miejskie egzotarium, które od 17 lat ratuje te zwierzęta przed śmiercią. - Staramy się uczyć ludzi odpowiedzialności - mówi opiekun Bartłomiej Gorzkowski.
|
|
fot. Urząd Miasta Lublin, mat. prasowe
  • Egzotarium przyjmuje m.in. legwany, agamy brodate, węże, żółwie, pająki, skorpiony, ale też ptaki; to placówka zarządzana przez miasto; obecnie jest tu blisko 100 zwierząt;
  • "Nawet 90-95 procent naszych zwierząt zostało porzuconych w parkach, na ulicach, w lesie, w piwnicach bloków, a nawet w śmietnikach" - mówi twóca egzotarium;
  • Zdarza się, że właściciele zwierząt chcą je zostawić w egzotarium na czas urlopu. "Odmawiamy, bo nie jesteśmy hotelem" - informuje w TOK FM Gorzkowski;
  • Ale w egzotarium są również "uciekinierzy" z prywatnych hodowli czy zwierzaki, których wymagania przerosły możliwości poprzednich opiekunów;
  • Nasz rozmówca zwraca uwagę, że wiele problemów związanych z egzotycznymi zwierzętami to pokłosie mody na nie i nieodpowiedzialności człowieka.

Egzotarium działa przy Schronisku dla Zwierząt w Lublinie. Obok psów i kotów - od 17 lat - trafiają tu też zwierzęta egzotyczne, takie jak np.: legwany, agamy brodate, węże, żółwie, pająki, skorpiony, ale też ptaki - papugi czy kanarki. Egzotarium w Lublinie jest pierwszą i jak dotąd jedyną tego typu placówką w kraju - prowadzoną pod auspicjami miasta.

Obecnie jest tu blisko 100 zwierząt. Najczęściej to przypadki, które ktoś gdzieś porzucił. - Nawet 90-95 procent naszych zwierząt zostało porzuconych w parkach, na ulicach, w lesie, w piwnicach bloków, a nawet w śmietnikach: w jakimś starym terrarium czy w worku na śmieci. Mamy przynajmniej kilka - kilkanaście takich przypadków rocznie - mówi TOK FM twórca egzotarium i opiekun zwierząt Bartłomiej Gorzkowski.

Zwierzęta porzucane na wakacje

Zwierzęta porzucane są szczególnie teraz, gdy opiekun wyjeżdża na wakacje i nie ma co zrobić z wężem czy jaszczurką. - Najwięcej tych porzuceń jest rzeczywiście w sezonie letnim, bo z jednej strony - niektóre zwierzaki przeszkadzają w planach urlopowych, a z drugiej - często zwierzęta kupione jako "żywy prezent" na komunię, dzień dziecka czy inną uroczystość, też już zdążą się znudzić. Także okres wakacyjny dla nas to jest apogeum - mówi Gorzkowski.

Jak wskazuje, niejednokrotnie odbiera telefony z pytaniem, czy można zostawić w egzotarium zwierzęta na czas urlopu. - Odmawiamy, bo nie jesteśmy hotelem. Do nas trafiają zwierzęta, które wymagają leczenia i które są w świetle prawa zwierzętami bezdomnymi - informuje.

Przyznaje, że zwierzęta są przyjmowane do egzotarium w sytuacjach naprawdę trudnych, wyjątkowych. - Ale staramy się uczyć ludzi odpowiedzialności. Bo inaczej każdy sobie pomyśli: "Aha, czyli jak mi się zwierzę znudzi, to sobie po prostu oddam do egzotarium czy do schroniska" - podkreśla nasz rozmówca.

Zdarza się jednak, że ludzie przynoszą swoich podopiecznych, mówiąc, że gdzieś je znaleźli. - Czasem widać, że nie mówią prawdy. Natomiast nie mamy podstaw do tego, by zarzucić komuś kłamstwo - mówi Gorzkowski.

Pająk na gigancie? Tacy też trafiają do egzotarium

Ale w egzotarium są również "uciekinierzy" z prywatnych hodowli czy zwierzaki, których wymagania przerosły możliwości poprzednich opiekunów. Często są chore, w bardzo złym stanie, wymagają opieki i troski.

