,
Obserwuj
Mazowieckie

"GW" o "zmowie przewoźników" w Biedronce. "Narzędzie kontroli, którego ludzie nie widzą"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
3 min. czytania
21.11.2025 11:52

Kierowcy dowożący towary do sklepów Biedronka ujawniają mechanizmy, które - jak twierdzą - ograniczały im możliwość zmiany pracy. "(Bez przepustki - red.) możesz stać za płotem" - mówią "Gazecie Wyborczej". Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi śledztwo w sprawie zmowy na rynku pracy.

fot. Wojciech Strozyk/REPORTER
  • Kierowcy w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" opisują praktyki firm transportowych i kierowników centrów dystrybucyjnych, które miały blokować im dostęp do pracy u innego przewoźnika;
  • W piśmie do kierowców Biedronka wzywa do zgłaszania przypadków ograniczania zmiany firmy w latach 2017-2024;
  • UOKiK podejrzewa nielegalną zmowę typu no-poach. "Takie działanie jest nie tylko niezgodne z prawem ochrony konkurencji, ale również niedopuszczalne w wymiarze ludzkim" - ocenił prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Jak ustaliła "Wyborcza", choć formalnych zakazów zmiany pracy nie było, kierowcy, którzy chcieli przejść do innej firmy transportowej obsługującej Biedronkę, napotykali trudności. "Oficjalnie żaden kierowca, który chce zmienić pracę, nie dostaje zakazu. Po prostu nie dostaje nowej przepustki do wjazdu na Centrum Dystrybucyjne. Musi poczekać trzy miesiące" - wyjaśnił w rozmowie z dziennikiem jeden z kierowców wożących towar do sklepów sieci Biedronka.

W lipcu UOKiK postawił zarzuty Jeronimo Martins Polska, 32 przewoźnikom i ośmiu menedżerom, podejrzewając ich o ograniczanie konkurencji na rynku pracy.

Wszystkie dostawy do sieci są realizowane przez kierowców zatrudnianych przez zewnętrzne firmy transportowe. Choć same firmy nie są ze sobą powiązane, według UOKiK miała między nimi funkcjonować nieformalna zasada trzymiesięcznej blokady przy przejściu kierowcy z jednej firmy do innej. Biedronka wysłała w październiku oficjalne pismo do obecnych i byłych kierowców, wzywając do kontaktu osoby, które w latach 2017-2024 "zostały objęte zakazem lub ograniczeniem możliwości przechodzenia pomiędzy firmami transportowymi obsługującymi centra dystrybucyjne Biedronki, w wyniku czego pozostawały bez pracy".

Redakcja poleca

"Trzy miesiące bana" dla kierowców, którzy chcieli zmienić pracę

Kierowcy w rozmowie z "GW" opisali mechanizmy blokady, która miała polegać na odmowie wydania przepustki do centrum dystrybucyjnego lub niewpisaniu do grafiku. "(Bez przepustki - red.) możesz stać za płotem. To jest narzędzie kontroli, którego ludzie z zewnątrz nie widzą" - skomentował jeden z kierowców.

Przykładem ma być Jakub z Ząbek, który próbował zmienić firmę transportową w 2022 roku. Chciał zmienić trasę, którą jeździ, więc zapowiedział przełożonemu, że "albo dostanie inną (...) albo odchodzi". W międzyczasie już ustalił warunki pracy z innym przewoźnikiem. Szef po tygodniu poinformował go, że trasy nie zmieni. Wtedy Jakub zwrócił się do firmy, z którą był umówiony wcześniej, jednak nagle okazało się, że nie ma dla niego miejsca. Wtedy poprosił kolegę o zadzwonienie tam i zapytanie, czy szukają nowych pracowników. "Okazało się, że szukają. Poszedłem z awanturą do tego przewoźnika i usłyszałem, że nie mógł mnie przyjąć, bo i tak dostałbym trzy miesiące bana (...)" - opowiadał mężczyzna.

Kierowcy podkreślają, że zarabiają od liczby kursów (250-300 zł brutto za kurs), a realia pracy zależą od warunków w sklepach i magazynach. Opóźnienia przy przyjmowaniu dostaw generują straty czasowe, które przekładają się na pensje.

Redakcja poleca

Sprawą zajął się UOKiK."Niedopuszczalne"

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny ocenia proceder jako zakazane porozumienie typu no-poach. "Podejrzewamy, że firmy transportowe oraz Jeronimo Martins Polska zawarły porozumienie, którego celem miało być ograniczenie możliwości przechodzenia kierowców pomiędzy firmami transportowymi (...) Takie działanie jest nie tylko niezgodne z prawem ochrony konkurencji, ale również niedopuszczalne w wymiarze ludzkim" - ocenił. Przedsiębiorcom grożą kary do 10 proc. obrotu, a menedżerom - do 2 mln zł.

Związek przewoźników ocenia, że takie układy mogą istnieć. "Można nawet iść dalej, istnieją zależności i koterie przy przyznawaniu zleceń" – mówi "Wyborczej" Mirosław Szczepankowski. Biedronka odmawia komentarza. "Co do zasady nie komentujemy postępowań, które się toczą" - przekazano.

Posłuchaj:

Źródło: Gazeta Wyborcza