,
Obserwuj
Lubuskie

Psy zagryzły 46-latka - co do tej pory wiadomo o sprawie? "Córce pogryzły rękę"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
3 min. czytania
16.10.2025 13:08

46-letni pan Marcin, kierowca międzynarodowej firmy transportowej z Puław, zmarł w środę rano w zielonogórskim szpitalu po ciężkim pogryzieniu przez trzy psy. Do tragedii doszło w lesie, w pobliżu miejsca obsługi podróżnych MOP Racula Wschód przy drodze S3. Jak ustaliła 'Wyborcza", psy będące własnością właściciela pobliskiej strzelnicy i sympatyka ruchu narodowego, nie po raz pierwszy zachowywały się agresywnie wobec ludzi. Sprawą zajęła się prokuratura.

fot. Wladyslaw Czulak / Agencja Wyborcza.pl
  • Psy, które zaatakowały pana Marcina, należały do właściciela pobliskiej strzelnicy w Raculi - byłego policjanta. Zwierzęta miały wcześniej wykazywać agresję wobec ludzi, jednak mimo wcześniejszych incydentów nie odebrano ich właścicielowi;
  • Śledztwo prokuratury obejmuje nie tylko okoliczności ataku, ale także legalność działania strzelnicy oraz warunki, w jakich przebywały psy;
  • Właścicielowi zwierząt grozi od pięciu lat więzienia do dożywocia.

Do śmiertelnego ataku doszło w niedzielę 12 września. Około południa 46-latek zatrzymał się na MOP-ie Racula przy trasie S3, na wysokości Zielonej Góry (woj. lubuskie), by zrobić sobie przepisową przerwę. Korzystając z wolnego czasu, wybrał się do pobliskiego lasu na grzyby. Tam został zaatakowany przez trzy duże psy.

Mężczyzna trafił do Uniwersyteckiego Szpitala w Zielonej Górze z licznymi ranami ciała. Według Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze miał "co najmniej 53 rany szarpane i gryzione, które wymagały natychmiastowej hospitalizacji i intensywnej pomocy medycznej". Był wielokrotnie operowany, a z ustaleń "Wyborczej" wynika, że konieczna była amputacja kończyn.  - Mimo ogromnych starań lekarzy i całego personelu klinicznego oddziału anestezjologii i intensywnej terapii pacjent zmarł nad ranem - przekazała we środę rzeczniczka szpitala Sylwia Malcher-Nowak cytowana przez "Gazetę Lubuską", która jako pierwsza poinformowała o śmierci poszkodowanego.

Jeszcze w dniu śmierci 46-latka rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze Ewa Antonowicz przekazała, że wszczęto śledztwo mające wyjaśnić okoliczności tragedii. - Postępowanie zostało przejęte przez prokuraturę okręgową, aby całkowicie wyeliminować ewentualne obawy co do obiektywizmu śledczych - zaznaczyła.

Redakcja poleca

Co z psami, które zagryzły mężczyznę? "To nie jest dla nich odpowiednie miejsce"

Jak ustalono, psy w typie owczarków belgijskich należały do właściciela pobliskiej strzelnicy w Raculi, który jest byłym policjantem i - jak podała "GW" - sympatykiem ruchu narodowego. Według śledczych mężczyzna został zaatakowany po tym, jak wydostały się z posesji, na której znajduje się strzelnica. Pokrzywdzony miał przy sobie nożyk do obierania grzybów, którym zranił jednego psa, ale nie udało mu się obronić przed dwoma pozostałymi. Gdy służby dotarły na miejsce, przy rannym znajdowały się dwa psy, a trzeci został schwytany później. Wszystkie zwierzęta zabezpieczono i przewieziono do domu tymczasowego.

Antonowicz przekazała, że psy muszą zostać poddane opinii behawioralnej, dlatego nie ma możliwości umieszczenia ich w schronisku. Badania mają określić ich rasę i stan psychiczny, a także zbadać czy warunki, w których przebywały zwierzęta, nie wpłynęły na ich agresywność. - Musimy mieć świadomość, że te psy przebywały nieustannie na strzelnicy. To nie jest dla nich odpowiednie miejsce już samo w sobie, bo wiemy, że psy są między innymi wrażliwe na odgłosy i huk - wskazała rzeczniczka.

"Wyborcza" podała, że śledztwo obejmie również kwestię legalności działania samej strzelnicy. - Chcemy zbadać zasady funkcjonowania strzelnicy, na której przebywały psy. Analizie zostanie poddane m.in. przestrzeganie przepisów dotyczących bezpieczeństwa oraz zgodność prowadzonej działalności z obowiązującymi regulacjami - przekazała Antonowicz.

Redakcja poleca

Psy atakowały już dwukrotnie, ale nie zostały odebrane właścicielowi

Prokuratura bada też wcześniejsze przypadki agresji tych samych psów, które - jak dowiadujemy się z reportażu TVN24 - w 2022 roku miały zaatakować matkę z córką. Zaczęło nas atakować sześć psów. Cztery powaliły mojego owczarka niemieckiego na ziemię i zaczęły go gryźć. Dwa biegały wokoło. Córka zaczęła bronić psa, a więc powaliły moją córkę. Wtedy ja ruszyłam do tego, aby bronić córki. Jeden z psów rzucił się na mnie. Ugryzł mnie w rękę, córce pogryzły rękę, nogę - mówiła kobieta dziennikarzowi TVN24. W 2024 roku natomiast psy zaatakowały młodego mężczyznę. Obrażenia były tak silne, że nastąpiła konieczność amputowania uszu oraz trwających kilka miesięcy dializ.

W jednej ze spraw postępowanie umorzono, w drugiej właściciel psów zapłacił grzywnę. Nikt jednak nie wnioskował o odebranie mu zwierząt. - Wątki te zostaną włączone do prowadzonego śledztwa i wnikliwie zbadane pod kątem ewentualnych naruszeń prawa - zapowiedziała prokurator Ewa Antonowicz.

Według ustaleń śledczych właścicielowi psów grozi kara od pięciu lat więzienia do dożywocia. Ciało 46-letniego kierowcy zabezpieczono do sekcji zwłok, która ma pomóc w ustaleniu mechanizmu powstania ran i przyczyn zgonu.

Posłuchaj:

Źródła: Gazeta Lubuska/Gazeta Wyborcza/TVN24/PAP