Przez 17 lat działalności egzotarium udało się uratować ponad 1000 takich zwierząt z terenu samego Lublina. - Tu też powstała nasza fundacja "Epicrates", założona z inicjatywy wolontariuszy w 2011 roku po to, żeby wyjść z tą działalnością poza Lublin, bo tu - do egzotarium - zwierzęta spoza Lublina nie mogą trafiać. A w fundacji mamy kolejne ponad 1000 zwierząt uratowanych, więc jest co robić - podkreśla pan Bartłomiej.

Moda i brak wiedzy

Wiele gatunków egzotycznych można kupić za niewielkie pieniądze. Gekony płaczące potrafią kosztować 50 zł, a najtańszy wąż - około 100 zł. - Można je też kupić przez internet, dostając później zwierzę paczką pod drzwi, co jest nielegalne, ale niestety na porządku dziennym - rozkłada ręce twórca egzotarium.

- Gdy taki zwierzak zaczyna chorować i wymaga leczenia wartego kilkaset czy nawet kilka tysięcy złotych, to okazuje się, że dla niektórych ludzi ważniejsze są pieniądze. Dlatego wyrzucają zwierzę, by kupić sobie nowe - opowiada nasz rozmówca. Jako przykład podaje historię Malutkiego - legwana zielonego, który miał ropnia na pyszczku. - Guz rósł przez wiele miesięcy, może nawet rok. I gdy w końcu właściciel poszedł z nim do lekarza, zwierzę nie miało już siły jeść, nie ruszało się, choroba była mocno zaawansowana. Stwierdził, że leczenie mu się nie opłaca: 'Proszę go uśmiercić, a ja kupię sobie nowego, będzie taniej' - miał powiedzieć. To niedopuszczalne podejście, ale tak jest. Teraz legwan jest u nas, ma się dobrze - mówi Gorzkowski.

Walka o schronisko dla zwierząt. 'Boimy się, że będziemy mieli na karku kolejną mordownię'

Nasz rozmówca podkreśla jednocześnie, że takie podejście najczęściej wynika z mody na zwierzęta egzotyczne i z niewiedzy. Ludzie kupują zwierzaka dla siebie albo dla dziecka, nie zapoznając się wcześniej z informacjami, jakie ma wymagania, czym się odżywia, do jakich rozmiarów urośnie, jakie warunki trzeba mu zapewnić.

- Na ogół nie chce nam się zdobywać takich informacji. Idziemy po prostu do sklepu zoologicznego i pracującą tam osobę traktujemy jako guru. Niestety, nie wszyscy sprzedawcy są uczciwi - mówi Gorzkowski.

I podaje kolejny przykład: żółwi z rodzaju Pseudemys, które - jak mówi - są sprzedawane w olbrzymich ilościach w sklepach zoologicznych. - I są to żółwie wielkości małej monety. Wiele sklepów reklamuje je jako "miniaturki", rosnące do 10 centymetrów. Tymczasem te żółwie potrafią ważyć nawet 5 kilogramów i liczyć ponad 40 centymetrów długości. I taki "malutki" żółwi - według zapewnień sprzedawcy będzie sobie żył w 60-litrowym akwarium, ale po dwóch-trzech latach wymaga już akwarium 600-litrowego - opowiada nasz rozmówca. I dodaje, że często nie informuje się też nabywców, że żółw potrafi żyć 60 czy 80 lat.

Gorzkowski zaznacza jednak, że nieodpowiedzialność i głupota nie dotyczą wszystkich. - Chciałbym podkreślić, że większość osób, które trzymają egzotyczne zwierzęta w domach, to prawdziwi pasjonaci i ludzie naprawdę odpowiedzialni. Z ostatnich badań prowadzonych na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu wynika, że w Polsce obecnie jest przetrzymywanych w domach prywatnych od 300 do 350 tysięcy gadów - dodaje gość TOK FM.

Ekspert przyznaje, że miał wiele sytuacji, gdy opiekunowie zwierząt egzotycznych dzwonili do niego z prośbą o pomoc czy poradę. - Mój telefon potrafi dzwonić o 1 w nocy. Często są to telefony związane z interwencjami, bo na przykład gdzieś jakieś zwierzę kroczy po mieście. Ale to są też prośby o pomoc: jak się danym zwierzakiem zająć - mówi gość TOK FM.

Zwierzęta egzotyczne mogą trafić do adopcji - takie działania są podejmowane. Ale, by tak się stało, osoba chętna musi się wykazać wiedzą. Pracownicy egzotarium muszą być pewni, że wie, jak się danym zwierzęciem zająć, jakie warunki musi mu zapewnić, co powinna o nim wiedzieć.