,
Obserwuj
Polska

Ruszają kontrole pieców. Ekspert mówi, czego unikać. "Strażnik wróci z policją"

3 min. czytania
22.10.2026 17:46

Sezon grzewczy właśnie się rozpoczął, a to oznacza, że do naszych drzwi może zapukać strażnik miejski lub urzędnik, który sprawdzi, czy nie zatruwamy powietrza. - Jeśli zdarza się proceder spalania odpadów, z kominów wydostaje się śmierdzący dym i są na to skargi, to możemy spodziewać się wejścia strażników do kotłowni, a nawet pobrania próbek popiołu - mówił w TOK FM Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego.

Rzeszów, Osiedle Słocina. Straż Miejska kontroluje dym z pieców przy użyciu drona
Rzeszów, Osiedle Słocina. Straż Miejska kontroluje dym z pieców przy użyciu drona
fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • w których województwach można spodziewać się kontroli domowych pieców i kotłów;
  • czym grozi niewpuszczenie kontrolera do domu;
  • na jakiej podstawie strażnicy wybierają domy do kontroli;
  • jaka kara grozi za spalanie śmieci w domowym piecu;
  • czy samo wykrycie zanieczyszczeń przez drona wystarczy do wystawienia mandatu;
  • co grozi za zgłoszenie niewłaściwego źródła ogrzewania w CEEB.

Ruszył sezon grzewczy, a wraz z nim kontrole domowych pieców i kotłów. Wizyty strażnika miejskiego lub urzędnika mogą spodziewać się mieszkańcy całej Polski z wyjątkiem województw warmińsko-mazurskiego i podlaskiego, które nie uchwaliły uchwały antysmogowej.

O tym, jak wyglądają takie kontrole, mówił w TOK FM Piotr Sergiej, aktywista ekologiczny i rzecznik prasowy Polskiego Alarmu Smogowego (PAS). - Trzeba będzie pokazać kocioł w kotłowni i udowodnić, że spełnia obowiązujące przepisy i można nim legalnie ogrzewać dom. Kontrole będą również dotyczyły tego, co w tym kotle spalamy. Czy to są, nie daj Boże, odpady, czy może węgiel. Jeśli to węgiel, zostanie sprawdzone, jakie ma on parametry i czy jest zgodny z przepisami - wyjaśnił gość "Pierwszego Programu".

Dla tych, którzy planują załatwić sprawę, nie wpuszczając kontrolera do domu, Sergiej ma złe wieści. - To jest przestępstwo i jest karane. Nie można nie wpuścić wykonującego kontrolę strażnika miejskiego, ponieważ oni mają uprawnienia wejścia na teren naszej posesji od godziny 6 do 22. Jeżeli nie wpuścimy strażnika, jest duża szansa, że on wróci - tym razem z policją. Wtedy nasza odpowiedzialność będzie dużo większa, niż mandat za korzystanie z niewłaściwego pieca - przestrzegł Piotr Sergiej w rozmowie z Wojciechem Muzalem.

Drony antysmogowe w akcji. Kiedy grozi mandat?

Na podstawie jakich kryteriów kontrolerzy wybierają gospodarstwa, w których się pojawią? Gość TOK FM wskazał na dwa sposoby działania Straży Miejskiej. - Mamy normalne rutynowe kontrole, ale w sezonie grzewczym, jeśli zdarza się proceder spalania odpadów, z kominów wydostaje się śmierdzący dym i są na to skargi, to możemy spodziewać się wejścia strażników do kotłowni, a nawet pobrania próbek popiołu z paleniska po to, żeby udowodnić, że spalamy śmieci. To może skończyć się nie tylko mandatem, ale również grzywną sądową do wysokości 5000 zł - zaznaczył Siergiej.

W wykrywaniu gospodarstw zatruwających powietrze kontrolerów wspierają drony antysmogowe. - Straże miejskie używając dronów, spośród kilkuset domów wybierają sobie kilka takich, w których ewidentnie dzieje się coś nieprawidłowego i dopiero wtedy przed domem pojawia się strażnik, by dokonać już bardzo szczegółowej kontroli. Podkreślam - samo to, że dron wyczuwa różne substancje w powietrzu, nie jest jeszcze powodem wystawienia mandatu, bo to jest trochę za mało. Musi być wejście do kotłowni i stwierdzenie nieprawidłowości - wyjaśnił rzecznik PAS w "Pierwszym Programie".

Gość TOK FM przypomniał także właścicielom o obowiązku zgłaszania źródeł ogrzewania do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB), prowadzonej przez Główny Urząd Nadzoru Budowlanego. - Można to zrobić w bardzo prosty sposób online. Wchodzimy, wpisujemy posesję, wpisujemy rodzaj źródła ciepła i mamy zgłoszone. Ten obowiązek jest bardzo prosty i nieuciążliwy, ale strażnicy oczywiście sprawdzają, czy to, co zgłosiliśmy, zgadza się z tym, co widzą w kotłowni (...) Są osoby, które zgłaszają kocioł spełniający wyśrubowane normy emisyjne, a tymczasem w kotłowni stoi stary kopciuch. Wtedy maksymalna wysokość mandatu to 500 zł - powiedział Piotr Siergiej w TOK FM.

Źródło: TOK FM